Życie to nie galery czyli o tym, że NAPRAWDĘ lubimy się męczyć i że.. to bez sensu

/
7 Komentarzy


Uważa się, że aby coś w życiu osiągnąć trzeba się zdrowo namęczyć. Błąd. Mylimy wysiłek z cierpiętnictwem. I prowadzi nas to ciągle na manowce. 


Jerzy Pilch, jeden z najbardziej znanych współczesnych polskich pisarzy, powiedział w jednym z wywiadów, że pisanie to ciężka i trudna robota. Wyszarpywanie kawałków myśli, zbieranie słów, syzyfowy wysiłek, który w efekcie i tak mało kto doceni, bo nawet sam pisarz rzadko jest zadowolony. Dodał także, że jeśli ktoś ma z pisania radość, to najpewniej jest po prostu grafomanem. Bo w domyśle z radości nic wartościowego wyjść nie może. 

Smutne to trochę, pomyślałam. Na szczęście nieprawdziwe, albo prawdziwe tylko w małym fragmencie. 

Jeśli masz się TYLKO męczyć, to dobrze zająć się czymś innym. Jest tyle zawodów na "p" i jeszcze zostanie cały alfabet. 


Życie to znój

Nie wiadomo dokładnie kiedy to się stało, ale stało się na pewno. Ktoś kiedyś wmówił nam, że tylko to do czego dochodzi się przez ból i wysiłek, a najlepiej krew i łzy ma jakąś wartość. I że życie nie może być przyjemne, chyba że jest się lekkoduchem, kimś w rodzaju wioskowego błazna, kogoś z kogo wszyscy się śmieją, a nikt nie traktuje poważnie. A to nieprawda. Totalna nieprawda. 

Przekonanie o życiowym znoju i tym, że trzeba cierpieć, żeby się rozwijać, że tak po prostu musi być, prowadzi na niebezpieczne manowce i zamyka na doświadczanie życia w różnych przejawach. 

Nikt nie obiecał, że będzie tylko łatwo, ale też nieporozumieniem jest uważać, że tylko tam gdzie boli jest sens i rozwój.  

Są tacy, którzy się w ten ból będą pchać wbrew zdrowemu rozsądkowi. I dojdą zupełnie gdzie indziej niż na początku chcieli. 

Problem z osiągnięciami, które przychodzą po tym strasznym trudzie i znoju, po latach hartowania stali i poświęcania się jest taki, że kiedy już się jest tam gdzie się zamierzało, przychodzi refleksja: "Ale po co u diabła ja tu lazłem?!!". 


Gdzieś pomiędzy

Wartościowe życiowe dokonania, związki, kariera, wychowanie dzieci, czy cokolwiek by wstawić w to miejsce, zawsze wymagają pewnego wysiłku. 

Jeśli Twoją pasją są góry i wchodzisz na szczyt, to jasne, że się zmęczysz. Może nawet obetrą Cię buty, albo zejdzie Ci paznokieć. Nie zmienia to jednak faktu, że towarzyszy Ci wielka radość z faktu, że możesz to robić. Ona się zmienia, jasne. Pewnie jest ogromna na szczycie, tam gdzie chmury i świat u stóp, a mniejsza, kiedy masz mokre skarpety, a na pięcie właśnie zrobił się odcisk. 

Nie czyni Cię jednak "grafomanem gór" fakt, że lubisz po nich chodzić. Zdziwiłabym się raczej gdybyś to robił, jeśli nie lubisz. 

Tak jest z większością spraw w życiu. W istocie z prawie wszystkimi. I nawet nauka potwierdza to, że lepiej iść za tym co wzbudza naszą radość i entuzjazm, a nie za tym do czego trzeba się codziennie zmuszać z bólem serca.




Pisanie tej książki, tworzenie jej, to była praca -  ale nie znój.
Wiele w niej entuzjazmu i dobrych myśli.
Wielu już ją doceniło -  sprawdź jak dobrze wpłynie na Ciebie!
KLIK  


Entuzjazm to rozwój

Do niedawna uważano, że tylko trudności nas rozwijają. Przekraczanie fizycznych barier, ćwiczenia, najlepiej coraz trudniejsze bo jak idzie łatwo, to rozwoju nie będzie.  Dziś wiadomo, że to nie do końca tak. 

Geralda Hüther badacz mózgu odkrył, że mówiąc oczywiście w pewnym uproszczeniu, entuzjazm tworzy w mózgu neuroprzekaźniki. To nie geny decydują o tym, czy rodzimy się głupi, czy inteligentni. To raczej to, co z nim potem zrobimy. 

André Stern -  francuski propagator nowego podejścia do edukacji mówi: 

"Strefa mózgu odpowiedzialna za poruszanie kciukiem jest u nastolatków o wiele bardziej rozwinięta niż u starszego pokolenia. To efekt SMS-ów i PlayStation. Okazało się, że mózg nie jest zaprogramowany, lecz się rozwija, trochę jak mięsień. Wymyślono zatem trening dla mózgu - pięć języków obcych w przedszkolu, sudoku na śniadanie. Rezultaty były spektakularne: zero. Twórcy programu nie mogli zrozumieć, dlaczego działa to w SMS-ach, a nie działa w matematyce. I tak odkryliśmy najważniejszą rzecz: nasz mózg rozwija się, gdy używamy go z entuzjazmem. To wszystko zmienia! Nie ma ani głupich, ani inteligentnych. Są ludzie z entuzjazmem lub bez. Entuzjazm tworzy w mózgu neuroprzekaźniki. Jest nawozem dla głowy. Słuchajcie: małe dziecko entuzjazmuje się 25-50 razy dziennie! A wiecie, z jaką częstotliwością dorośli odczuwają podobny entuzjazm? Dwa, trzy razy w roku". 

To może tłumaczyć dlaczego w pewnym momencie życia wielu z nas czuje, że nie tylko się nie rozwija, ale wręcz przeciwnie, cofa. Idziemy nie za tym co dla nas wewnętrznie ważne, sensowne, czy ciekawe, ale za tym do czego trzeba się w przenośni przyspawać do krzesła. 


Za tym co kochasz

Nie da się żyć bez wysiłku, ale także życie w cierpiętnictwie, w wiecznym zmaganiu się z losem, z entuzjazmem na wymarciu, wydaje się pomyłką. 

Entuzjazm, pasja, czy przynajmniej ciepłe uczucia pomagają wykrzesać z siebie motywację, wytrwałość i poczucie sensu. To nie tak, że jeśli to masz to coś spadnie Ci z nieba. Nie. Ale znajdziesz wtedy siły, żeby się po to schylić. 

Jeśli zgubiłeś swój entuzjazm i nie wiesz już co sprawia, że Twoja krew szybciej krąży, trzeba szukać. Koniecznie. 

A potem iść raczej za tym co ożywia, a nie za tym co boli. 






Zobacz również

7 komentarzy:

  1. Fantastyczny wpis!!! Ja ciągle gonię w poszukiwaniu zaginionego entuzjazmu, bo "ktoś" mi go po drodze skutecznie odłączył od mojego ja :(
    Ale nie poddaję się, szczególnie teraz, kiedy przeczytałam, że bez tego nie tworzą się neuroprzekaźniki - nie chcę zardzewieć!!!
    Neuroprzekaźniki - twórzcie się!
    pozdrawiam nieustająco czytając :)
    olga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olga,
      cieszę się że się przydał :)
      Entuzjazmu tylko dobrze nie mylić z jakiś dzikim hajem, czy nieprawdopodobną adrenaliną, bo tego część osób szuka i to też nie o to chodzi..
      Powodzenia :)

      Usuń
  2. Myślę, że i ktos nam to wmowil, ale tez sami dajemy sobie cos w rodzaju nadziei, jak juz jest naprawde ciezko, ze prowadzi nas to do czegos lepszegp, ze teraz trzeba sie "pomeczyć" ale bedzie nagroda w postaci jakiegos osiagniecia. Nie wszystko jest czarno biale, czasem sa zyciowe trudnosci dzieki ktorym sie rozwijamy. Sama psychologia mowi o tym ze najbardziej rozwija nas wyjscie ze strefy komfortu i kryzys. W kryzysie bowiem zadajemy sobie najwiecej pytan odnosnie nas samych: czego chce, czego nie chce, co mnie boli, co mysle. Osho w jednej ze swoich ksiazek porownal to do bolacego zeba. Dopoki nie boli nie mamy nawet uswiadomionej jego obecnosci na codzien. Zab jak zab. Nie doceniamy go wrecz chociazny w codziennej pomocy przy posilkach. Ale jak zacznie bolec z bolem przychodzi rowniez swiadomosc jego istnienia. Podobnie jest z nami, czesto z bolem zaczynamy sluchac samych siebie. Oczywiscie nie znaczy to , ze mamy sie tylko meczyc, o nie! Przeciez szczescie , przyjemnosc, radosc, spelnienie sa cudowne i kazdy na nie zasluguje. Chodzi bardziej o to zeby doceniac kazdy stan, ze nawet jesli pozornie dzieje sie zle, cierpimy z jakiegos powodu to rozwijamy sie tak naprawde i ten rozwoj moze nas doprowadzic do szczescia, do radosci, do spelnienia, bo zobaczymy czego tak naprawde pragniemy. I zeby to nie stalo sie nasza metoda na zycie, bycie ofiara.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję Ci Małgosiu za ten wpis, znalazłam go właśnie teraz kiedy tego najbardziej potrzebuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. I właśnie tak wygląda sukces!To przecież droga od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu!😉

    OdpowiedzUsuń
  5. To może tłumaczy moją naukę języka angielskiego. Bez entuzjazmu… Czyli trzeba z entuzjazmem… Z pozytywną motywacją, a nie ze strachem… znaleźć pasję.... Super

    OdpowiedzUsuń
  6. Życie jest wędrówką, drogą. Wprawdzie stawiamy sobie kolejne cele. Dążenie do nich ukierunkowuje naszą energię. Osiąganie tych celów napełnia nas satysfakcją. I jest to słodka nagroda. Ale nie tylko dla tej nagrody się trudzimy. Bo jest jeszcze inny, ważniejszy składnik - sama droga ma dawać mi radość. Wtedy nie załamujemy się, gdy któryś z celów okaże się niemożliwy do osiągnięcia. Albo utopijnie postawiony. A sytuacje wymagające korekty celów są co rusz - każdego dnia. Zadbajmy o to, żeby droga , sama droga dawała nam radość. To od nas zależy - od naszych wyborów, od naszego nastawienia. Nawet pranie tetrowych pieluch napełniało mnie entuzjazmem - chciałam to robić, a nie "musiałam"

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)