Pożeracze energii - jak nie tracić, a zyskiwać?

/
20 Komentarzy




Pożeracze energii to aktywności, rzeczy i ludzie, którzy sprawiają, że nasza wewnętrzna moc topnieje. Kiedy patrzymy w lustro wieczorem, czujemy się jak balon, z którego uszło powietrze. Jak temu przeciwdziałać, co z tym zrobić? 


W czarnej piątce znajdziemy myślenie, czy raczej myślenie nadmierne, które jest jak obsesja, toksyczne relacje, technologię, od której coraz częściej nie potrafimy się odseparować, życie na siłę, pod prąd tego wszystkiego co nam służy oraz bardzo niebezpieczną życiową huśtawkę, z której dobrze zejść. 

Wszystkie są potwornie energochłonne i pozbawiają nas wewnętrznej mocy. Jak się przed nimi bronić? 


1. Myślenie (nadmierne)

Nie przez przypadek znalazło się na pierwszym miejscu. Moim zdaniem jest najgroźniejsze i najbardziej energochłonne. W angielskim istnieje słówko, które ten stan rzeczy określa idealnie, jest to "overthinking". Słownik tłumaczy je jako myślenie za dużo i za długo - i o to dokładnie chodzi. 

Tu mieszczą się wszelkie plany, szczególnie te, które nigdy z etapu planów nie wychodzą, bo pozostają myślami. Zamartwianie się, analizowanie, aż do bólu głowy, życie przeszłością, myślenie, co by było gdyby, rozpisywanie każdej minuty na pierwiastki, jakby to naprawdę mogło mieć sens. 

Myślenie - jak mówi psycholog, Bartłomiej Dobroczyński, to narzędzie, jak łopata. 

Kiedy się skończyło kopać dół, to trzeba ją odłożyć, a nie machać i machać. 

To potwornie energochłonne. Nie starcza już potem czasu i sił na życie. 

Myślenie ciągle i wszędzie bywa obsesją. Trzeba ten zgubny nawyk opanować. 


2. Toksyczne relacje

O tym już u mnie było, więc dziś tylko bardzo krótko. Toksyczne relacje - to jak pisze Michał Pasterski, coś, co wypełnia życie cierpieniem, walką i poczuciem bezradności. Partnerzy relacji zamiast dawać sobie energię, okradają się z niej. 

Uwaga! To nie musi być relacja miłosna, czy rodzinna, ale także przyjacielska, sąsiedzka, koleżeńska, zawodowa. To także nie musi być związek oparty na tym co nam się z niebezpieczeństwem i toksycznością w pierwszej chwili kojarzy. 

Toksyczne relacje to nie tylko takie w których występuje agresja, przemoc czy wybuchy złości. 

Często są to kontakty z pozoru zupełnie niegroźne, spokojne, ale podszyte tym czymś co nam odbiera poczucie siły, wiarę w siebie czy lepsze jutro. Wpędzanie w poczucie winy, zarzucanie złymi wiadomościami, tworzenie atmosfery zagrożenia i niebezpieczeństwa, chwiejność emocjonalna. Czasem to szkodzi bardziej niż faktyczna przemoc. 

Ludzie uwikłani w takie relacje bardzo często nie potrafią podjąć żadnej decyzji, nie wiedzą czy zostać, czy odejść, czy powiedzieć stop, czy się przeciwstawić, czują tylko jak małą strużką uchodzi z nich życie. Wynika to z wielu względów, często również z wchodzenia w rolę ofiary, czy manipulacji osoby toksycznej. 

Energochłonne i obciążające mogą być też relacje, które są po prostu jałowe. Nic z nich nie wynika. Odbierają czas i siły. Jeśli Ci brakuje, to rozważ także czy ich utrzymywanie, reanimowanie ma sens. Być może czasowo dobrze je ograniczyć, albo nawet z nich zrezygnować? Czy świat się wtedy zawali?


3. Technologia


Otacza nas wszędzie i wydaje się, że już zawsze tak będzie. Ma to swoje dobre strony, ale to tylko kawałek prawdy. Od technologii musimy odpoczywać, bo inaczej oszalejemy. Przegrzeją nam się procesory, tak jak to się dzieje z urządzeniem, które działa za długo i za mocno. 

Czy wiesz, że w Skandynawii podobno zaleca się, żeby wyłączać wszystkie urządzenia elektryczne na noc? 

Najlepiej cały obieg energii, poza lodówką, czy innym sprzętem, który po prostu musi działać. Jeśli uważasz, ze to przesada, nie zabieraj przynajmniej do łóżka telefonu, tabletu czy komputera. Niech te urządzenia znajdują się w nocy poza sypialnią. 
12 godzin z technologią, 12 godzin bez technologii. Czy jesteś w stanie podjąć takie wyzwanie? 

W miejsce jałowego przeglądania sieci można wstawić coś, co naprawdę służy budowaniu naszej energii. Jogę, spacer, medytację, chwilę w ciszy, moment na bliskość, na patrzenie sobie w oczy, na zabawę, czytanie. 

Warto, naprawdę. 


Od technologii, od "muszę", warto uciec w naturę. 

4. Życie "na siłę"


Czyli wieczne mocowanie się: z innymi, ze sobą, tryb zadaniowy, pełen: muszę, dopnę, zrobię, osiągnę. 

Jeśli w Twoim życiu dominują wykrzykniki, kosztuje to bardzo wiele energii. W Tao, jako nurcie filozoficznym, mówi się, że we wszystkim istnieje wewnętrzną moc, rodzaj energii. Jeśli działasz ciągle przeciw niej, jeśli wydatkujesz ją na prawo i lewo, to nie ma szans, żeby czuć się dobrze, dobrze żyć i wstawać rano z energią. 

W taoistycznych księgach, jest taka opowieść o cesarzu, który odbywał jedno spotkanie za drugim. Zawieziono go do jakiejś komnaty na kolejne, ale tam, ku swojemu zdziwieniu nikogo nie zastał. Cesarz wyszedł na środek sali, postał trochę w milczeniu, potem ukłonił się , uśmiechnął i powiedział: "Musimy planować więcej takich spotkań, dawno się tak dobrze nie bawiłem". 

Czy Ty też musisz siebie samego wpisać w grafik, żeby się ze sobą na chwilę zobaczyć? 


Dobrze otaczać się ludźmi, którzy ciągną nas w górę, a nie w dół,
a także przedmiotami, które przypominają o tym co ważne.
Tą wyjątkową torbę znajdziesz TUTAJ


5. Emocjonalna huśtawka


To chyba najtrudniejszy punkt. Bo wiem świetnie, ze trudno z tej huśtawki zejść. Żyjemy od euforii do totalnego spadku. A to bardzo niezdrowe. Ludzie pragną dziś ekstremalnych doznań i to bardzo często ich gubi. Zwykłe, dobre życie wydaje się być za słabe, za miałkie. Trzeba, żeby było w nim coś wielkiego. Osławiony w agencjach reklamowych efekt "WOW". 

Oczywiście dobrze szukać szczęścia, ale jeszcze lepiej docenić to co się ma. I uznać, że nie da się być na wiecznym życiowym "haju". Takie życie nie istnieje, nie może się ziścić. 

Jeśli Twoje górki są niebotyczne, takie same mogą być dołki. 

Benjamin Hoff,w "Tao Kubusia Puchatka" pisze: 

"Filozofia życia, która stale powtarza: za następnym zakrętem, nad kolejnym progiem, działa przeciw naturalnemu porządkowi rzeczy i sprawia, iż tak bardzo trudno jest być szczęśliwym i dobrym,  że tylko niewielu dociera do miejsca, gdzie powinni być od samego początku (...) -  a cała reszta poddaje się i zbacza z drogi, przeklinając świat.(...) Ci, którzy myślą, że nagrody znajdują się gdzieś po drugiej stronie tęczy... przypalają swoją grzankę". 

To zdanie o grzance, wypowiada w książce  nie autor, ale Kubuś Puchatek. Trudno się zresztą dziwić. On świetnie wie, jak oszczędzać energię i nie marnować jej na bzdury. 

Co zrobisz z Twoją? 



Zobacz również

20 komentarzy:

  1. Tak, te prześladujące myśli czasami potrafią wbić człowieka w podłogę. Jak gdyby łopata przykleiła się do naszych dłoni na Kropelkę. Na szczęście zawsze możemy zbudować rozpuszczalnik "dobre myśli"- zajmuje to trochę czasu, ale warto:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na kropelkę ;) coś w tym jest :)
      Pewnie, że warto!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Świetny i bardzo potrzebny tekst! (przynajmniej dla mnie). Ja zaliczam wszystkie wymienione pożeracze energii. Od około dwóch tygodni postanowiłam, że dam odpocząć mojej głowie, bo zwyczajnie świecie bałam się, że coś mi się tam porobi, przesilenie umysłu czułam już fizycznie.... I już widzę zmiany. Dodam jeszcze, że w moim przypadku mózg nie dawał tak szybko za wygraną, sam chciał pracować nieustannie. Trudno było nad nim zapanować!
    Pozdrawiam,
    Grażyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko,
      bo też nie da się zahamować przecież z takiego pędu w pół minuty.
      Mózgowi nie ma się co dziwić.
      Powodzenia!!!

      Usuń
  3. Strużka raczej niż stróżka,dzięki za kolejny potrzebny artykuł.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja mam taka toksyczna relacje z matką. Ale została sama, nie radzi sobie, nie starcza jej srodkow na podstawowe zycie (nigdy nie pracowala) i oddalabym wszystko aby o tym nie myslec i zerwac kontakt.Bardzo negatywnie na mnie wplywa i manipuluje moimi uczuciami. Co zrobic jesli musze dostarczac jej jedzenie...co zrobic jesli nie stac mnie na przelewy (w zamian za widzenie sie przy dostarczeniu jedzenia), co zrobic jesli dostanie eksmisje i poda mnie o alimenty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Anonimowa,
      ja myślę, że nie rozwiążemy tego problemu tutaj. Bardzo dużo w tym co piszesz obaw i lęków. Dobrze im się przyjrzeć.Polecam wizytę u psychologa, z którym można ten temat obgadać. Nie trzeba za to płacić, są poradnie finansowane przez NFZ i zawsze gdzieś znajdzie się kompetentna osoba.
      To pomoże na pewno ten temat uporządkować i stać się mniej podatną na manipulację, oswoić te wszystkie "co jeśli, co zrobię, co się stanie" itp. To już będzie bardzo dużo!
      Proszę pamiętać, że np. pracy z poczuciem winy nikt za nas nie wykona.
      Jeśli je odczuwamy, to nie jest tak, że można wszystko zwalić na manipulatora, bo on jest zły i w nas to wywołuje. To jest też kwestia naszych nieprzepracowanych emocji. Bardzo namawiam, żeby się tym zająć!
      Odcięcie kontaktu, kiedy sprawy są niezałatwione, emocjonalnie nie przepracowane, też nie załatwiłoby sprawy...

      Usuń
    2. Ja również moją relację z matką uważam za toksyczną... jest pożeraczem mojej energii, manipulatorką, kłamcą nawykowym. Trudno z tym żyć tym bardziej że sama jestem matką i zależy mi mimo wszystko na dobrej relacji babcia wnuczki. Znalazłam jednak bezpieczną "odległość" naszej relacji i buduję swoją siłę realizujac swoje pasje. Niestety wciąż zdarzają się chwile, w których jestem tycia... tyciutka :-)

      Usuń
    3. A ja polecam lekturę Anthony'ego de Mello "Przebudzenie". Mnie pomogła się uwolnić od poczucia winy wobec manipulacji bliskich, nadmiaru myślenia i skłonności do wchodzenia w rolę ofiary.

      Usuń
  5. mam kawe- nikt mi nie zabierze energii :) a tak serio to uwazam tez ze stawianie granic i pokazywanie innym gdzie moga wlazic ze swoimi buciorami to nasza wlasna odpowiedzilnosc, niedawno to do mnie dotarlo, zwlaszcza w bliskich relacjach. moim najwiekszym wyzwaniem jest to 'overthinking' wlasnie, nie zawsze mi to przeszkadza, czasem lubie sie zawiesic i gapic na swiat, ale sam umysl jest jak malpa i czasem skacze i rzuca kupa :) latwiej to napisac nisz stosowac w praktyce, ale grunt to miec tego swiadomosc, i tresowac malpe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tresować małpę ;) dobre!
      Ale bardzo celne!!!!

      Usuń
  6. Technologia to zło. Czuję to coraz mocniej.

    OdpowiedzUsuń
  7. 1. Myślenie (nadmierne)- u mnie występuje...nadmiernie. Walczę z tym.
    2. Toksyczne relacje - sporo kontaktów już zerwałam. Jest dobrze, będzie jeszcze lepiej. Z wiekiem wiem, z kim się zadawać :)
    3. Technologia - oj, przegrywam wciąż :(
    4. Życie "na siłę" - "muszę, dopnę, zrobię, osiągnę"? U mnie dominuje "Chcę!". Ale tego "chcę" robi się za dużo. I z niczego nie potrafię zrezygnować.
    5. Emocjonalna huśtawka - staram się doceniam to, co mam. Jednakże wciąż nie potrafię dobrze gospodarować swoją energią.


    OdpowiedzUsuń
  8. kurcze fajny tekst ,madre slowa ....mnie pozera moj zwiazek ...
    wpierw prosilam potem krzyczalam ,potem blagalam a teraz czuje bezsilnosc ,wobec partnera i swojej naiwnosci....jest mi ciezko i nie wiem jak swojej glowie wytlumaczyc ze Ja to nawazniejsze w zyciu slowo moje wewnetrzne ja,i jesli ktos mimo ze ofiarowalas cala siebie nie chce ci tego w zaden sposob oddac dbajac o wszystkie te elementy co przy milosci stoja,,,,powinnam trzasnac drzwiami i ucieeeec jak najdalej a nie byc ,czekac i ludzic sie przy tym tracac checi na zycie:(

    OdpowiedzUsuń
  9. Super mądre , ale i niebezpieczne. Trzeba pilnować swoich granic. A faktycznie od myślenia to może tylko głowa zaboleć :))).. Pożeracz energii mówi mi zrób, dasz radę... A spowalniacz ...mówi połóż się odpocznij ... potrzebujesz tego. W niedzielę wygrał Spowalniacz:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajny tekst. Daje do myślenia chyba nie ma sensu cały czas czegoś szukac, warto docenić co się dzieje w danym momencie i czerpać z tego jak najwięcej. Czekam na kolejne posty. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Trafiłam na ten tekst dopiero teraz, choć jestem tu już jakiś czas.
    Mój ostatni rok to traumatyczny koszmar, w który poniekąd sama się wplątałam. Myśli krążą we mnie nieustannie i wpychają w huśtawkę nastrojów i górki i doły. Nie zasypiam bez tabletki. Nie znam dnia bez łez. Do tego tłumy toksycznych ludzi, związek który przez lata wydawał się być szczęśliwy a jednak coś tąpnęło i ratujemy na oślep, na siłę, z rozpaczy, z lęku przed nieznanym, przed samotnością, z obawy że może jeśli się rozstaniemy będzie jeszcze gorzej... Czasem podejrzewam się, o psychiczną chorobę a takie artykuły uświadamiają mi, że nie tylko ja mam takie dylematy, problemy i rozterki. Wiem, że rozwiązanie muszę znaleźć w sobie ale dobrze, że są teksty "ku pokrzepieniu serc" i może jako drogowskaz na przebudzenie... Pozdrawiam wszystkich cierpiących.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dużo tutaj mogę zastosować do siebie, problemy z relacjami. Niestety rodzinne zwłaszcza są ciężkie do rozwiązania. Nie można odciąć się całkowicie, a jedno słowo od kogoś bliskiego boli jak szpila wbita w żywą tkankę latami. Inne znajomości też nie zawsze mam w porządku, ale zdobyłam tyle doświadczenia życiowego, że mniej boli. W nowe środowisko weszłam taka zahukana w sobie, z taką niską samooceną, że szukałam tylko podobnych sobie. Widzę po latach, że ja próbowałam pójść do przodu, oni nie chcieli. Czasem nawet mi się wydaję, że chcieli mnie zahamować bym też nic nie osiągała.
    Szukania wartościowych relacji też trzeba się z wiekiem uczyć, zwłaszcza jeśli ktoś nie ma dobrej samooceny ciężko się rozeznać.

    Myśli są moim przekleństwem, od zawsze analizuję i rozkładam na czynniki pierwsze, to dla mnie naturalne jak oddychanie. Jeśli nie będę myśleć to chyba umrę, bo to też wpisane w mój charakter, studia, zawód, zainteresowania. To moje największe bogactwo i kapitał. Co zrobić by ten miecz, nie zamienił się w miecz obusieczny? By korzystać z tego na co dzień, ale nie kierować w gorszych momentach przeciwko sobie? Może akceptacja? Gdy analizowanie siebie i innych przekładam na prace jest okej, może wyjść z tego coś naprawdę pięknego. Ale w dniach spadku nastroju jak wyrwać się z myślenia o zrobieniu czegoś, o tym ze nic nie umiem zrobić, no i właśnie zacząć robić?

    Z technologii rezygnuję bez problemu.

    Nie wiem jak jest z życiem na siłę w moim przypadku, od dziecka napędzały mnie tylko moje pasje. Ciągle do przodu. Powtarzam "chcę", "muszę", ale ja w sumie na prawdę chcę, może za dużo ale nie umiem inaczej żyć szczęśliwie. Jeśli nie robię dużo, jestem nieszczęśliwa, nie umiem nic nie robić od małego dzieciaka, muszę przynajmniej coś czytać/oglądać/bębnić palcami o biurko, liczyć dziury w ścianie.. To osobisty świr, czy po prostu moja energia?

    Emocjonalna huśtawka już mnie nie dotyczy. Mam nadzieję że nie wróci.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)