Zaopiekuj się... sobą

/
11 Komentarzy


Każdego od czasu do czasu dopada zniechęcenie i wątpliwości, tracimy siły, czujemy, że energia, która w nas płynie zostaje zablokowana, że radosny strumień, który śpiewał nam co rano, zamienia się w mętną kałużę, w której nie chcą mieszkać nawet stare żaby, którym naprawdę nie chce się iść gdzie indziej. 


W życiu jak  w przyrodzie: są przypływy i odpływy, są zaczarowane okręty, które niosą lekko w nieznane i mielizny, z których trzeba się najpierw wykopać, żeby ruszyć krok dalej. Bywa z górki i bywa pod górkę. Raz świeci słońce, raz pada deszcz, rzeka nas niesie albo spycha na brzeg. Jednym słowem, bywa różnie. 



Jak sobie radzić ze zniechęceniem? 

Kiedy masz wszystkiego dosyć, nie wiesz co robić i dokąd iść, po prostu usiądź. Najgorsze co można w tej sytuacji zrobić, to zaprzeczać rzeczywistości. Udawać przed sobą i otoczeniem, że jest fantastycznie. Robić dobrą minę do złej gry. Zakładać maski, które skrywają prawdziwe uczucia. 

Optymizm wcale nie polega na tym, że uśmiechamy się i prezentujemy promienną twarz, zawsze i wszędzie, bez względu na okoliczności. Optymiści bywają czasem smutni, zniechęceni, rozczarowani. Mamy do tego prawo, tak samo jak do radości, dumy i satysfakcji. 

Kiedy świat robi ci na przekór, kiedy czujesz, że zabrnąłeś w uliczkę o szemranej reputacji, zajmij się sobą, a nie grą i pozami. One wyczerpują, a ty potrzebujesz sił. Potrzebujesz wrócić tam gdzie jest energia, gdzie życie pulsuje dobrem i wiarą, gdzie mieszka nadzieja i moc. 

Jak to się robi? Którędy się idzie? U mnie przez kuchnię, przez ogród, przez bose stopy, przez ciszę i spokój. Chodź za mną, albo poszukaj własnej ścieżki. Daj sobie to czego teraz potrzebujesz. Zajmij się sobą tak, jak zajmujesz się dzieckiem, lub kimś kto wraca do siebie po ciężkiej chorobie. Pociesz się strawą, oddechem, poszukaj lekarstw, które przywracają siły. Bądź cierpliwy. 


Cykle życia: raz na wozie...

Cykle życia są piękne i potrzebne. Kiedy dopada mnie zniechęcenie -  to pławię się w nim przez chwilę i pozwalam sobie rozpaść się na kawałki. Trzeba, to trzeba. 

Kiedy odczuję to co jest do odczucia, po chwili, dłuższej, krótszej - różnie bywa -  czuję jak wraca moja dobra energia, jak komórki ciała pulsują w takt mantry, powtarzanej przez krew krążącą w tę i z powrotem: "żyję, żyję, jestem, jestem". 

Czuję jak wraca do mnie życie i oddaje to co zabrało. Z nawiązką. 

Dziś siedzę nad tą rzeką i czuję jak podpływa do mnie i łaskocze w palce. Jutro popłynę. Może pojutrze. Nie śpieszę się, nie poganiam. Kiedy poczuję, że to już, poszukam łodzi. Albo zdejmę buty i popłynę. Mam silne ramiona, silne nogi, wiem, że dam radę.  Dziś jest czas czekania. Czekam. On nie trwa wiecznie. Bez obaw.

Zatrzymując się kiedy tego Ci trzeba, nie tracisz czasu, ale go zyskujesz. Respektując własne ograniczenia, kiedyś wreszcie doczekasz się dnia, kiedy je przekroczysz. 

Bądź dla siebie czuły, czuła. 
To działa. 
Czasem, żeby się poskładać do kupy, trzeba najpierw rozpaść się na części. 





Zobacz również

11 komentarzy:

  1. Jak pięknie napisane... zapamiętam, szczególnie te słowa: "Zajmij się sobą tak, jak zajmujesz się dzieckiem, lub kimś kto wraca do siebie po ciężkiej chorobie. Pociesz się strawą, oddechem, poszukaj lekarstw, które przywracają siły."

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam taką samą metodę - gdy mi źle - potaplam się w bagienku nieszczęścia, a potem wstaję ze zdwojoną energią...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydrukuję koleżance, która ma teraz ciężki czas... Pięknie napisane...

    OdpowiedzUsuń
  4. Siedzę właśnie i czekam. Wiem już, że sobie poradzę, ale właśnie odkryłam, że ogarnięcie najbardziej przyziemnych spraw zajmie więcej czasu, niż się spodziewałam. Z rozpadaniem się na kawałki chodzi chyba o to, że póki one trzymają się tak ledwie, ostatkiem sił, to nie da się poskładać na nowo. W ładniejszą mozaikę, skoro ta nie jest dobra. Zawsze sprzątanie w życiu kojarzy mi się ze sprzątaniem szafy - jest taki moment, kiedy wyrzuca się wszystko na środek, żeby posegregować i wtedy to wygląda strasznie - góra bałaganu. Tylko podczas sprzątania w domu człowiek nie ma wrażenia, że zaraz się udusi i jednak nie ma potrzeby sobie przez chwilę popłakać. Ale potem w koncu będzie widać, jak chaos nabiera kształtu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak piękne treści przekazujesz Małgosiu. Czemu jednak wciąż z tyloma błędami interpinkcyjnymi piszesz? Nie godzi się. To jednak ważne. Nawet bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy,
      a u Ciebie literówka w komentarzu ;) Tak paradoksalnie, widzisz jak to jest.
      Zgadzam się, ale robię co mogę.
      Nie jestem polonistką. Staram się bardzo, nie roszczę sobie jednak praw do tego, aby mówić, że robię to perfekcyjnie czy bezbłędnie. Pewnie przydałby się korektor, ale blog to nie redakcja i nie mam za sobą sztabu ludzi. Zresztą czytając prasę czy książki, też widzę błędy. Wszędzie są ludzie, a ludzie błądzą. I w życiu i w języku. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Nie mają znaczenia drobne błędy jeśli myśl jest miłością, radością i wsparciem.

      Usuń
    3. Nie mają znaczenia drobne błędy jeśli myśl jest miłością, radością i wsparciem.

      Usuń
  6. Chyba nie rozumiem. Jak ktoś od lat ledwo wiąże koniec z końcem, jest samotny, bez nadziei i szans na zmianę to skąd wziąć optymizm? Kiedy jest się pod tym wozem bardzo długo to ciężko jest wmówić sobie , że to jest potrzebne. Naprawdę.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)