Roszczenia

/
4 Komentarzy
Istnieją różne życiowe strategie. Wybieramy je spośród kanonu takich, które dostaliśmy w spadku, wypracowaliśmy sami, albo nauczyliśmy się przez lata.  Jest więc: "Zosia Samosia, Zrób To Sam, Zrób To Za Mnie, Daj mi To, To mi się Należy, Nie zasługuję na To" i wiele, wiele innych. Żadna skrajność nie jest dobra -  dlatego przeważnie  jako dorośli ludzie używamy kilku różnych modeli zachowania -  i w oparciu o swój stan, podaż i popyt sił, okoliczności zewnętrzne, realizujemy własny film o życiu. Bycie samowystarczalnym i w pełni autonomicznym jest cudowne -  ale przecież każdemu zdarzają się takie chwile, kiedy ma dosyć, czuje się słabo, potrzebuje zaufać komuś lub czemuś i oddać się w opiekę. Udawanie Herosa albo Heroiny w takiej sytuacji jest nie tylko nierozsądne, ale i niebezpieczne. 
Drugą skrajną formą ekspresji i postępowania jest roszczeniowość. Skąd się biorą roszczenia? Mają przeważnie dość długą historię. Niektórzy uważają, że "hodujemy" je tak jak poczucie wartości: od dziecka. Po pierwsze słuchając i obserwując naszych bliskich (  plaga wśród pokolenia 50 + w Polsce ), po drugie ucząc się, że zależność od innych, żądania i wymaganie od środowiska, są  lepszym wyjściem, niż stawianie na aktywność i dbałość o własne interesy. 

Jeśli jako dzieci cierpieliśmy na pewne deficyty ( miłości, opieki, uważności )  i jednocześnie obserwowaliśmy, że osoby z naszego otoczenia, czują się ich winne, uczyliśmy się, że możemy żądać zaspokojenia w zamian innych, pośrednich potrzeb. Rodzic nie miał czasu, ale włączał telewizor i pozwalał oglądać bajkę -  albo kupował coś, co miało doraźnie poprawić popsuty humor. Tak pojawiały się kolejne roszczenia: to co dostaliśmy koiło na chwilę, potem potrzeby zasypane górą popiołu powstawały jak Feniks i piały w sine niebo. 

Dlaczego roszczenia i strategia na nich oparta jest  nieskuteczna i kiepska w dłuższej perspektywie czasu? Teoretycznie dostajemy coraz więcej; ale praktycznie, czujemy się coraz bardziej bezradni. Poczucie niemocy rodzi złość, ze złości wyłania się agresja albo zobojętnienie. Nie jesteśmy w stanie działać, a nawet jeśli robimy coś, to po omacku i nieskutecznie. Roszczenia to także najprostsza droga do zależności od innych ludzi. Uczymy się, że aby dostać miłość, zachwyt, zainteresowanie, pochwałę czy cokolwiek innego, na czym nam zależy, musimy mieć obok siebie kogoś, kto zechce nam to dać. A jeśli tego kogoś nie ma, to trzeba go gorączkowo szukać. Co wynika z gorączki wszyscy wiemy. Czasami udaje się znaleźć kogoś, kto odda nam wszystko. Częściej jednak wpadamy z deszczu pod rynnę. 

Roszczenia wydają się być dość ekonomiczną formą przetrwania w tym świecie; ale jest dokładnie odwrotnie. Aby uzyskać to czego się chcę: od Państwa, od małżonka, przyjaciela, szefa, współpracowników, dzieci czy znajomych -  przeważnie trzeba się bardzo koło tego nachodzić. Układać się, paktować, robić dobre miny, okazywać zainteresowanie, dawać, żeby potem móc żądać, zaspokajać cudze zachcianki, żeby następnie mieć alibi do tego, by ktoś zaspokoił nasze. 

Zamiast inwestować w tę niepewną grę (  nigdy nie wiesz, co tak naprawdę dostaniesz )  -  lepiej budować własne życie na poczuciu sprawczości. Jeśli bierzemy własny los -  i własne samopoczucie w swoje ręce -  wiemy, że jesteśmy autorami swojego życia. Mamy frajdę z tego, że piszemy scenariusz i  dobieramy aktorów. Dziś możemy poprosić o pomoc, jutro pomocy udzielić. Jeśli się nam jej odmówi, nie usiądziemy w kącie i nie zalejemy się łzami rozpaczy, ale powiemy:  "Ok. Masz prawo mi odmówić, poszukam innego rozwiązania. " 

Wiara we własne siły, albo przynajmniej decyzja o tym, że chce się tych sił i zasobów samodzielnie szukać -  to fundament ciekawego, otwartego życia. Roszczenia to pułapka. Można w niej spędzić całe życie. 

Co dziś wybierasz?


Foto: coffeeand-flowers.tumblr.com


Zobacz również

4 komentarze:

  1. Och, to takie trudne. Mam na myśli zdefiniować kiedy kończą się oczekiwania, a kiedy zaczyna roszczeniowość? Czy jeśli oczekuję pomocy od bliskich, to jeszcze oczekuję czy już wymagam? Czy jeśli lubię być samodzielna, to znaczy że robię tak, bo boję się prosić innych o pomoc? To prawda, skrajności są złe, ale też pewne zachowania dla różnych ludzi oznaczają co innego.
    Staram się nie popadać w skrajności, ale zdaję sobie sprawę z tego, że mogę być różnie oceniona. No trudno, dla jednych będę "ta wyrodna", dla drugich właśnie bardzo fajna i rozsądna. Jest mi to zupełnie obojętne. W każdym razie jeśli czuję, że przydałaby mi się pomoc - proszę o nią. Ale też nie jestem urażona odmową. Jestem fanką rodziny wielopokoleniowej, gdzie ścierają się różne światopoglądy i modele wychowywania dzieci. Dziecko widzi, że świat nie jest tylko taki jak "u mamy i taty", ale że ludzie miewają różne poglądy. I uczy się, jak te poglądy ze sobą godzić na jednej przestrzeni. Nie ma różnych zasad u rodziców i u dziadków, jest kompromis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lavinko,
      myślę, że świetnie, jeśli czujesz się niezależna od opinii, na tym polega właśnie zdrowy stan bycia świadomym siebie i swoich wyborów. Dziś jest tak, jutro inaczej: jeśli przestajemy prosić i rościć, czasem to wywołuje konsternację w otoczeniu, no bo jak to? Zawsze chcieliśmy; wszyscy się przyzwyczaili do tej gry, a dziś co, inaczej? Najważniejsze, robić swoje i być uważnym :) Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. I właśnie w tym momencie jestem - chcę budować swoją sprawczość. Decyzja podjęta. Parę tygodni temu. Pytanie - JAK? Bo póki co czuję dojmującą niewiarę, beznadzieję i samotność. Próbowałam przeczekać, zastąpić innymi. Fikałam umysłowe koziołki, próbowałam na odwrót lub chociaż inaczej niż zwykle. Niestety, nieustannie wracam do punktu wyjścia i walę głową w ścianę. Dodam, że obita głowa z każdym następnym uderzeniem boli tym bardziej.
    Nie chcę się poddać, ale czuję, że zastygłam w betonie. Mogę się tylko szamotać, oczyma wyobraźni. Wiesz co dalej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Si,

      zastanowiłabym się skąd się bierze to poczucie bezradności, beznadziei i popracowałabym najpierw nad tym. Nagradzałabym się za małe rzeczy, gloryfikowała sukcesiki wielkości główki od szpilki. Może potrzebujesz przewodnika, w tej nowej drodze swojego życia? Kogoś kto nie tyle poprowadzi ( bo to też na dłuższą metę zależność) , ale chociaż wyprawi w podróż, pomoże zapakować walizkę, wyprowadzi na drogę? Poszukaj takiej osoby! Jeśli jest tylko ból to znaczy, że nie tędy droga. Szukaj, bądź wytrwała. Trzymam kciuki!

      Usuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)