Wyjść z roli

/
6 Komentarzy
"Jeśli czujesz, że zawsze musisz być silna i nie umiesz prosić o pomoc, albo uważasz się za życiową niedorajdę, której nigdy nic się nie udaje, być może pora porzucić starą rolę?" -  pyta w "Sensie" terapeutka  Ewa Klepacka-Gryz. O czym mowa? Co to za teatr? Ano, proszę Państwa, nie teatr, ale samo życie. 

Jako dzieci wzrastamy w określonych okolicznościach, stajemy wobec pewnych wymagań i wpisujemy się mimowolnie w scenariusz, który przygotowało dla nas otoczenie. Przyjmujemy różne style zachowań, pewne role, zaczynamy tańczyć tak jak nam grają. 

Jeśli zawsze wymagano od nas, żebyśmy byli twardzi i stanowili opokę; bardzo prawdopodobne, że wykształciliśmy w sobie postawę Wiecznego Bohatera. Będziemy dbać o wszystkich, tylko nie o siebie, nosić maskę ze spiżu i nie okazywać uczuć. Trudno nam będzie dojść do własnych pragnień; bo przed nimi na piedestale stanie cały świat, który trzeba zbawić, ocalić i którym koniecznie musimy się zaopiekować. 
W innej wersji mogliśmy wejść w rolę Maskotki, która jest milutka, cieplutka i wszystkim wokół poprawia nastrój. Wszystko byłoby ok -  gdyby nie fakt, że Maskotka, w środku aż krwawi z powodu niewyrażonego smutku i niezaspokojonych potrzeb oparcia -  musi w końcu wiecznie nosić przyklejony do twarzy uśmiech, poprawiać nastrój i nie psuć otoczeniu zabawy swoimi "chimerami". 
W panteonie ról do obsadzenia znajdziemy jeszcze Kozła Ofiarnego, który zawsze i wszędzie idzie pod prąd i sprawia wieczne kłopoty, oraz Niewidzialnego Człowieka, który wycofany w swój wewnętrzny świat, nigdy niczego nie potrzebuje, nie wymaga i nie ma roszczeń względem tych, którzy w oczywisty sposób winni są mu przynajmniej troskę i szacunek. 

Role lubią się mieszać, ewaluować, przeważnie jednak, kiedy przyjrzymy się sobie, widzimy dokładnie, czy więcej w nas TEGO, KTÓRY ZAWSZE PODOŁA, czy TEGO, KTÓREMU NIGDY NIC NIE WYCHODZI. 

Za rolami, oprócz "scenicznego doświadczenia", które zdobywaliśmy latami, idzie jeszcze cały arsenał przekonań:  o tym co jest możliwe, a co nie, co wypada, co jest potrzebne, konieczne, co się robi z miłością, a co z obrzydzeniem. 

W role wchodzimy nie tylko w życiu rodzinnym. Zabieramy je ze sobą do pracy, szkoły, do znajomych. Bohater nawet we śnie trzyma telefon i pelerynę pod poduszką, a Maskotka uśmiecha się przepraszająco, nawet kiedy szef gbur mówi, że jest głupia i do niczego się nie nadaje. 

Dobrze stanąć z boku i zdać sobie sprawę z własnej roli. Z tego co i dlaczego wybieram; dobrze obejrzeć swoje myśli o sobie i świecie pod lupą i jeśli coś nas uwiera w tym przedstawieniu, to napisać nowy scenariusz. 

Zawsze byłam Bohaterką. Niosłam na plecach worek z problemami, których nie powinnam była  nawet udźwignąć. Wysłuchiwałam, wspierałam, dawałam, aż dla mnie samej zostawało niewiele. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że brakuje mi energii i wiary we własne życie - dopiero wtedy mogłam zostawić ten cały bagaż i iść spokojnie swoją drogą. 

Rzecz jasna nie sztuka wpaść z deszczu pod rynnę, i z jednej roli przeskoczyć w inną, zupełnie skrajną. Czasami wystarczy mieć świadomość, kiedy nasza "Niedojda Maskotka" - pcha się do pierwszego rzędu i po co to robi. Porzucić złudne poczucie odpowiedzialności za wszystko i wszystkich -  umieć zadbać także o siebie. 

Ludzie, którzy mówią, że dzieciństwo determinuje całe przyszłe życie mają rację tylko w połowie. Póki jesteśmy dziećmi; rzeczywiście nie  wszystko leży w naszej strefie wpływów i nie bardzo możemy zmienić to co nam nie odpowiada. W momencie dorastania, odzyskujemy na nowo moc i możemy świadomie i z premedytacją porzucić teatr, w którym obsadzono nas niewygodnie i  który co wieczór, w przedstawieniu zostawia nam zamiast braw otarte pięty i emocjonalne zadłużenie.

Rola nie jest niczym złym -  byle była grana świadomie. Pamiętać należy również o wakacjach od każdej roli i o tym, aby wieczorem, przed snem; zawsze zmyć makijaż, zdjąć kostium i zobaczyć siebie samego bez maski, bez udawania, wolnego od "powinienem, trzeba i wypada".  Bo prawda o nas samych, leży nie tam gdzie nas wpisano w sztywne ramy wszelkich życiowych powinności, ale tu, gdzie żyje nasze ja, nasza dusza i prawda o tym, co sami o sobie chcemy w życiu powiedzieć. 






Zobacz również

6 komentarzy:

  1. Bardzo mi się w Manufakturze spodobało:) Polubiłam na FB i mam nadzieję być częstym gościem! Pozdrawiam ciepło i radośnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Lili, zapraszam serdecznie i również pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wpis! Dziękuję!

    Spotkałam się z opisami tych konkretnych ról, czytając książki o DDA.
    Te lektury uświadomiły mi, że byłam dzieckiem widmo, nieudacznikiem itp.
    I to samo przenosiłam w dorosłe np. zawodowe życie.
    Ale odkąd mam tego świadomość, pracuję nad sobą usilnie, aby zdjąć tą maskę. Ale mam już świadomość problemu i tego, że teraz jestem dorosła i sama piszę scenariusz mojej sztuki. Choć pewne mechanizmy są bardzo głęboko zakorzenione we mnie i potrzeba tutaj wiele czasu, aby coś zmienić. Jednak warto! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie , że warto. w końcu robimy to dla siebie :) Powodzenia:)

      Usuń
  4. Tych ról najczęściej nie da się odrzucić bez fachowej pomocy terapeuty. Wiem coś o tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karioka, oczywiście jeśli samemu nie idzie, to są tacy, którzy mogą pomóc :) Pozdrawiam!

      Usuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)