Jaka piękna katastrofa

/
2 Komentarzy
Postanowienia noworoczne, to standardowa, dość mocno oklepana część rytuału rozpoczynania Nowego Roku. Przeważnie bledną już w końcówce stycznia, a pod koniec roku, zostaje z nich wyłącznie wyrzut sumienia. Rzadko się udają, jeszcze rzadziej prowadzą do prawdziwej życiowej rewolucji. Nawet jeśli zaczyna się nieźle, para idzie w gwizdek i zniechęcenie przychodzi szybciej niż ktokolwiek się tego spodziewał. O tym, czemu zmiana się nie udaje i co zrobić, żeby zwiększyć swoje szanse powodzenia pisałam już, używając metafory człowieka i słonia z książki braci Heath. Jeśli wasze postanowienia zawsze kończą się tak samo -  warto zajrzeć i zastanowić się gdzie i czemu utyka wasza motywacja. 

Prawda jest taka, że w obliczu zmiany wszyscy jesteśmy trochę bezbronni  - zawsze też trochę zagubieni, przestraszeni, często nasze intencje nie są spójne i nie wynikają z oczywistych pobudek. 

Psychoanalityk Wilfred Bion mówił, że każda zmiana jest katastrofą. Nie dlatego, że może się nie udać, że boli, że wymaga wysiłku. Problem w tym, że najpierw trzeba zniszczyć to, co się ma. 

Prawdziwe życie zaczyna się podobno tam, gdzie kończy się nasza strefa komfortu. Ten piecyk, który nam grzeje nóżki, ten kocyk, który osmolony dymem czasu zapewnia złudne poczucie ciepła w zimną noc. Nawet jeśli uwiera nas tu i ówdzie, nawet jeśli irytuje i przyprawia o kolejne zmarszczki; no to przecież jest. COŚ JEST.

Znacie powiedzenie, że lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu?  Określa ono nasz stosunek do rewolucji i marzeń, które zostawiamy  tym, którzy mają odwagę puścić wróbla i poszukać drabiny, albo sposobu na  tego przysłowiowego gołębia. Mówi ono także wiele o naszym polskim asekuranctwie, unikaniu działania i bierności jako stylu życia.

Każda zmiana jest katastrofą. Jest małą śmiercią, wielkim wyzwaniem dla umysłu, który mamrocze, że nie warto, szkoda czasu, za duże ryzyko. Nie ma jednak życia bez ryzyka, tak jak nie można powtarzać w życiu wiecznie tych samych scenariuszy. Nowe buty mogą poobdzierać pięty, ale czy to znaczy, że trzeba chodzić w takich, z których została już tylko zdezelowana podeszwa?  

Unikanie zmiany, nowych życiowych decyzji, może przejść w stan patologiczny; w którym nawet brak w sklepie ulubionej marki herbaty wywołuje stan przygnębienia i zagrożenia. 

Zmiana jest solą życia. Aktywność symptomem bycia żywym. Bierność i marazm to atrybuty tych, którzy z życia abdykują na własną prośbę. Dlatego czasami trzeba zaryzykować katastrofę i wierzyć, że tak jak wielki wybuch dał początek ziemskiej egzystencji, tak samo nasza własna mała rewolucja, może dać owoce, które wynagrodzą po wielokroć wysiłek jaki musieliśmy ponieść. 

"Jeśli nie wejdziesz do lasu, to nic ci się nie przydarzy i nigdy nie zaczniesz naprawdę żyć" - pisze C.P. Estes. Nie myśl o cieniach, które mogą Cię otoczyć. Skup się na polanie pełnej światła, do której pragniesz dojść. Wejdź do lasu zmiany. Żyj.



 foto: keepcalm-havecoffee.tumblr.com

Więcej o zmianie i o tym, czemu popełniamy te same błędy, w Wysokich Obcasach. Polecam!


Zobacz również

2 komentarze:

  1. Myślę, że realizacja postanowień w dużej mierze zależy od tego jakie sobie wyznaczamy cele i jak do nich podchodzimy tzn. czy na serio, czy z tzw. „przymrużeniem oka.” Ja np. w tym roku wyznaczyłam sobie trzy konkretne, nowe postanowienia i mam nadzieję na pozytywny finał. Uważam, że dużą przeszkodą w realizacji wcześniejszych postanowień były moje dotychczasowe złe przyzwyczajenia, które stopniowo będę musiała udoskonalić.

    PS. Życzę Wam wytrwałości w realizacji postanowień oraz odwagi w dokonywaniu małych i dużych rewolucji życiowych, które mają przynosić pozytywne efekty.
    Pozdrawiam, Monika P.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,kochani! tak,tak! tez jestem za zmiana i rozwojem,bo to jest zycie.Mysle,ze lepsze szanse osiagniecia celu,i radosci z samej drogi to tego celu lacza sie ze zrozumieniem naszego celu. Brak wlasciwego zrozumienia natomiast powoduje zmarnowane wysilki i czas wlozony w motywacje.
    Nie znam rewelacji pana Wilfreda Bion, ale nie podzielam tej(mysli) odnosnie katastrofy.Natomiast slyszalam,ze w jezyku Chinskim take samo slowo/obrazek jest na kryzys jak i na okazje.Nawet teraz ,podobno,w Chinach nie mowi sie o swiatowym kryzysie tylko rozpatruje nowe mozliwosci. Co wydaje mi sie genialne. Chrzescijanie znaja to z Biblii, i z praktyki, dlatego moga zachowac pokoj w czasie kryzysu bo nie chca przegapic okazji do tego co nowe sie pojawi.Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)