Na głodzie

/
12 Komentarzy


Cywilizacja nadmiaru ma wszystkiego za dużo. Bodźców, jedzenia, możliwości, nagród, dróg, którymi można pójść, filmów, które można zobaczyć i uczuć, które można poczuć. A jednak; wielu stoi pośrodku tego nadmiarowego świata jak osiołek z wierszyka przy żłobie i nie wie co wybrać. Wielu jak rzeczony osiołek, pada z głodu -  bo nie umie podjąć właściwej decyzji. Inni, padną również, ale nie z głodu, tylko z przejedzenia. Wypełnieni po brzegi strawą, która nie karmi, ale zapycha, nie poradzą sobie z bogactwem, które zafundowało im życie. 

Mowa tutaj, rzecz jasna, nie tylko o jedzeniu w sensie materialnym, ale o tym wszystkim co nas w życiu "karmi", "odżywia" i co odnawia nasz apetyt na bycie i działanie. 

Człowiek jest machiną w gruncie rzeczy prostą. Aby działać i funkcjonować skutecznie, potrzebuje paliwa materialnego; potrzebuje również wsparcia, oparcia w sobie, więzi -  społecznego stada, które pomoże mu się rozwijać, potrzebuje równowagi, która sprawia, że wszelkie składowe organizmu działają jak trzeba. 

Problem w tym, że człowiek, który nie nauczył się rozróżniać właściwego uczucia głodu i sytości, który jako dziecko, nie został należycie "wykarmiony", nosi w sobie czarną dziurę, którą bez ustanku czymś wypełnia. 

Dziecięce karmienie, jak pisze Kasia Miller -  "to nie tylko zaspokajanie fizycznego głodu czy zabezpieczanie podstawowego bytu -  typu kupowanie książek do szkoły czy ubrań. Oznacza przede wszystkim więź, obecność, miłość, dawanie troski i uwagi, poczucia bezpieczeństwa, zrozumienie,  wspieranie. Dziecko karmione tym wszystkim rośnie nie tylko fizycznie, ale i rozwija się wewnętrznie. Aż w końcu staje na własnych nogach i może samo zacząć karmić siebie i innych."

Niestety, takich w pełni wykarmionych dzieci, wśród nas dorosłych -  dziś już często rodziców; jest bardzo mało. Jeśli jako dzieci nie dostaliśmy dość wartościowego, pełnego miłości pożywienia, jeśli nie doświadczyliśmy bezwarunkowej akceptacji, to nosimy w środku niemą pustkę, z której jak wiadomo, nawet Salomon nie naleje. 

Głód potwornie znieczula na potrzeby innych. Zamyka w świecie pragnień, które zaspokajają go tylko na chwile i rodzi wieczne, wewnętrzne pożądanie, które pcha ciągle dalej, naprzód, w kierunku nowych stołów i ludzi, którzy być może, zaspokoją go na dłużej. Głód to kiepski doradca. Bywa, że prowadzi daleko, ale z czasem ogromnieje i przeraża jeszcze bardziej. 

Jeśli jesteś pusty w środku, głodny, nie masz nic do dania. Ziejesz pragnieniami. Związki z ludźmi: z kobietą, z rodziną, z mężczyzną, z dzieckiem, z przyjacielem, to związki oparte na dawaniu i braniu. Jeśli tylko dajesz, twoje źródło wysycha. Jeśli tylko bierzesz, związek jest niepełny. 

Paradoksalnie, aby móc dawać i brać, aby żyć nie głodem, ale zdrowym, czujnym i zmiennym apetytem na życie; musisz najpierw nakarmić siebie tym, czego zabrakło ci na jakimś etapie życia. Dziecko nie ma wyboru: bierze to co dostaje. Dorosły jest odpowiedzialny za siebie, za swój los, za swój głód. Dorosły, prawdziwie dorosły, nie rzuca się na zastawiony stół tylko myśli i decyduje świadomie o tym, co w pełni zaspokoi jego potrzeby.

Czarnej dziury w środku nie zaspokoją i nie nakarmią pieniądze, miłości, przyjaźnie czy kosmiczne sukcesy. Nie zapełni jej jedzenie, zaszczyty czy uznanie w oczach innych ludzi. Tylko ty sam możesz ją wypełnić.  Tylko ty sam, możesz dać sobie to, czego ci zabrakło. Tylko ty sam, możesz siebie pokochać. 

Od miłości własnej i zdrowego, czującego egoizmu, już tylko krok do wykwintnej i prostej uczy życia.  Prawdziwie głodni?  Wybierajcie. 






Zobacz również

12 komentarzy:

  1. Ja poproszę, żebyś cudownie o tym procesie pokochiwania siebie równie trafnie opowiedziała :-)
    Ta świadomosć tego o czym piszesz jest istotna. Chroni od powtarzania schematów. Dzięki niej moje dzieci mają piękne duże ufne oczy, gdy przychodzą po cichu, tak by świat nie usłyszał, wyjawić najgłebiej skrywane sekrety własnej mamie. Jestem wtedy szcześliwa tak bardzo jak smutna jest ta dziewczynka głęboko w środku, że sama nie miała okazji mieć dużych ufnych oczu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niepanna,
    Dobrze, postaram się kiedyś opowiedzieć :) Co do Twojej Dziewczynki; ściskam ją i powtórz jej ode mnie, że co było , a nie jest to było, i już nie będzie:) Teraz jesteś już duża i możesz się zająć z miłością Nią, tak samo jak zajmujesz się Swoimi Dziećmi:) to bardzo dobra wiadomość :) Bo jeśli dajesz miłość i bezpieczeństwo dzieciakom ( a masz na to dowody - widzisz to w ich oczach) to spokojnie możesz też to dać sama sobie:) wiem co mówię; sama byłam taką dziewczynką :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny tekst. Ja również proszę, żebyś o tym procesie pokochiwania siebie opowiedziała. Bo ze wszystkim się zgadzam, wszystko znam z teorii, ale żeby umieć to wcielić w życie, to jest sztuka. Ale wierzę, że jest to możliwe...tylko nie wiem Jak? i Kiedy?. I jedna rzecz, Małgorzato uwielbiam Twojego bloga, odkryłam go niedawno i jest dla mnie ogromnym źródłem inspiracji i dobrych myśli. DZIĘKUJĘ :) Karolina

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie do końca można się zgodzić z tym o czym piszesz.
    A co powiedzieć o Tym którzy się rodzą w pustce żyją w niej i umierają.
    Lub Tym którzy muszą przez całe życie tylko dawać?
    Pewne rzeczy wydają się nam oczywiste ale nimi nie są.
    Wyświechtane porzekadło mówi że punkt widzenia zależy od........
    Pozdrawiam!
    Mariusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie musi (z naciskiem na "musi" właśnie) całe życie tylko dawać.
      Mam już na tyle dużo lat, żeby młodzieńcze złudzenia były dawno za mną; i na tyle dużo już za mną, że unikam słów "nigdy", "na pewno" i "zawsze", ale wiem coś, co pozwalało mi pruć do przodu na przekór wszystkiemu wokół - to ile dostajesz, jak dostajesz i co dostajesz zależy wyłącznie od Cebie samego.

      Usuń
    2. Brawo Niepanna, miałam zamiar napisać dokładnie o tym samym:) To ile dajemy zależy od nas. Ta pustka, w której żyjemy i umieramy jak pisze Mariusz też. Albo się na nią zgadzamy albo nie. To, że inni chcą od nas tylko brać, to nie znaczy, że my musimy wyłącznie dawać. Dorosły człowiek wybiera i nie ma co się zasłaniać okolicznościami; one bywają różne, przeszłość bywa udana albo okropna, ale jednak jedni chcą sobą z nią radzić i dobrze żyć, a inny pozostają na etapie żałoby - i to też jest wybór. Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Jeszcze raz powtarzam... Piszecie o sprawach oczywistych dla nas tu i teraz a ja mówię o czymś głębszym.
      Są ludzie którzy nie mają wyboru nikt się ich o to nie pyta czy się zgadzają na coś czy nie. Chcieli by dostawać więcej, lepiej lub chociaż "coś" ale nie dostają nic.
      Pozdrawiam!
      Mariusz

      Usuń
  5. Odróżnianie uczucia głodu i sytości ... jedna z najważniejszych umiejętności. I w jedzeniu i w emocjach :)
    Super wpis.
    Społeczeństwo przesytu chodzi głodne. To daje do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam ostatnio książkę "Znaczenie miłości" i tam właśnie jest o tym, jak ważne jest bezwarunkowe kochanie małych dzieci. Jak ważne jest ładowanie ich małych akumulatorów miłoscią, która będzie im pomagać przez reszte życia.
    Mając małego synka, dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak dużo zrobiła moja własna mama wiele lat temu.

    Nominowałam Twojego bloga do Liebster Blog. Nie zadałam 11 pytań. Po prostu chciałam w ten sposób zaznaczyć, że cenię co piszesz.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Często czuję "głód" jednak sama nie wiem, czego chcę.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)