Spokój, święty spokój

/
8 Komentarzy


Spokój, święty spokój. Docenia go, kto go czasem traci - jak w wierszu. Spokój sumienia, spokój myśli, ten zewnętrzny przejawiający się w zachowaniu równowagi między porządkiem a chaosem, ten objawiający się w ciszy, w decyzjach, w relacjach -  ma wiele twarzy i to samo imię. 

Bardzo go cenię. Może tym bardziej, że wiem ile trudności w życie wnosi jego przeciwieństwo: ile niepokoju, cierpienia, agresji, fizycznego i psychicznego zmęczenia. 


Maciej Bennewicz na swoim blogu pisze:  "W moim dzieciństwie tyle było krzyku i agresji, że do dziś, gdy ktoś w moim otoczeniu podnosi głos, natychmiast popadam w zły nastrój. Dlatego też unikam agresywnych  i ekspresyjnych w wyrazie sztuk teatralnych, filmów, powieści. Natychmiast nastrajają mnie tunelowo do smutku, napięcia, rozdrażnienia. Podobnie mam z innymi emocjami, słowami, zachowaniami. Całe szczęście z wiekiem jestem tego coraz bardziej świadomy i o ile potrafię być przytomny, cierpliwy i zdystansowany, za radą mnicha buddyjskiego, jednego z mistrzów – wstaję i wychodzę, jeśli nie mogę zdzierżyć sytuacji."

Mam dokładnie tak samo. Agresja: werbalna, wizualna, wywołuje we mnie poczucie osaczenia i chęć ucieczki. Oczywiście nie działam automatycznie, mierzę się z rzeczywistością, tam gdzie to ma w moim poczuciu sens i cel; ale daję sobie prawo do tego, aby unikać sytuacji i ludzi, którzy zaburzają mój spokój. Nie gram w nie swoim teatrze. 

Wielu z nas ma poczucie, że coś musi. Wikła się w powinności, zaciąga wyimaginowane długi sumienia, angażuje się w sprawy które opróżniają zapasy spokoju do zera.  Potem pojawia się zmęczenie i rezygnacja. W konsekwencji  brakuje życiowej energii, świat zaczyna wirować jak oszalały, mamy ochotę wejść do mysiej nory i z niej nie wychodzić aż to wszystko nie minie, aż nie opadnie kurz i nie przejdą wojska. Taka jest cena niepokoju, który dajemy sobie zaszczepiać, tyle musimy oddać, żeby odzyskać to co powinno być naszą cechą stałą i zasadniczą: nasz spokój.

Jeśli sam o siebie nie zadbasz to nikt tego za ciebie nie zrobi. I nie mieszaj do tego egoizmu, altruizmu i innych mądrych słów. Masz prawo do tego by wybierać swój dobrostan i swój spokój. Masz prawo - jak powtarzają duchowi mistrzowie przeróżnych formacji -  wstać i wyjść jeśli czujesz, że coś cię rani i ci nie służy. Masz nawet obowiązek to zrobić. 

Żyjąc w permanentnym napięciu narażamy się na życie tunelowe: które tak jak myślenie w ten sposób prowadzi tylko w jednym kierunku. Nie widać stamtąd słońca, nie sposób rozkoszować się krajobrazem. 

Dlatego dbajcie o swój spokój. Nie tylko od święta. Niech wstaje z Wami i zasypia. Niech się u Was zadomowi. 

Mamy prawo dobrze, w spokoju żyć. I tego trzymać się trzeba.




Zobacz również

8 komentarzy:

  1. Kojące słowa... Dziękuję.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tyle ciepła w tych słowach...

    OdpowiedzUsuń
  3. nie gram nie w swoim teatrze - ja już też nie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzeba trochę czasu i czytania takich artykułów, żeby zacząć zapraszać do siebie spokój. Nie jest łatwo, ale coraz spokojniej... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. tylko jak to zrobić? bo nawet jeśli mamy tego świadomość, to wychowując się w domu pełnym napięć to przychodzi do nas mimowolnie. Strasznie to prawdziwe i trudne. Trudno o święty spokój w tych czasach , tym bardziej trudno z głową pełną napięć i niepokoju.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gosiu, czytanie Twojego bloga stało się moim rytuałem - Twoje słowa pomagają mi w pracy nad sobą, motywują do działania, wspierają. Robisz dużo dobrego, wrażliwa duszyczko, wiesz? :)
    Monika

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)