Jesteś tym co jesz

/
3 Komentarzy


Kiedy mieszka się w mieście i robi zakupy w supermarkecie, pomału zapomina się o tym jak smakuje prawdziwe jedzenie, skąd pochodzi, jak pachnie, rośnie i dojrzewa. 

Moje ostatnie doświadczenia to zachwyt nad zapachem jabłek, które dojrzewały na słońcu, aromat świeżo rwanej z grządki bazylii, dzika mięta, która pachnie tak, że palce które ją rwały chce się wąchać jeszcze po paru godzinach od zbioru. Tych jabłek , o których piszę, nikt nie sprzedaje, bo mają ślady na skórce, zaczynają się psuć na drugi dzień po zbiorze, wielu ludziom nie chce się ich nawet zbierać.  W powszechnym odbiorze są niedobre bo nie błyszczą i mają wady -  więc pewnie cierpkie, gorzkie i robaczywe. Mało kto podnosi je z ziemi, żeby poczuć jak pachną słońcem i cytryną, żeby spróbować jak cudownie łączą w sobie słodycz i kwaskowatość.  

Warzywa hodowane bez sztucznych nawozów, rosnące tak jak im akurat wyszło, mniejsze, większe, jedne krzywe inne proste; nie odrzucane z powodu mało katalogowego wyglądu,  smakują inaczej niż te marketowe, gołym okiem widać w nich witalną energię ziemi, w której rosły. Spróbujcie znaleźć to samo w mierzonych linijką jabłkach pakowanych w foliowe worki, woskowanych dla lepszego połysku, w marchewkach obmytych z ziemi jakby nie widziały jej na oczy. Żywność, którą jemy ma energię: to nie czary ani wiara we „wróżkę zębuszkę”; to fizyka kwantowa. Jesteśmy tym co jemy. Pożywienie tworzy nasze tkanki, krew, sprawia, że mamy energię, albo przeciwnie, brakuje nam sił, na cokolwiek poza tym co robić musimy. Jedząc coś, co zostało pozbawione witalności i życia, zakonserwowane, przetworzone, pozbawione większości wartości, jaką dała warzywom i owocom natura, skazujemy się na choroby cywilizacyjne i desperackie próby podniesienia jakości swojego życia kolejnym przetworzonym produktem, który tylko pogarsza nasz stan.

Może zapytacie czemu  o tym pisze. Co to ma wspólnego z radością, ze szczęściem? Jedzenie jest doznaniem zmysłowym i wbrew temu co nam wmówiono może dawać ogromne ilości przyjemności, bez poczucia winy, bez wiecznego dbania o linię, bez uciekania się do kolejnych cudownych i nadzwyczajnych diet, które pomagają tylko na chwilę. Trzeba tylko jeść mądrze. Wybory jakich dokonujemy w kuchni decydują o naszym samopoczuciu, o zdrowiu, o kondycji naszych myśli i neuronów, o ambicji albo jej braku, a także o tym czy jesteśmy ospali i wycofani, czy wręcz przeciwnie; odważni i pełni wiary w moc życia. Oczywiście, że jedzenie to nie wszystko, ale od tego się zaczyna. 

Psychoterapia, joga,  medytacja, coaching i rozwój osobisty  -  wszystkie cudowne recepty na wspaniałe życie nie zagrają jeśli zagryzie się je colą i chipsem. Jesteśmy całością. Mózg potrzebuje paliwa; jeśli dostaje byle co, działa byle ja. Ciało nie jest piecem na koks, któremu wszystko  jedno co spali. Śmieci kopcą i zostawiają osad. To co dobre, świeże i witalne daje moc.


Nie wierzycie? Spróbujcie jabłek prosto z sadu, wyrwijcie marchewkę z ziemi, powąchajcie jak pachną zioła, które wygrzewały się na słońcu, a nie pod jarzeniową lampą. Gwarantuję, że poczujecie różnicę. A ciało odwdźięczy się z nawiązką.







Zobacz również

3 komentarze:



  1. Dzieci na pytanie skąd się bierze mleko odpowiadają :"Z kartonu".
    Mam w sadzie b.starą jabłoń-pewnie starszą niż ja, która rodzi pyszne jabłka o smaku JABŁKA. I na każdym z tych jabłek jest jakas plamka, dziurka po robaku. Ale u na sie mówi: "Jesli robak sie za to wziął to to musi być dobre."

    napisał: Gość: mssf, 83.238.83.11* 2012/07/27 01:06:03

    Wychowałem się na wsi. Nie mieliśmy gospodarstwa, więc po świeże mleko chodziło się co rano do jednej sąsiadki, raz na jakiś czas po "ćwiartkę świniaka" do drugiej, pomidory rosły w ogródku... To są smaki, których się nie zapomina i których na próżno szukać w markecie. Mój przedmówca ma rację - dzieciacki myślą, że mleko "pochodzi z kartonu", bo nawet na wsi dziś (są na to nawet jakieś badania) często mleko, a nawet owoce kupuje się w groszku, żabce, czy innej stokrotce...

    Jest w tym wszystkim jeszcze jedno - to bardzo dobrze, ktoś mówi o zdrowym, dobrym żywieniu. Ale w tym też są pewne haczyki, o których mało ludzi wie. Na przykład - typowe "zdrowe" jabłko (nie mówię oczywiście o sadach "na własny użytek", czy "dzikich") jest 14-16 razy w roku opryskiwane. Chemią oczywiście. Mnie samemu bardzo oczy otworzyła pewna rozmowa (bo dotąd myślałem, że jak coś jest z własnej działki, uprawiane naturalnie, to z pewnością jest "eko"). Szczerze polecam wywiad: tnij.org/ekotworca
    Mam nadzieję, że wybaczone mi zostanie zamieszczenie linka, ale jest bardzo na temat :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    napisał: pulsarkowy 2012/07/29 12:09:15

    Idea jest z pozoru piękna, ale... niepotrzebnie opakowana w pseudonaukową teoryjkę. Bez względu na to, co się zje, pozostaje się człowiekiem - z niedoborem lub nadmiarem związków chemicznych pozyskanych z pożywienia w procesie trawienia. Nie ma to nic wspólnego z "fizyką kwantową", gdyż trawienie polega na chemicznym rozkładzie związków złożonych na związki prostsze i częściowym wchłonięciu ich przez organizm.
    Jedzenie nie zawiera "energii", a jedynie składniki niezbędne do jej wytwarzania.
    Każdy rodzaj pożywienia może być "dobry" lub "zły", w zależności od metody jego oceny - subiektywnej (smakuje albo nie smakuje) względnie "obiektywnej" (korzystne lub niekorzystne dla organizmu).
    Oczywiście każdy z nas chciałby mieć dostęp do świeżego, naturalnego jedzenia, ale niestety... żyjemy w czasach, gdy jest to, być może pięknym, ale tylko marzeniem.
    Po prostu jedzmy zdrowo, dobrze i niezbyt obficie. Jedzmy mądrze i nie zastanawiajmy się ponad niezbędną konieczność, czy to na pewno jest eko? I tak większość z nas nie ma żadnego wyboru - kupujemy to, co możemy kupić, jemy i jakoś udaje się nam dalej żyć.
    Psychoterapia, joga, medytacja, coaching i rozwój osobisty? Wystarczy skupić się na tym ostatnim, ale nie podglądajmy nieustannie samych siebie - chyba że jest się neurotycznym, niepewnym narcyzem.
    Życie składa się ze WSZYTKIEGO, a jedzenie jest tylko jedną z czynności fizjologicznych, często przyjemną, ale i tak niewartą permanentnego kontemplowania i kontroli.

    napisał: peem 2012/07/30 05:16:47

    OdpowiedzUsuń
  2. Pulsarkowy,
    czytałam, dzięki, ciekawe:))))) Pozdrawiam!
    Peem,
    makrobiotyka, która mówi o tym, że jedzenie zawiera energię i cała teoria na jakiej oparłam ten wpis, opiera się na solidnych założeniach naukowych - polecam poczytać - to trochę inny punkt widzenia, niż ten o którym piszesz, chemiczno - energetyczny - na którym bazuje zachodnia dietetyka. Co do umiaru we wszystkim, oczywiście się z zgadzam. pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń


  3. Cieszę się ze znalazłam Twój blog;) Też wyznaję zasadę, ze jest sie tym co się je. Nie napisałas nic o jedzeniu mięsa, ciekawa jestem jakie masz zdanie na temat jedzenia martwego jedzenia.

    napisał: Gość: Unknown, eou20.neoplus.adsl.tpnet.pl 2012/07/30 16:14:35

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)