Przystosowanie? Tak, ale...

/
2 Komentarzy


Przystosowanie jest ważne, ale w pędzie do tego aby nie odstawać łatwo zgubić siebie. Jak się potem odnaleźć? 


Człowiek rodzi się mały i bezbronny ale zdeterminowany aby przeżyć i uzyskać to co mu do życia niezbędnie potrzebne. Noworodek umie podpełznąć do piersi matki: umie ssać, krzyczy kiedy zostaje sam, albo kiedy jego potrzeby nie są zaspokajane. Nie ma mowy o kompromisach i negocjacjach. 

Rozwój następuje bardzo szybko i dziecko, a później dorosły uczy się, że przystosowanie się do wymogów i norm społecznych jest niezbędnym elementem życia. Jeśli trafi na niesprzyjające warunki i ponad miarę konformistycznych ludzi, to samo stanie się równie transparentnie wpasowane w obraz społeczności jak paprotka w paprotkowy zagajnik, albo sosna w sosnowy las.

Tylko czy to aby na pewno zawsze dobrze? 


Czy przystosowanie jest koniecznością?

Z punktu widzenia psychologii, afiliacja, bo o niej mowa,  jest jedną z podstawowych potrzeb psychicznych człowieka, wyrażającą się w dążeniu do bycia razem z innymi ludźmi, przyłączenia się do osób i grup społecznych oraz poszukiwania ich akceptacji. 

Jej zasadniczym źródłem jest potrzeba bezpieczeństwa, bycia częścią czegoś większego, stanowienia stada, grupy.

Życie społeczne, w takiej formie jaką znamy opiera się właśnie na afiliacji. Przekaz jaki dostajemy brzmi: albo jesteś z nami ( czyli akceptujesz nasze wartości, nasz sposób myślenia, nasze wzorce), albo jesteś przeciw nam -  jesteś obcy, inny, zagrażasz naszej spójności, licz się z odtrąceniem.  Osoby bardzo silnie wdrożone w taki sposób myślenia żyją według  z góry narzuconego schematu, a każde jego zaburzenie albo wyłom w planie życia powoduje wielki stres. 


Po co światu konformizm? 


Konformistyczny świat chce, żebyśmy wszyscy byli tacy sami: łatwiej wtedy nami kierować, manipulować, jesteśmy przewidywalni, czyta się nas jak książkę, odgaduje potrzeby, steruje, sprzedaje nam kolejne towary, nakłania do bardziej wytężonej pracy, płacenia podatków i porzucenia mrzonek. 

Idealnie zafiliowany człowiek to konsument idealny: zadłuży się, by kupić samochód takiej marki jak sąsiad; stanie na głowie, żeby zarobić na życie zgodne z wdrukowanym mu schematem, nie wystawi głowy z wyścigu szczurów, bo boi się, że ją straci. 

Nie sprzeciwi się, ani nie powie NIE. 

Dla wielu to bardzo wygodne i nie jest to wcale teoria spiskowa. 


Dlaczego konformizm bywa niebezpieczny? 

Od najmłodszych lat uczymy się tego procesu wychwytywania oczekiwań, obserwujemy jak źle kończy armia outsiderów, szanujemy bez dyskusji społeczne normy i można by powiedzieć: cóż, dobrze, tak ma być. Tylko że zapominamy o jednej istotnej kwestii. 

W tym całym procesie socjalizacji nie uczymy się jak szanować i respektować siebie. 

Wpasowujemy się w rzeczywistość zewnętrzną, a tymczasem depczemy i spychamy w odmęty nieświadomości to co mamy w środku. Nasze wewnętrzne światy, nasze jestestwo, siebie samych. 

Proces ten zaczyna się niepostrzeżenie i co najgorsze dzieje się z miłości.Chcemy, żeby naszym dzieciom było dobrze, żeby pasowały, były akceptowane i lubiane. Mówimy im więc, że nie mogą się złościć, bo to brzydko. Że pani w szkole ma zawsze racje, że trzeba jej słuchać i okazywać szacunek, że autorytety są święte, a dzieci nie są po to by je oceniać, czy naruszać ich spiżowe pomniki, tylko po to aby grzecznie i pokornie wykonywać polecenia. Takie dzieci w końcu się lubi, prawda? 

Co w tym złego? Pokazujemy swoim słowem i zachowaniem, że ignorowanie uczuć to dobra strategia, że najważniejsze jest przystosowanie, a cała reszta właściwie się nie liczy, nie ma najmniejszego znaczenia.  Lepiej kłamać, niż się narazić, lepiej milczeć niż okazać słabość, a najgorzej to wystawić się na śmieszność.

Tak bardzo pragniemy społecznej akceptacji, że przestajemy akceptować siebie. Nasze uczucia i marzenia stają się naszym wrogiem, walczymy sami ze sobą, sabotujemy swoje życie. Zamiast dążyć do równowagi, homeostazy, dążymy do bycia tym kimś, kim powinniśmy zdaniem ludzi być.


Nie zdradzaj samego siebie!

Kiedy wystawiasz się na ocenę, kiedy porzucasz siebie samego, przegrałeś zanim jeszcze zaczęła się gra. Kiedy uczysz swoje dzieci, że najważniejsze są wzorowe zachowanie i oceny, a nie to co się lubi, kocha i to co się czuje w środku, czynisz z nich niewolników systemu, który być może samemu tobie uwiera i podstawia nogi.

Oczywiście, że normy są potrzebne: organizują nasze życie; sprawiają, że nie włada nami wszechwładny chaos. Jednak rzeczywistość wewnętrzna, nasz prywatny świat, jest zbyt ważny, zbyt istotny, by żyć na łasce tego, co narzucone, wymyślone i uśrednione pod narysowaną przez ogół kreską.

Afiliuj się również sam do siebie. Słuchaj, oglądaj: bierz ze wzorców te, które Ci służą, te które są spójne z tym co czujesz i czego chcesz. Resztę pozostaw innym, albo je kwestionuj. Gdyby nie nonkonformiści kobiety dalej nie miałyby prawa głosy, a prezydentem USA nigdy nie zostałby człowiek o innym niż biały kolorze skóry!  


A jeśli mnie odrzucą?

Co jeśli mnie odrzucą? A oceny, a akceptacja? To nasze powszechne obawy. Pamiętaj jednak, że nie ma człowieka, który zaspokoiłby aspiracje i pragnienia wszystkich. Próżne marzenia, próżny trud. 

Uczymy się szanować drugiego człowieka, to dobre, to bardzo ważne, ale nie zapominajmy w tym wszystkim o szacunku względem samego siebie, o otwartości na własną indywidualność i o wolności wyjścia poza schemat. Tam oddycha się pełną piersią, tam czuć powiew wiatru, tam myśli krążą po własnych orbitach, a czas, mija w swoim tempie, nie popędzany żadnym biczem śpieszącej donikąd rzeczywistości.

Warto tam być. 


Zobacz również

2 komentarze:

  1. lepiej kłamać, niż się narazić, lepiej milczeć niż okazać słabość, a najgorzej to wystawić się na śmieszność.
    Tak bardzo pragniemy społecznej akceptacji, że przestajemy akceptować siebie. Nasze uczucia i marzenia stają się naszym wrogiem, walczymy sami ze sobą, sabotujemy swoje życie. Zamiast dążyć do równowagi; homeostazy; dążymy do bycia tym kimś, kim powinniśmy zdaniem ludzi być.



    alez to prawdziwe dzis!

    ja tam wole oddychac pelna piersia:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje mi się, nie, jestem pewna, że rodzicom niezwykle trudno znaleźć złoty środek między przystosowaniem dziecka do norm, wpajaniem dążenia do zdobywania wzorowych ocen a właśnie życiem w zgodzie z samym sobą - to drugie zwykle bywa w dużym stopniu zdobyte i nauczone już na drodze osobistego rozwoju, przynajmniej tak było/jest w moim przypadku... Ach, ale "aurea mediocritas" ciężko znaleźć w każdej dziedzinie życia. Życzę tylko każdemu, by znalazł czas, miejsce i siły na pozbycie się czasem okowów norm społecznych i wspomniane przez Ciebie "oddychanie pełną piersią" i oddanie się temu odświeżającemu powiewowi wiatru...

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)