O macierzyństwie w przeddzień Dnia Matki

/
3 Komentarzy

Moja macierzyńska droga, zaczęła się niespodziewanie, pewnego grudniowego poranka. Po koszmarnym dniu, który obfitował w trudne emocje i jeszcze trudniejsze decyzje; przyszła ciemna, zimna noc, podczas której przyśniło mi się, że jestem w ciąży. Rano pełna sceptyzmu i sarkazmu względem swojej podświadomości i jej pomysłów zrobiłam test ciążowy. Wyszedł pozytywnie i odtąd życie potoczyło się innym torem.

Macierzyństwo wcale nie było dla mnie pewnym, niezbędnym elementem życia. Długo wydawało mi się ciężarem i napawało raczej obawą niż ciekawością. Któregoś dnia coś się zmieniło. Nie wiem czy we mnie, czy w czasie, który opływał mnie jak woda. Widocznie przeznaczenie postawiło kropkę nad „I”  i zaczęło mi szeptać do ucha, że to już, że najwyższy czas.

Czego doświadczyłam przez ostatnie dwa lata?  Dowiedziałam się, że macierzyństwo to niesamowita szkoła życia, która pokazuje rzeczy i emocje o których wcześniej nawet mi się nie śniło. Dzięki temu, ze zostałam mamą nauczyłam się wielkiej sztuki cierpliwości wobec małego człowieka, stałam się bardziej wyrozumiała (także w stosunku do samej siebie ),  ale przede wszystkim doświadczyłam i ciągle doświadczam miłości i czułości tak obezwładniającej, że czasami zapiera dech w piersiach.

Bez względu na to, czy jestem zirytowana, zmęczona, wyspana czy budzona co półtorej godziny, kocham moją córkę bezgranicznie. Zdarza mi się patrzeć na nią w nocy, kiedy ciemność otula nas jak miękka pościel. Kontempluję jej okrągłe policzki, jej półotwarte usta, jej loki na karku, ręce rozrzucone na poduszce; z trudem powstrzymuje się, żeby jej nie głaskać,  nie całować, wdycham jej zapach, uwielbiam miękką jak puch skórę na rączkach, jej uśmiech i głos. Boję się, że ją zbudzę więc tylko patrzę. I zasypiam. A potem znów się budzę i znoszę wszystko. I to że czasami śpi na mnie i to, że układa swoje stopy na mojej twarzy, wstawanie o 4:15 i wieczorne  rozdzierające fochy przy ubieraniu. Jest we mnie wielka tkliwość i troska; jest też ciemna strona: przyklejony od spodu macierzyńskiej miłości strach o dziecko, który dostaje się chyba już w ciążowym pakiecie i który, mimo afirmacji, pozytywnego nastawienia i innych cudownych zabiegów, będzie mi towarzyszył pewnie do śmierci.

Jutro Dzień Matki. A. wstanie o świcie, zawoła Mami, głośno tupiąc pobiegnie do kuchni. Da się wycałować,  łaskawie pozwoli na matczyne hołdy i zachwyty, obdarzy najcenniejszym na świecie uśmiechem. Nie ma dnia, żebym nie odczuwała wdzięczności za to, że pojawiła się w moim życiu.  Dziękuję za to wszystko co mam,za tę miłość, którą mogę ją kochać, kłaniam się przed dobrym losem i proszę go o więcej takich dni jak ten; zwykłych, dobrych, rozpoczętych gładkim uśmiechem, rozespanymi powiekami i pachnących potarganymi niemiłosiernie lokami. W tej miłości tkwi tajemnica macierzyństwa. Jest tak silna i tak zniewalająca, że pragniemy jej więcej. I kiedy już jej doświadczymy, to nie potrafimy bez niej żyć.





Zobacz również

3 komentarze:



  1. że tak elokwentnie skomentuję: Oj tak. Cała prawda.:-)
    Gdy czujesz się podle, to ten anioł mówi, że chce być taka jak Ty..i co tu zrobić otrzeć wilgoć z policzka ukradkiem i wziąć się mocno w garść, by na tę miłość zasłużyć.
    Pozdrawiam.

    napisał: whywomen 2012/05/25 18:43:26

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)