Bajka o Mandragorze

/
2 Komentarzy


Wiosną i latem płakała nocą, a rankiem zbierała mokre poduszki, suszyła w młodym słońcu jak pokrzywy, zbierała myśli w tobołek i szła w nowy dzień. I tak było dobrze. Myśli poddawały się tej dyscyplinie, karne i wierne, robiły co chciała. Potem przyszła jesień, słońce nie przychodziło co dnia, łzy nie wysychały, a pościel zaczynała lepić się od smutku, który przenikał ją  coraz bardziej i bardziej, do szpiku kości. Zima zastała ją w rozsypce: białe kobierce śniegu, mroźne poematy, szklane malunki; nie interesowały jej wcale; jej dusza zapadła się głęboko, a w oczach pozostała pustka, której nie wypełniało już nic. Czarny świat, czarne myśli, demony duszy wypełzły z najczarniejszych kątów, świat stał się nie do zniesienia.

I wtedy, w środku dnia, albo ciemnej nocy -  zupełnie bez znaczenia -  bo dzień był jak noc , a noc jak czarna czeluść, bez dna i barw; miała sen. W tym śnie kobieta o ramionach jak drzewne gałęzie, kobieta o ciele jak drzewny pień, wzywała ją do siebie i odganiała z ramion czarne ptaki.  Jej siła była hipnotyzująca, jej oczy jak gwiazdy, stała po środku lasu, a ten rozstępował się przed nią, robił jej miejsce, w zupełnej ciszy lekko falował, wzywał ją – mamił, obiecywał.

Po raz pierwszy od tygodni wstała z łóżka. Zgrabiałymi dłońmi wiązała buty, zapinała ciepły płaszcz i wchodziła w szary świt.  Ludzie śpieszyli się jak zwykle; a ona szła wbrew tłumowi, dalej i dalej, aż jej nogi poczuły krążącą szybciej krew, a policzki zapałały czerwienią.

Było cicho, jej stopy zostawiały ślady w mokrym śniegu, jej oddech burzył milczenie. Ptaki smutku , onieśmielone, zostały z tyłu.  Kiedy doszła do sadzawki, tej na której jako dziecko puszczała kaczki  -  na brzegu, u wrót lasu, zobaczyła ją. Mandragorę, drzewną laleczkę. Wzięła ją lekko w ramiona, otuliła materiałem, rozejrzała się wokół i zaczęła biec. Z każdym krokiem gubiła po kawałku: smutki, zgryzoty, balast słów jak ołów, demony i demonki, chochliki złych myśli. Biegła przed siebie, aż dotarła do domu. Otworzyła okna, zebrała śmieci, zapaliła światła. Podarła najlepszą bluzkę, otuliła  laleczkę. Położyła ją w cieple, potarła dłonią, ucałowała. Zaparzyła herbatę, pozwoliła by parzyła jej usta. Umyła włosy, otuliła miękkim ręcznikiem, usiadła w fotelu. Nim zdołała zebrać myśli; zasnęła. We śnie drzewne laleczki tańczyły w wiosennym słońcu, a demony jak cienie pryskały jak mydlane bańki.

Ranek otulił ją mgłą. Z każdym dniem czuła jak wracają jej siły. Wiosną, poszła do ogrodu, tuż za oknem, otuliła laleczkę czarną ziemią  i pozwoliła jej rosnąć. Latem wypuściła zielone liście, jagody jak małe czarne perły, pachniała tajemnicą i dzikością.
Kiedy czasami, świeżym świtem zdawało jej się, że smutek wraca, biegła do ogrodu, pocierała dłońmi czarną ziemię, wąchała liście i coś cicho szeptała.
 Takie jak ona nie boją się piekła,  bo zaznały go w sobie. Takie jak ona wierzą; że będzie lepiej, że dusza zna rozwiązanie, że w snach przychodzi do nas wiedza starsza niż ziemia, która nas nosi .

Takie jak ona palili na stosie. Nie bójcie się ich, nie drżyjcie.  
Jestem jedną z nich.




Zobacz również

2 komentarze:



  1. Piękne!

    napisał: chuda25 2012/05/31 09:48:20

    Widziałam dziś Panią w DDTVN i stąd moja wizyta :). Jestem zachwycona, bajka przepiękna, świetnie napisana:). Wzruszyłam się... Tala

    napisał: Gość: sawickan@gmail.com, dynamic-78-8-213-32.ssp.dialog.net.pl 2012/06/01 14:46:57

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)