Dziecko na słoniu

/
3 Komentarzy
Foto: za obrazeczki.com

Moment zetknięcia się z małym człowiekiem, który praktycznie w 100 % jest zależny od nas, jest pewnego rodzaju przejściem do kolejnego poziomu w relacjach międzyludzkich. Bywa też okazją do rozwoju osobistego i zdobycia zupełnie nowych kompetencji. Dzieci uczą nas, oj uczą. 


Ile nowych umiejętności nabywamy podczas wspólnego życia! Ile emocji nami targa, ilu nowych rzeczy dowiadujemy się o sobie, kiedy obserwujemy nasze reakcje rodzicielskie, zmieniamy życiowe plany i punkt widzenia, a także rozstajemy się na długi czas ze słodką niezależnością, aby oddawać się relacji, w której jakby nie było dziecko będzie często  podmiotem wymagającym i oczekującym, a my sami, głównie źródłem różnorodnego „dawania”.


Dziecko też człowiek

To co nam, rodzicom paradoksalnie najtrudniej zrozumieć, to fakt, że dziecko to też człowiek.  Taki jak my, nasi znajomi, partnerzy i rodzina. Nie przybysz z kosmosu, nie ktoś kto powinien rosnąć, zachowywać się i  działać według narzuconego z góry schematu, ale jednostka czująca, krucha, ze swoimi emocjami, charakterem, oczekiwaniami i  złożonymi potrzebami do spełnienia.

Agnieszka Stein, autorka wydanej przez  Mamanię książki „Dziecko z bliska”, mówiąc o towarzyszeniu dziecku w dorastaniu, przywołuje metaforę dziecka na słoniu. 

Słoń to nasze emocje: wielkie zwierze z trąbą, uszami jak spadochrony, nogami jak drzewa. Dorosły siedzi na słoniu i kiwa się w przód i tył. Patrzy na świat z góry, wydaje się mu czasami, że nad wszystkim panuje, że zwierze go słucha, idzie równo i miarowo, wszystko jest pod kontrolą. Wystarczy jednak jakaś błahostka. Ktoś zatrąbi, zza rogu wyjrzy drapieżnik, ktoś krzyknie, zabuczy i mamy kłopot. Słoń jak to słoń, robi co chce, ciężko nad nim zapanować. Dorosły szarpie się i wrzeszczy, czasem uspokoi słonia, ale czasem spadnie z wysoka. No i cierpi, bo go boli. A co dopiero dziecko. 


Masz prawo spaść ze słonia

Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie szkraba na słoniu. Takiego 2 letniego, albo 6 – latka, albo nawet 10 – latka. Ledwo siedzi, ledwo łapie równowagę. Kiwa się i trzyma kurczowo tego co ma. Jeśli słoń wpadnie w szał, albo zwyczajnie przyśpieszy kroku, dziecko spadnie. Nie ma szans z takim strumieniem energii, nie nauczyło się jeszcze jak nad nim panować, walka z góry skazana jest na niepowodzenie.


Tymczasem bardzo często widzę jak my, dorośli, wymagamy od dzieci tego, czego sami nie potrafimy. A im bardziej sobie z tym w sobie nie radzimy, tym mocniej nas to razi w zachowaniu naszych dzieci. 

Opanowani? Czy na pewno?


Profesor psychologii, Rafał Ohme, mówi że jako gatunek, możemy narazie pomarzyć o tym, żeby kontrolować własne emocje. Możemy co najwyżej panować nad reakcją na nie, nad tym co robimy, ale i to nie zawsze się udaje: i dorosłym i dzieciom. 

Szczerze spójrz na siebie i swoje zachowanie. Ile razy zdarzyło Ci się "zagotować"? Ile sytuacji doprowadziło Cię do stanu, w którym tylko obawa przed odpowiedzialnością karną i może jeszcze pewien rodzaj społecznej umowy powstrzymał Cię przed uderzeniem adwersarza? 

Ile padło słów, których się potem żałuje? A przecież jesteśmy dorośli! Ćwiczymy się w sztuce kontrolowania tego, co do nas przychodzi 30, 40, bywa że 50 lat! A i tak często dalej nie umiemy. Mleko wykipi, woda się rozleje, a powód? Poniewczasie oczywiście okaże się głupi i błahy. 


Bądź wyrozumiały

Czemu więc dziwimy się dzieciom? Czemu od nich wymagamy dorosłych reakcji, kiedy one dopiero uczą się tego jak radzić sobie z odmową, żalem, smutkiem, zazdrością, rozczarowaniem? 

Wychowując je i pozwalając im dorastać w ich tempie, sami nie raz spadniemy ze słonia. Będziemy rozcierać zbolałe siedzenie i ocierać łzy malucha, który z biegiem lat będzie coraz lepiej radził sobie z własnymi przeżyciami. 

Wyćwiczymy się w trudnej sztuce panowania nad własnymi reakcjami emocjonalnymi, damy dobry przykład, znajdziemy słowa, w których mieszkają porozumienie i zrozumienie.

Wychowanie, towarzyszenie dorastaniu to wcale nie jest łatwa droga, tak samo jak nie łatwo jest utrzymać się na słoniu. Ale jeśli się udaje, jeśli w tej wędrówce zaliczymy kolejne doświadczenia i sukcesy, wtedy oprócz tego, że wychowany wspaniałego, dojrzałego człowieka, wzrośniemy także my sami. 





Zobacz również

3 komentarze:



  1. Często widzę, jak rodzice, nie panując nad swoimi emocjami, nie radzą sobie w kontaktach ze swoimi dziećmi bez przerwy krzycząc na nie, szarpiąc je. Podobno krzyczenie na dziecko, to jedna z najgorszych rzeczy jakie można w ogóle dziecku robić. A co ciekawe, dzieci po chwili się uśmiechają i bez uraz idą dalej... Zawsze się tylko wtedy zastanawiam, kiedy w przyszłości odezwie się ten krzyk...

    napisał: jamesbt 2012/04/15 18:13:23

    Dziecko na słoniu to według mnie jedno z trafniejszych porównań. Bardzo jestem Agnieszce za nie wdzięczna. Nie łatwo będzie go wyrzucić z głowy.

    napisał: Gość: Zyrafafa, 178-37-252-223.adsl.inetia.pl 2012/04/16 18:31:44

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)