Zostaw ten strach

/
2 Komentarzy
„Gdyby nasi przodkowie mieli mentalność współczesnego człowieka, nigdy nie zeszliby z drzew ani nie wyszli z jaskini” -  mówi psychiatra Mariusz Wirga.  Żyjemy w czasach pokoju, większość z nas nie doświadcza codziennie zagrożenia,  nie musimy stawać oko w oko ze śmiercią, aby zdobyć pożywienie, albo ochronić swoich bliskich, a mimo to żyjemy w poczuciu osaczenia, które codziennie utwierdzają  w nas środki masowego przekazu.

Sobotnia tragedia, której ofiarom bardzo współczuję, mimo że tragiczna w swym rozmiarze i wywołująca w nas poczucie niepewności co do losu własnego i naszych bliskich nie jest przecież niczym nowym, ani niespotykanym w historii świata.  Prezydent ogłosił żałobę narodową; media ubierają się w czarne wstążki, zmieniają tematy, wałkują w kółko, co kiedy i jak się stało. A my słuchamy. Mimo, że przecież codziennie, w Polsce, na świecie, umierają nie mniej warte życia jednostki, mimo że codziennie zdarzają się wypadki, choroby i katastrofy. Cierpienie jest stałym elementem życia i nie da się bez niego ułożyć żadnej ludzkiej historii. Nas też nie ominie, ale strach, który w nas kiełkuje, kiedy zaczynamy się go irracjonalnie obawiać nie uchroni nas przed nim, ani nie wyzwoli.

O jakości naszego doświadczenia i o tym co przeżywamy decyduje nasz umysł. My ustalamy proporcje: albo dajemy się owładnąć matni obaw, albo żyjemy z przekonaniem, że ostatecznie wszystko jednak będzie ok. Współczesna kultura żyje w oderwaniu od starych, odwiecznych cykli życia -  śmierci, które jakkolwiek bylibyśmy nowocześni, w końcu i tak nas dotyczą. Cierpienie i koniec nie są naszymi antagonistami: nie zostały stworzone przeciw nam; tak jak radość i narodziny są  częścią życia i musimy się z nimi pogodzić. Nie wymagajmy od Wszechświata, Boga, niemożliwego: nie oczekujmy, że nas ominą, a jednocześnie nie zadręczajmy się nimi, nie żyjmy strachem, bo marnujemy cenne sekundy i minuty, ten czas, który jest bezcenny, który nam dano do wykorzystania.
Dziś piękne słońce, ptaki śpiewają pierwsze pieśni o nadchodzącej wiośnie, pogoda ducha i pogoda na zewnątrz stroją się do siebie jak skrzypce, a życie płynie, jak płynęło i mruży oko na wszystko: na tych co się śmieją, na tych co dziś płaczą, na tych którzy właśnie się narodzili i na tych, którzy powiedzą wszystkim adieu.


Zobacz również

2 komentarze:



  1. Napisałaś:
    "My ustalamy proporcje: albo dajemy się owładnąć matni obaw, albo żyjemy z przekonaniem, że ostatecznie wszystko jednak będzie ok"
    Jest jeszcze jedno wyjście (a może nawet ich więcej?): żyjemy z przekonaniem, że cokolwiek się zdarzy, to się w tym odnajdziemy...

    Kiedyś przeczytałam i bardzo mi to zapadło w pamięć, bo się z taką tezą zgadzam, że najbardziej boimy się nie tego, czym nas może zaskoczyć życie , tylko tego, czy będziemy potrafili na to prawidłowo/adekwatnie zareagować.
    I to chyba napędza nasz strach, taka właśnie obawa.

    Dla mnie w obliczu śmierci, szczególnie takiej nagłej, tragicznej zwykle jest smutek nie tyle po ludziach, którzy odeszli, ile z powodu tych, którzy zostali tak nagle osieroceni...
    Ile w opłakiwaniu czyjejś śmierci jest naszego egoizmu...?

    napisał: sowa_nie_sowa 2012/03/06 07:52:20

    OdpowiedzUsuń


  2. W tej żałobie jest głównie nasz egoizm; przypomina się nam że jesteśmy śmiertelni, my i nasi bliscy, że życie czasem kończy się nieoczekiwanie dla wszystkich. Jak by tego nie ująć Sowo, tak, chodzi o to chyba , żeby wierzyć, że się odnajdziemy, że nas to wszystko nie przerośnie; jakiekolwiek by było; to trudna wiara..

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)