Uśmiechnij się

/
6 Komentarzy


Beata Pawlikowska na swoim Facebookowym profilu pisze:

„Szłam po uliczkach bez pośpiechu. Oglądałam afrykańskie maski i zebry na malowidłach. Fotografowałam złote kolce na drzwiach i rzeźby z hebanu.
- Jambo - zawołał właściciel sklepu z bransoletkami. "Jambo" w języku suahili znaczy "witaj".
- Jambo - odrzekłam i spojrzałam na niego. Uśmiechał się.
- Jambo! - zawołała Muzułmanka w czarnej chuście na głowie.
- Jambo! - odpowiedziałam. Ona też się uśmiechała.
- Jambo! - zagadnął chłopak sprzedający figurki Masajów.
- Jambo! - odparłam i poczułam radość.
 Wszyscy się do mnie uśmiechali! Nie dlatego, że chcieli mi coś sprzedać albo w inny sposób zarobić. Uśmiechali się całkiem zwyczajnie, szczerze, bez powodu, po prostu dlatego, że uśmiechać się jest przyjemniej niż nie uśmiechać.
Uśmiechali się w tak naturalny sposób, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie.
A ja uśmiechałam się do nich i z każdą sekundą było mi jeszcze radośniej.
I wtedy pomyślałam, że właśnie o to chodzi! Wymieniać się z ludźmi uśmiechami, lubić ich bez powodu i bez granic, akceptować i być akceptowanym, wymieniać się życzliwością, bo z każdym takim uśmiechem ulica była coraz jaśniejsza, a każdy z nich - tak samo jak ja - był od tej wzajemnej życzliwości coraz bardziej zadowolony.”

Boimy się uśmiechu, stronimy od bliskości i kontaktu. Znajomy obcokrajowiec, przyzwyczajony do amerykańskiej i południowo – europejskiej bezpośredniości, opowiadał mi zdumiony, że w centrum Warszawy, ludzie odsuwali się od niego na przystanku, kiedy się do nich uśmiechał, czy zagadywał.  Odskakiwali jak oparzeni, patrzyli na niego spod oka, udawali, że nie widzą i nie słyszą. W myślach krążyły im pewnie złowieszcze komunikaty: Złodziej! Wariat! Morderca!
Uśmiech jest międzynarodowy, tani i działa cuda. Musimy nauczyć się go używać; musimy porzucić podejrzliwość, która się  w nas kryje, obawy, że zostaniemy wyśmiani, trwogę o swój społeczny status, z którym nie licuje szczerzenie zębów do  nieznajomego itp. Świat będzie piękniejszy jeśli będziemy otwarci i pogodni, a dobra energia, którą wydatkujemy w świat, wróci do nas  zwielokrotniona.
Uśmiechu Kochani!


Zobacz również

6 komentarzy:



  1. Ja nie wiem o co chodzi, ale ciężko jest o bezinteresowny uśmiech na polskich ulicach. Od 7 lat mieszkam w Anglii i tutaj to jest normalne. Kiedy jadę do Polski i z rozpędu, tak zwyczajnie w autobusie lub na ulicy uśmiechnę się do kogoś, w zamian najczęściej dostaję spojrzenie typu "o co Ci chodzi?". Oczywiście zdarzają się miłe zaskoczenia w Polsce i niemiłe zaskoczenia w Anglii, ale te wyjątki potwierdzają regułę.
    A przecież nie ma niczego cieplejszego i milszego od wymianu uśmiechów z nieznaną osobą...
    Pozdrawiam. Jak zwykle trafiłaś w dziesiątkę..

    napisał: viki_on_line 2012/03/13 13:49:31



    Mamy co robić! I jeśli każdy z nas zechce sam w sobie uruchamiać taki mechanizm otwartości, akceptacji, radości względem drugiego człowieka, to ten pozytywny pierwiastek zacznie promieniować, tak jak u Beaty Pawlikowskiej wędrującej po afrykańskiej ziemi. Nie zapatrujemy się na przykłady negatywne, tylko sami zadbajmy o tę zmianę. Ona zaczyna się od pojedynczego przykładu. Może zacząć się od każdego z nas. Powodzenia:-)

    napisał: Gość: LaMariposa, hobbit.synapsis.waw.pl 2012/03/14 12:46:27

    Bardzo lubię teksty Beaty Pawlikowskiej :) Szczególnie te psychologiczne. Podróżnicze też są bardzo ciekawe :)

    napisał: kulte 2012/03/14 19:23:37

    OdpowiedzUsuń
  2. viki,
    toteż nie mogłam zupełnie wytłumaczyć znajomemu co ci wszyscy ludzie od niego chcieli, czemu się odsuwali, dlaczego mieli strach w oczach;) Polak jak ktoś się do niego usmiecha na ulicy, myśli że ma liścia na głowie, albo zostały mu na policzkach resztki obiadu;) No nic, mamy co robić, znaczy jeszcze więcej się usmiechać:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja się szczerzę na potęgę:) reakcje różne - głównie zdziwienie:D
    Aga z Pr0myczkowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znam to znam, :) Ale coraz częściej widzę, że ludzie się od -śmiechają :)

      Usuń
  4. A, no właśnie. Ja zazwyczaj się uśmiecham, taki mam odruch ;) i pamiętam, że zawsze, ale to zawsze kiedy byłam w dobrym nastroju, kobieta w okienku sprzedająca bilety traktowała mnie z buta. Kiedy byłam zła albo smutna - o, od razu lepiej, nawet tak ...z empatią.
    To samo na blogach - komentuję z radością czy entuzjazmem - często dziewczyny dziwią się, pytają, czy się nabijam, albo - bywa - nie puszczają komentarza. Mylenie radości z bierną agresją jest niestety powszechne ...i bardzo smutne.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)