Ona

/
5 Komentarzy
Myślę o niej od kilku dni. Mówi, ze wreszcie odniosła sukces. Że pracowała na niego latami. Że ją doceniają, że wreszcie jest na właściwym miejscu, że o to jej w życiu chodziło i udowodni, że na to zasługuje, że jest najlepsza, najbardziej kompetentna, odważna, silna i skuteczna.
Awansowała. Pracuje od ósmej do siedemnastej, ale tak naprawdę, bywa że zostaje w biurze do późna. Sprzątaczki wyganiają ją z gabinetu, gaszą za nią światło, kiedy zbiera laptopa, dokumenty. Kiedy schodzi na podziemny parking jest 21:30.
Żeby jeszcze była sama, żeby miała marzenia. O czym marzy? Nie wiem. Marzyła o awansie, chciała być ważna, potrzebna, chciała, żeby się z nią liczyli. Poza tym? Pewnie powie, że nie ma czasu na marzenia, że nie czas na mrzonki, kiedy tyle pracy. Pomyśli o tym za miesiąc, za rok, na emeryturze.
Syn chodzi do przedszkola, popołudnia spędza z opiekunką. Czasem wraca wcześniej, jedzą razem kolację, a potem włącza mu bajki i pracuje dalej. Przekłada spotkanie o 22:30. Odpisuje na maile, kończy tabelki. Umawia się na tydzień do przodu, kalendarz zapełnia maczkiem, zawsze brakuje miejsca.
W sobotę wstaje później, nie jedzie do biura, ale przecież zawsze sprawdza maila, zawsze jest coś do zrobienia. Ambicja nie pozwala jej zamknąć niczego, co zostało zrobione „po łebkach”, dziesięć razy sprawdza te same dane, o pomyłkach nie może być mowy.
Mówi, że prestiż, wypłata i wizytówka z tytułem osładzają ciężką pracę i dają satysfakcję. A ja pytam siebie i ją, nie głośno, w myślach;  czy naprawdę o to w życiu chodzi? Żeby pracować, zdobywać, od rana do świtu?  Żeby praca była życiem i nie było życia poza pracą? Myślę o jej synu, który już dziś myśli, że mama nie umie żyć bez laptopa, o tysiącach godzin, które już minęły, nie wrócą i nie zapłaci się za nie żadną złotą kartą.
Myślę o tym, co ją omija, o latach, które odciskają się na niej jak pajęczyna, które malują jej policzki, zdobią w kurze łapki, o liftingu, który zrobi za rok czy dwa, żeby wyglądać dobrze, żeby się prezentować.
A przecież  życia się nie liftinguje. Nie naciąga się czasu jak przykrótkiej kołdry, żeby starczył na nogi, na ręce, żeby ogrzał i utulił do snu. O czym śni? Nie pamięta. W koszmarach zawala terminy, boi się, że straci pracę, właściwie ciągle się boi. Ostatnio śniła o ptakach, które przyleciały nad jej sypialnię, lekko jak piórko chwyciły coś, co było w niej, uniosły za rogi, jak jedwabną apaszkę -  duszę -  jej środek -  wzniosły się pod sufit, a kiedy protestowała, wycedziły przez dzioby: „ po co ci ona, przecież jej nie używasz.”
Więc czy to wszystko warto? Ile kosztuje to co w środku, ile wart jest czas, ile kosztuje życie? A może się czepiam? Może przesadzam, może  tak już po prostu jest?
Jednego jestem pewna: nie zazdroszczę jej, niczego, zupełnie niczego nie zazdroszczę.


Zobacz również

5 komentarzy:



  1. Każdy wybór ma swoją cenę. Ona widocznie chce płacić taką za to, co dostaje w zamian...
    Sukces dla mnie mierzy się również tym, albo raczej przede wszystkim tym, co za nim stoi, czyli czym za niego płacimy.
    A co w momencie, gdy to się skończy...? Z czym zostanie?

    napisał: sowa_nie_sowa 2012/03/26 10:56:31

    A ja zazdroszczę- pewności, że to co robi ma sens. Że idzie drogą, którą świadomie wybrała... Ja tej pewności nie miałam, szczególnie po urodzeniu dziecka. W rezultacie wszystko, na co tak gorliwie pracowałam zawodowo przez ostatnie lata jakoś przestało się liczyć. Tłumaczę sobie, że jest ok. Że bycie matką jest najważniejsze. Że przecież szczęśliwie nie muszę się martwić o niezapłacone rachunki, bo zapłacone bedą. I że o mojej wartości nie świadczy tytuł na wizytówce. Ale czasami budzę się w nocy - i wtedy już nie jestem taka pewna...

    napisał: kalimba1 2012/03/26 22:08:56

    OdpowiedzUsuń
  2. Kalimba, a przecież ona nawet jeśli uważa , że to ma sens, może się mylić: czasem się mylimy, tak bywa.. I kiedyś się budzimy ze snu , stajemy z tym twarzą w twarz i wtedy pojawia się pytanie czy cena, którą zapłaciliśmy nie była za wysoka, co nam zostało? Pieniądze i zgliszcza? Trochę generalizuję, oczywiście, ale chyba jednak życie bez balansu, to nie dla mnie...

    OdpowiedzUsuń


  3. Bo tu chyba właśnie chodzi o to przegięcie w jedną stronę, czyli postawienie/ zatopienie się w jednej dziedzinie życia. Może Kalimba u Ciebie też tak jest, tylko Ty postawiłaś na dziecko, zapominając o reszcie swoich potrzeb...?
    Ja też uważam, że balans w życiu najważniejszy, poza momentami kiedy nas przegnie na chwilę na jedną stronę np. zaraz po urodzeniu dziecka, czy jak zaczynamy nową pracę czy inne przedsięwzięcie. Ale to są momenty, potem jak się nie złapie na nowo równowagi (cokolwiek to dla każdego z nas znaczy), to prędzej czy później pojawi się frustracja, żal, złość, bezsens, niespełnienie itp.
    Poza tym jeżeli mamy kilka sfer życia, w które się angażujemy, to jak nagle jedna padnie (praca, dziecko odchodzi z domu), to pozostają inne. Jak istniejemy tylko w jednej, to jak jej braknie, to kaplica...

    A o naszej wartości nie świadczy na pewno tytuł na wizytówce;)

    napisał: sowa_nie_sowa 2012/03/27 10:12:40

    Oczywiście, ze 'balans' czy tez 'złoty srodek' jest najważniejszy. Problem w tym, ze już od Arystotelesa ludzie go poszukują i rzadko wychodzi.
    Inna sprawa czy bezgraniczna wiara w zludzenia, krotkoterminowo na pewno przyjemna, jest właściwa.
    A mój problem jest chyba taki, ze 'postawiwszy na dziecko', a nawet dwoje (in spe) nie potrafię zapomnieć o reszcie swoich potrzeb. Klasyczne 'zjeść ciastko i mieć ciastko'. A zatem trzymajcie kciuki...

    napisał: kalimba1 2012/03/27 11:14:07

    Kalimba, ale to nie problem, tylko dobry kierunek, że myślisz również o sobie, trzeba tylko to myślenie przełożyć na działanie w tym kierunku - możliwe i dostosowane do Twojej aktualnej sytuacji:)
    A jak kawałek ciastka się zje, to reszta zostaje, a w brzuchu miejsca na co innego;P

    A balans dla każdego jest inny, nie ma ogólnego dla wszystkich, stąd też tak duży problem z jego znalezieniem - trzeba się w siebie zagłębić, w swoje prawdziwe "chcenie", a nie iść za tym, co narzuca świat.
    Trzymam kciuki!

    napisał: sowa_nie_sowa 2012/03/27 11:42:12

    OdpowiedzUsuń
  4. Myslę, że zapomnieć zupełnie o swoich potrzebach z jakiegokolwiek powodu, dziecka, pracy, hobby, pasji, miłości, mało ważne, to jest dopiero problem:) Dlatego też trzymam kciuki Kalimbo:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kalimbo, ja również życzę Ci znalezienia złotego środka. Mnie się szczęśliwie wydaje, że go znalazłam. Praca (mniej lub bardziej satysfakcjonująca) w administracji rządowej pozwala mi na poświęcenie czasu i swojej rodzinie, i miłości, i rozrywce i karierze również. I leniuchowanie też się zdarza, i zabawa, i stresik czasem także. Da się.

    napisał: Gość: Warsztat Mamy, mastiff1.strazgraniczna.pl 2012/03/27 14:59:24

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)