O macierzyństwie czyli o życiu

/
7 Komentarzy


W ferworze ostatnich dyskusji o macierzyństwie także tym w wersji "bez lukru"  wypływa ciągle temat naszych oczekiwań względem bycia rodzicem,  trudności jakie nas dotykają i radości jakie ono niesie. Mądre kobiety, z którymi rozmawiam, między innymi Sowa , zwróciły mi uwagę na to, że właściwie ten cały temat to nie jest rozmowa wyłącznie o macierzyństwie, ale głębiej; rozmowa o życiu. Bo nierzeczywisty obraz bycia mamą, łączy się z idyllicznym przedstawianiem małżeństwa, związku, z oczekiwaniami względem kariery, statusu materialnego, z naszymi wyobrażeniami o tym jak to będzie, jak powinno być, które mają się tak do codzienności jak telenowela odcinek 2001  do życia przeciętnego Polaka.

Od dzieciństwa pisze się nam określone scenariusze: pójdziesz do szkoły, zdobędziesz wykształcenie, znajdziesz pracę, założysz rodzinę, będziesz miał dzieci, potem trochę pracy, czasem wakacje i tak do emerytury.  Problemy zamiata się miotłą pod dywan; udaje się że ich nie ma, że nic nie znaczą. Od dzieciństwa słyszymy, żeby nie płakać, nie złościć się, nie mazgaić;  uczucia dzielimy na te dozwolone i na zakazane.  Ta wewnętrzna cenzura wcale nie sprawia, że przestajemy odczuwać to, że bywa nam trudno, to że jesteśmy zmęczeni, rozczarowani, źli, rozgniewani, zazdrośni i smutni. Im bardziej ukrywamy trupa w szafie tym bardziej on wypada.
Dobre macierzyństwo, spełnione, radosne, satysfakcjonujące; tak samo jak dobre życie, jest sztuką rozróżniania rzeczy ważnych od mniej istotnych i umiejętnością realnego postrzegania rzeczywistości i swoich względem niej uczuć. Prawda o życiu nie mieści się w ramach scenariuszy filmów familijnych, prawda o macierzyństwie nie mieszka na okładkach gazet, a prawda o związkach i ich dynamice nie tyka nawet tabloidowych tytułów głoszących „jak oni się kochają”.

Żyjemy w medialnej rzeczywistości i chcielibyśmy jak małe dzieci mieć wszystko: zjeść ciastko i trzymać je w dłoniach. Brakuje nam dojrzałego osądu i często wolimy się okłamywać, niż powiedzieć sobie prawdę o sobie, swoich relacjach i emocjach jakie w nas wywołują. Upieramy się przy tym co sobie wyimaginowaliśmy, zamiast zobaczyć sprawy takimi jakie są: mężczyźni nie zmieniają się cudownie zaraz po wciśnięciu na palec złotej obrączki, dzieci są słodkie, ale czasem wrzeszczą i brudzą, oprócz codziennych radości mamy też swoje małe i większe dramaty; życie nie plecie się w tonacji bladego różu i nie jest czarno  -  białe.

Powiedzenie prawdy o rzeczywistości to zupełnie co innego niż użalanie się nad sobą, narzekanie i wieczne jojczenie, że jest źle i ciężko.  Kiedy zobaczę sprawy takimi jakie są, kiedy dam sobie prawo do błędów, do pomyłek, do poczucia się jak zając w potrzasku, wtedy mogę odetchnąć, zobaczyć jaśniej i coś z tym zrobić: zmienić, naprawić, poszukać wsparcia, uciec gdzie pieprz rośnie jeśli trzeba.

Wiele moich życiowych lekcji przebiegłoby inaczej gdybym zamiast panicznie kręcić się wokół i szukać wyjścia usiadła i zobaczyła w spokoju, gdzie ono naprawdę jest. Moja miska z cierpieniem byłaby lżejsza o parę kilo, gdybym wiedziała wtedy to co wiem dziś: że rzeczowy ogląd sytuacji, skonfrontowanie się ze sobą samą i z nią jest już połową sukcesu. Życie zwykle samo przynosi odpowiedź; trzeba tylko cierpliwie poczekać w jednym miejscu, a nie skakać  w panice z kamienia na kamień, jakby nas parzyło w stopy.

Aby oszczędzić sobie zbędnej frustracji, aby nie przemykać ciągle w półcieniu rozczarowań i z garbem pretensji na plecach trzeba wiedzieć dokąd się idzie i po co. Trzeba też być gotowym na to, że to co ujrzymy na miejscu będzie inne niż nasze sny o tym, umieć zmienić trasę, stać się elastycznym i otwartym na życie, które jest zmianą, które jest rzeką, oceanem kropli i minut i nigdy nie stoi w miejscu.
Tak jest lżej i łatwiej. Wiem co mówię.


Zobacz również

7 komentarzy:



  1. tak , tak właśnie.
    tylko każdy musi dojść tam własną drogą...
    pozdrawiam
    w dzień mało wiosenny, ale z potencjałem :))

    napisał: Gość: hipnozja, piekna-gts.2a.pl 2012/03/02 12:11:25

    Życie mnie nauczyło, że w życiu nic nie jest wiadome. Na nic również nie ma recepty, ani na udane życie, ani na udane rodzicielstwo. Większość chce dobrze, a wychodzi, jak wychodzi i często nie mamy na to wpływu.
    Z perspektywy lat oceniam, że te nakazy, stereotypy, które nam wpajano ( pisałaś o tym), że powinnaś to, czy tamto - są zmorą. Tylko dołują. Szczególnie wtedy, gdy nie można im z jakichś powodów sprostać. Może narażę się niektórym osobom, jak napiszę, że w efekcie jestem za lekko bezstresowym wychowaniem. Tylko takim, żeby nie popadać w skrajność i zupełny luz, ale takim w granicach rozsądku. Mówi się: musisz.....musi się tylko tyle, ile da się radę.
    Ale reasumując odnośnie macierzyństwa, trudno znaleźć receptę na to: jak wychować ,,szczęśliwe dziecko".
    I trudno znaleźć receptę na szczęśliwe życie, zresztą szczęście jest pojęciem względnym.

    napisał: kultekiewiczanka 2012/03/02 13:03:42

    OdpowiedzUsuń
  2. a najlepiej zwyczajnie słuchać siebie i swojej intuicji: i pracować nad tym aby ją słyszeć: i nią się kierować w wychowaniu, w życiu, przy wszystkich wyborach: wtedy nam te nakazy, stereotypy i wymagania nie mieszają tak bardzo w głowie:)
    Bezstresowe wychowanie kojarzy nam sie z misiowym "nie kop pana bo się spocisz". Nie da sie bez stresu. Życie to stres: od samego porodu dziecko uczy się radzić sobie ze stresem, na siłę nie da się go przed nim chronić. Dla mnie bez niepotrzebnego stresu, to wychowanie w poszanowaniu dla dziecięcej godności i możliwości wyboru: odpuszczania tam gdzie można, umiejętności wyluzowania, zrozumienia dla potrzeb dziecka itp.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hehe, muszę mojemu mężowi dać do przeczytania to Twoje powołanie się na moją mądrość;P
    Ja bym powiedziała, że może po prostu wystarczy być sobą:)
    Tylko okazuje się, że to jest najtrudniejsze... bo żeby być sobą, to trzeba wiedzieć kim się jest:) I jeszcze to akceptować:)

    OdpowiedzUsuń


  4. HaHa acoTwój mąż uważa żeś głupia;)?? nie wierze!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz, ja bym chciała wg tego:
    "Małżeństwo to związek, w którym jedna osoba ma zawsze rację, a druga to mąż.", no i nie zawsze tak się dzieje, bo małżonek czasem oponuje;P
    No to niech wie!:D

    napisał: sowa_nie_sowa 2012/03/02 17:34:07

    OdpowiedzUsuń


  6. Wspaniale napisane. Mam podobne przemyślenia, ale nie ujęłabym ich tak pięknie... Dziękuję!

    napisał: Gość: love s patient, 213-134-185-103.home.aster.pl 2012/03/04 07:03:44



    Trzeba nam wewnętrznej zgody na to, że życie tylko sporadycznie bywa bajką, Warto też przykroić oczekiwania względem bliźnich, szczególnie tych najbliższych. I zyć tu i teraz.

    Dziękuję Małgosiu :-)

    napisał: chuda25 2012/03/06 18:23:46

    OdpowiedzUsuń
  7. :) Nie ma za co, Love's:) Pozdrawiam!
    :) Pozdrawiam chuda:)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)