Porażka? Nie ! Sukces

/
2 Komentarzy


Kiedy mówię ludziom, że chciałabym żyć z pisania i wydać książkę (  szukam wydawcy !!!! ), spotykam się z jednej strony z przychylnością; a z drugiej z litanią narzekań i wątpliwości: które zaczynają się od tego, że jest trudno, że to skomplikowane, że takich jak ja są setki i właściwie to bez znajomości, protekcji i dużych pieniędzy się nie da. Tak samo jest z masą innych spraw, o których słyszymy od „przychylnych”, że są może i możliwe, ale w treści właściwej, między słowami odczytujemy przekaz mówiący, że to  co zamierzamy jest skazane na nieuniknioną porażkę. Wiara w cuda to dobra rzecz: ale jest jeszcze coś innego: nie mniej ważnego: wiara w siebie.

Sukces, powodzenie w życiu to nie tylko gigantyczne pieniądze, sława, zaszczyty i bańki z różowym jak mgiełka splendorem. To także, a może przede wszystkim zgoda na siebie i na swoje życie: zadowolenie z niego i zgoda na sposób w jaki się je wiedzie, z kim, po co i na jakich warunkach.  Żaden z wielkich wynalazców, sportowców, pisarzy i malarzy nie zaczynał z gwarancją powodzenia. 

Droga do sukcesu bywa pasmem porażek, które mniej lub bardziej spektakularnie prowadzą do doskonalenia się, do zmiany, czasem w kierunku, którego pierwotnie nie przewidywaliśmy.

Michael Jordan, którego znają chyba nie tylko kibice koszykówki mówił: „W swojej karierze chybiłem ponad  9 tysięcy razy.  Przegrałem ponad 300 gier. 26 razy nie trafiłem kiedy powierzono mi rzut rozstrzygający grę. W życiu w kółko popełniałem błąd za błędem. I właśnie dlatego odniosłem sukces.” 

A my chcielibyśmy się nigdy nie mylić. Chcielibyśmy zawsze wygrywać, mieć czytelną jak Dekalog instrukcję postępowania w drodze do spełnienia marzeń, podpisany czarnym atramentem na białym papierze cyrograf, informujący, że prędzej czy później, nasze starania zostaną wynagrodzone, zadania wykonane, a plany się zrealizują. Bez tego nie ruszamy z miejsca.

„W życiu można się kierować jedną z dwóch głównych motywacji:  albo do osiągnięcia celów, albo do unikania porażek, czyli ograniczania swojej aktywności” pisze Adam Aduszkiewicz. Tylko ten kto nic nie robi nigdy nie przegrywa: to pewne, pewne jest jednak również to, że nic go w życiu nie zaskoczy, ani że nie spełni swoich marzeń, no chyba że przypadkiem.  

Tysiące osób żyje w kieracie od poniedziałku do piątku, w pracy, która jest przekleństwem, z mężem, żoną, którzy przyprawiają o ból głowy, w układach społecznych, które doprowadzają do zaburzeń psychosomatycznych; przegrani zanim jeszcze zaczęli; bo brakuje im odwagi i wiary aby pozostawić za sobą armię wątpiących i iść swoją drogą.

Maciej Bennewicz, coach, autor ciekawych książek o życiowej drodze do zmiany, przekonuje, że źródłem naszej motywacji wewnętrznej i odwagi jesteśmy my sami:  „jeśli to, co robisz zawodowo napełnia cię niechęcią, marazmem, wprowadza cię w depresję lub apatię, nienawidzisz porannego wstawania z myślą, że za chwilę znajdziesz się w tej cholernej robocie, w tej strasznej tyrce – natychmiast przestań i zacznij robić to, co uwielbiasz robić, w zgodzie z życiową misją. Nie dla sławy lub kariery, nie z powodu parcia na kasę lub szkło, broń boże nie dlatego, że ktoś ci każe, ale wyłącznie dlatego, że chcesz, lubisz i co rano marzysz o tym, żeby wreszcie zacząć to robić” . 

Zasada ta sprawdza się we wszystkich życiowych wyborach: w życiu rodzinnym, w związkach,  nawet w gotowaniu.  Ten kto boi się zaczynać, ten kto zasłania się szeregiem „muszę, nie da się, nie ma sposobu”, kto wiecznie wątpi, zamiast choć trochę zawierzyć; nie ma szansy na to żeby pójść swoją drogą.

Sukces nie musi być świetlisty i atrakcyjny dla każdego obserwatora naszego życia. Wielu dawnych menagerów za sukces uważa nie to, że dostali kolejny awans; ale to że odważyli się uciec z korporacyjnej wojenki o lepsze jutro i założyli sklep z czekoladą, albo małe, domowe przedszkole. Sukces odbija się w naszym spojrzeniu, w naszych twarzach: kiedy robimy coś z pasją, kiedy żyjemy w zgodzie ze swoimi uczuciami: manifestuje się co rano i co wieczór, bo widzimy sens tego co robimy, bo cieszymy się niezależnością, świadomością swoich wyborów i zgodą na to, jak kształtuje się nasza rzeczywistość. 

Do życia swoim życiem potrzeba odwagi. Ale warto ją w sobie znaleźć,  bo podobno najbardziej na świecie żałuje się okazji, których w strachu i obawie, nie zdołaliśmy wykorzystać.  A porażka jest tylko w naszych głowach. Nawet jeśli przegrywamy, to także dzieje się po coś i jest częścią drogi.

Drogi, we właściwym kierunku. 




Zobacz również

2 komentarze:



  1. Jestem właśnie W DRODZE do swoich marzeń, odważyłam się;) Niestety nikt nie ostrzegał, że "drogą" będę szła długo i pomału, a w międzyczasie - i to jest sedno problemu - trzeba będzie się jednak ugiąć i wstać po raz setny z myślą, że idzie się w beznadziejne miejsce, do beznadziejnej pracy, tylko po to, żeby za kilkadziesiąt/kilkaset razy nie musieć już do niej iść;) W drodze nie jest lekko, siłę daje mi tylko myśl, że mam w tym wstawaniu do beznadziejnej pracy odległy na coraz mniejszym dystansie cel - światełko na końcu tunelu, o którym myślę zawsze gdy mam już dość;)

    napisał: luliluli 2012/02/28 11:33:58

    Jaki piękny i ważny tekst! I jaki prawdziwy!

    napisał: makiella 2012/02/28 23:32:01

    OdpowiedzUsuń
  2. mam nadzieje, ze znalazlas juz wydawce?

    a jesli nie, to na pewno juz bardzo wkrotce:)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)