Kobieca ( nie ) solidarność

/
13 Komentarzy
Relacje jakie utrzymujemy w naszym życiu definiują bardzo często to jak to życie postrzegamy i jakiej jakości od niego oczekujemy. Przyjaźnie, związki krwi, znajomości czy zwykłe koleżeństwo wcale nie jest mniej wartościowe od mitycznej miłości, o której wszyscy marzą. Partner – relacja emocjonalna najwyższego rzędu, to wcale nie antidotum na wszystkie nasze pragnienia, na naszą samotność i potrzebę czucia się dobrze i pewnie w ludzkim stadzie. Szczególne miejsce dla nas przedstawicielek płci pięknej zajmują związki i relacje z innymi przedstawicielkami naszej płci. Kobieca lojalność wobec siebie, potocznie zwana „solidarnością jajników” jest mitem. Kobiece związki, w tym te przyjacielskie, czy nawet siostrzane, często opierają się na rywalizacji i chęci udowodnienia, że ja, właśnie ja, stoję wyżej w szeregu i mogę więcej.  Małgorzata Domagalik we wstępniaku do „Pani” pisze: „ Całkiem niedawno jedna z emancypantek zauważyła, że kobiety mówią do siebie  bez przerwy, a mimo  to posługują się  między sobą sztucznym językiem. Nie mówią o prawdziwych problemach, ponieważ boją się wyglądać na niepewne, nie wierzą sobie nawzajem i lękają się nielojalności wobec własnych mężów”.  Kobiecy język jest pełen masek:  niby się przyjaźnimy, niby otwieramy nasze serca, ale często ważymy to co powiedzieć można, kalkulujemy stopień otwartości, woalujemy uczucia; nie do końca wierząc w to, że szczerość w relacji z drugą kobietą popłaca.
Oczywiście nie generalizujmy: istnieją prawdziwe szczere relacje i przyjaźnie między kobietami. Jednak to co zauważam na co dzień: to większa szczerość i otwartość wobec tych, które mniej znamy, które spotykamy na kobiecych kręgach, warsztatach, grupach wsparcia. Kobiety wchodząc w takie miejsca, i w taką przestrzeń otwierają się bardziej, pokazują swoje marzenia, słabości i pragnienia, o których wstydzą się mówić nawet z najlepszą przyjaciółką.
Każda z nas ma w swojej historii  wiele związków przyjacielskich, które się skończyły: relacji, które  wypaliły się z błahych powodów, albo właściwie bez powodu, bliskości, której już nie ma i za którą tęsknimy.  Tęsknota za drugą kobietą, za rozmową, otwartością i zrozumieniem rodzi się jeszcze w naszych pierwotnych umysłach, w historii, która w nas żyje i mówi nam, że nikt nas nie zrozumie tak dobrze, tak do głębi serca jak druga kobieta.
Czasy w jakich żyjemy nie sprzyjają utrzymywaniu takich relacji: my sami też jesteśmy coraz bardziej wyrachowani i zamknięci. Kłócimy się o byle co, stawiamy wszystko na ostrzu noża, nie umiemy sobie wybaczać, zamykamy się na nasze uczucia, bo wydaje nam się, że tak będzie profesjonalnie, dojrzale i ogólnie lepiej. Szkoda tych związków, które mogły trwać i nas wzbogacać, szkoda, bo nie łatwo zbudować od nowa to co powstawało latami. Czasami musimy się z tym pogodzić, czasem warto zawalczyć, do wszystkiego jednak potrzeba dwojga.
W powieści „Czerwony namiot”, kobiety ze społeczności miały swoje miejsce odosobnienia, gdzie spotykały się ze sobą w okresie menstruacji, ciąży, macierzyństwa, gdzie odbywały się porody i kobiece narady. Z tego miejsca czerpały siłę i odnawiały wspólnie swoją kobiecę energię. Nawet jeśli wasze doświadczenia z innymi kobietami, z mamą, siostrami, koleżankami, są dalekie od podobnej bliskości, to warto szukać takich miejsc, metaforycznych lub rzeczywistych wspólnot, które łączą kobiece dusze i serca i w których można się przejrzeć, które pocieszą w potrzebie, wesprą, przytulą i ukołyszą.
W nas kobietach -  jest moc. Pomnożona przez wiele kobiecych istnień zmienia się w potężną siłę, która pomaga nieść codzienne trudy, podejmować decyzje i żyć w pełni: w poczuciu odrębności, autonomii, ale i razem. Bo jeden to jeden -  a więcej znaczy więcej.


Zobacz również

13 komentarzy:

  1. Moc jest w relacji. W jakości kontaktu. W samej kobiecie występuje ale - z mojego doświadczenia - siedzi tam cichutko, nie wychyla się. Dopiero relacja otwiera dla niej drzwi i pozwala rozwinąć prawdziwą prędkość. Takiej relacji doświadczyłam nie raz.

    napisał: zyrafafa 2011/12/10 08:16:18

    OdpowiedzUsuń


  2. ze mnie się wychyla i nie lubi cicho siedzieć. Jak ją uciszam, głośno krzyczy:) a co do relacji, to też doświadczyłam - ale na co dzień nie mam, stąd tęsknota..

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest w nas moc. Wielka i magiczna. Ale ta moc dojrzewa wraz z wiekiem. I to z wiekiem moim zdaniem, a raczej z momentem, gdy przestają rządzić jajniki, zaczynamy wchodzić w prawdziwie wielki obszar Przyjaźni Kobiecej. Wcześniej niestety nie doświadczałam tego. Kiedy zostałam wdową, w wieku 35 lat, bardzo mocno dotknęłam tego, jak słaba i powierzchowna jest przyjaźń kobieca. Dopiero teraz, gdy mój krąg koleżanek jest w wieku normalniejszym, doświadczam początków prawdziwej wspólnoty.
    No, takie to moje refleksje są. Ale jestem coraz bardziej zachwycona magiczną mocą dojrzewającej Kobiety.

    napisał: kusudama 2011/12/11 14:45:14

    OdpowiedzUsuń
  4. Kusudama, dzięki za Twój głos:)) Ja jestem jeszcze w wieku "jajników" jak piszesz:) trudno mi się nie zgodzić z tym, że nasze kobiece związki bywają nietrwałe, ale nie wiem też tak do końca czy potem - z wiekiem jest lepiej. Mam nadzieję, że tak:) Pozdrawiam Cię serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja doswiadczylam wyłącznie kobiecej solidarności, w kazdym wieku, w każdej sytuacji, także bardzo, bardzo trudnej (śmierć mojego ojca, moja bardzo ciężka choroba). Może miałam szczęście. I może dlatego uważam, że to męska przyjaźń nie istnieje (męska solidarność, także fatalnie pojęta, owszem), ostatni przyjaciele zginęli w Powstaniu Warszawskim, teraz mężczyźni mają tylko kumpli. Mój mąż, ktory przyjaciół rodzaju męskiego nie ma, a bardzo by chciał, bardzo mi zazdrości tego, że ja, chociaż nieśmiala i z trudnościami w nawiązywaniu kontaktow, przyjaciółki miałam zawsze...

    napisał: Gość: anutek115, abq145.neoplus.adsl.tpnet.pl 2011/12/11 19:34:03

    OdpowiedzUsuń
  6. mocne Anutek... Wszystko jak widać zależy.. głównie od naszych doświadczeń..

    OdpowiedzUsuń


  7. Tylko pytanie co to jest przyjaźń?
    Ja myślę, że rozczarowania dotyczące kobiecych związków mogą wynikać w dużej mierze właśnie z tego, że zbyt szafuje się słowem przyjaźń i przyjaciółka. Może podobnie jak z miłością...?
    Ja bardzo długo, bo aż 37 lat nie nadałam tego miana żadnej z moich koleżanek, znajomych, kumpelek. Rezerwowałam to słowo dla wyjątkowej relacji, a takiej do tamtej pory nie miałam.

    Nie za bardzo się zgadzam z tym, co pisze M.Domagalik, jeśli odnosi się do przyjaźni. Bo jeżeli nie do końca wierzymy w to, czy szczerość w relacji z drugą kobietą popłaca, to nie jest to na pewno przyjacielska relacja! Taka kalkulacja raczej ma mało wspólnego z przyjaźnią. Podobnie jest, moim zdaniem, z rywalizacją - przyjaźń wyklucza rywalizację. Więc tam gdzie rywalizacja czy brak szczerości, to trudno mówić o przyjaźni...

    napisał: sowa_nie_sowa 2011/12/12 19:50:44

    OdpowiedzUsuń
  8. Domagalik nie pisze tu o przyjaźni tylko o kobiecych relacjach ogólnie: i ja się z nią bardzo zgadzam. Tak samo to widzę. A co tego czym jest przyjaźń, to oczywiście można by uznać, że ona rzeczywiście wyklucza wiele" brzydkich" spraw, takich jak rywalizacja, pozerstwo, strach przed śmiesznością itp - ale to chyba tylko w wymiarze idelanym - czy nawet idealistycznym - takich cudów, tak jak nieskalanej czystej miłości, chyba mało kto doświadcza...
    Poważnie nie mówiłaś o nikim przyjaciółka prawie do 40? Ja sobie tak zawsze myślalam, że przyjaźń jest prostsza kiedy jest się młodszym, jakoś się chyba łatwiej zaprzyjaźniamy, a potem, teraz - dla mnie to już jest trudniejsze zadanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez mi sie zawsze wydawalo, ze latwiej bedac mlodszym, bo jakos tak i wymagania chyba inne i mniej?
      Tak sire czlowiek nie zaglebia byc moze.


      Oj marzy mi sie taka wspolnota:)

      Usuń


  9. Poważnie, dla mnie to ktoś wyjątkowy. Dlatego odniosłam moją wypowiedź do przyjaźni, bo koleżeństwo nie jest dla mnie specjalnie zobowiązujące i stąd mnie nie rozczarowują takie relacje, nawet jak się rozsypują czy ktoś wykręca jakiś numer. Nie mam co do nich wielkich oczekiwań i wymagań. Zresztą do przyjaźni też, po prostu wybieram starannie osoby;)
    I ciągle jestem otwarta na przyjaźń. Na koleżeństwo też, bo wszystko to wzbogaca:)


    napisał: sowa_nie_sowa 2011/12/13 07:45:57

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmmm.... Sowo nie Sowo, z tego co piszesz, nie przeżywasz rozczarowań, nie robisz tego błędu co inne kobiety i nie nadajesz miana przyjaźni czemuś, co jest czymś mniej, generalnie nie nadajesz miana przyjaźni, bo jeszcze nie spotkałaś takiej osoby i ciągle czekasz, ale dzięki temu nie masz rozczarowań, które może przeżyć ktoś inny.... No, bardzo słusznie i fajnie. Poprawnie. Trochę na zasadzie - nie wchodzę w miłość bo dzięki temu nigdy nie zostanę odrzucona. A kiedyś ktoś powiedział, że bliskie związki z ludźmi to ryzyko. Zawsze. Jeśli nie ponoszę ryzyka nigdy nic nie przeżyję. Jest bezpiecznie bez ryzyka. Zero huśtawek emocjonalnych, spokojnie, nie musisz się martwić, że ktoś Cię zrani. Bo nie ryzykujesz. To bardzo fajne, ale.... nie dla mnie. Kocham bliskość i jestem w stanie zaryzykować dla niej utratę komfortu, gdyby tak się miało stać.

    napisał: kusudama 2011/12/13 13:59:03

    OdpowiedzUsuń
  11. Kusudama,
    ja myslę, że Sowie chodziło o to, że nie szafuje słowem przyjaciel, co wcale nie oznacza, że nie wchodzi w bliskie relacje i unika zbliżania się do ludzi:) Prawda Sowo?

    OdpowiedzUsuń


  12. naga prawda o przyjaźni... jak by nie była - jej utrata cholernie jest bolesna...

    napisał: Gość: , dynamic-78-8-86-210.ssp.dialog.net.pl 2011/12/13 14:55:42

    Oj, no tak, oczywiście! Nie szafuję słowem przyjaciel, dokładnie! Co nie znaczy, że nie mam przyjaciółek, napisałam, że do pewnego czasu tak było, że nie spotkałam nikogo, kogo mogłabym tak nazwać. I nie ma to u mnie nic wspólnego z ryzykiem - w miłości miałam podobnie, choć szybciej mi poszło, ale też nie szafowałam słowem kocham, tylko rezerwowałam go na chwilę, gdy naprawdę tak poczuję. A że zauroczenia czy fascynacji nie nazywałam miłością, to wynika pewnie z mojego charakteru i podejścia do życia. Zdecydowanie więcej we mnie realisty niż romantyka;)
    Ale rzeczywiście spotkałam się z takim pytaniem: czy lepiej nie angażować się i przeżyć życie bez rozczarowań, czy wchodzić w bliskie związki i narażać się na ryzyko utraty tej osoby czy innych trudnych uczuć z tym związanych? Znam osoby, które z takiego powodu nie mają zwierząt, bo musiałyby przeżywać ich nieuchronne odejście... Nie jest to moja filozofia. Strata to część życia, nie da się przeżyć życia bez straty, jakkolwiek byśmy się zabezpieczali. Ale to temat na inną dyskusję:)

    Powracając do przyjaźni, to zastanawiam się dlaczego są osoby, które znam długo, mam z nimi bliskie relacje, gadamy o wszystkim nie tylko powierzchownie, a jednak nie są dla mnie przyjaciółmi, tzn. ja za takie je nie uważam? No i nie doszłam do żadnych konkretów, czyli czym się różni dla mnie przyjaźń od koleżeństwa. To jest coś zdecydowanie więcej, tylko co?
    Będę dalej myśleć:)
    Pozdrawiam!

    napisał: sowa_nie_sowa 2011/12/13 18:04:28

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)