Duma kobiety - matki

/
1 Komentarzy
Wydanie na świat dziecka, które rodzi się  z materialnego prawie niczego -  wyrasta jak kwiat czy drzewo z małego nasionka, którego nawet nie dajemy rady objąć i dostrzec ludzkim okiem, jest osiągnięciem wielkim i doniosłym jak narodziny nowego kosmosu. Noszone i kołysane pod sercem, karmione i stwarzane przez dziewięć miesięcy, dzień po dniu, komórka po komórce; potem rodzone w bólach;  karmione, przewijane, tulone w miliardach sekund pierwszego roku życia, potem kolejnych godzinach i latach; wcale nie mniej wymagających i opłacanych tysiąckilogramowym trudem. Wszystko to – ta swoista misja i sukces – powinno napełniać nas mocą i siłą. Powinno dawać nam dumę i wiarę w siebie: jesteśmy w końcu kreatorkami nowego życia: we współpracy z Bogiem i naturą -  jakkolwiek postrzegamy tę spółkę – bez nas – bez naszego wysiłku, woli, ciała i poświęcenia nic by się nie zdarzyło.
 Nowy człowiek to nasze najdoskonalsze dzieło:  nowa miłość bezcenny skarb, nowe matczyne „ja" wielka szansa na nowe otwarcie w życiu oraz zmianę  priorytetów  i wewnętrzny rozwój. Jednak mimo, że mamy powody do satysfakcji i budowania poczucia własnej wartości; to często w pierwszych miesiącach i latach macierzyństwa doświadczamy czegoś zupełnie przeciwnego.
Samopoczucie i poczucie wartości młodych mam leci na łeb na szyję. Przeciążone obowiązkami, często pozostawione w większości same sobie, odcięte od dawnego życia, ciała, spraw, które tworzyły światopogląd i własną dorosłą tożsamość; rozlatują się jak domek z kart. Przeglądają się w lustrze i widzą ciało, które już nie jest takie samo. Słuchają mądrych rad o pracy nad brzuszkiem, ćwiczeniach wyszczuplających, dietach cud i kremach na rozstępy. Czytają – ale przecież już nie wyłącznie literaturę piękną; rozmawiają, ale tematem debat  nie są fuzje i przejęcia, ale także prozaiczne sprawy. Rozbijają się o sufit wyłożony dziecięcymi pieluchami; o stygmaty społeczne w miejscu pracy, o ograniczenia w dostępie do pomocy i opieki ze strony osób trzecich i instytucji.
Młode matki niosą ciężkie brzemię. Bywają dumne z siebie i swoich dzieci, ale są to często tylko momenty iluminacji w codzienności ciągnącej się jak stara guma do żucia. Do zadowolenia z życia i siebie potrzebują tak samo jak każdy: pochwał, docenienia swojej roli, właściwego umiejscowienia w hierarchii społecznej, poczucia ważności i pomocy z zewnątrz. Nikt -  żadna matka ze stali i żelaza nie pociągnie długo, jeśli nie może liczyć na kogoś, kto ją czasem wyręczy: niech to będzie partner, opiekunka, babcia – ktokolwiek, komu można z czystym sumieniem powierzyć dziecko. Nikt, kto nie doświadczył pełnoetatowej, trzyzmianowej opieki nad dzieckiem nie wie, jak trudno znaleźć w tym tyglu chwile dla siebie, moment zapomnienia o kupie i kaszce, kiedy można sobie znów przypomnieć kim się było, czego pragnęło i dokąd zmierzało zanim na świecie pojawiło się ONO.
Kobieta, zostając matką musi wyposażyć się w grubą skórę i migoczącą pod nią intuicję. Musi umieć szukać nowych dróg, walczyć o wsparcie, stawiać się wszystkowiedzącym i autorytetom, bić się o swoje dziecko, ale także nie mniej mocno, o siebie i swoją tożsamość. Jesteśmy daleko od chwili, w której powiedzenie: dobrze wychowałam dziecko, poświęciłam mu swój czas, będzie postrzegane jako powód do dumy i sprawa, którą można się chwalić. Głupcy i ignoranci mówią, że to nic wielkiego. Same musimy szukać naszego poczucia własnej wartości, otaczać się  wspierającymi ludźmi, cieszyć macierzyństwem, ale i sobą w nim.  Pomaga w tym otwartość, nie zamykanie się w czterech ścianach, odnalezienie własnej, mentalnej wioski, która pomoże nam wychować nasze dziecko, ale także utuli i wesprze nas -  kobiety matki, które też przecież czasem opadamy z sił.
Dałyśmy życie, wypielęgnowałyśmy je jak kwiat, hodowałyśmy je w uśmiechu i cieple własnych ramion. Jesteśmy następczyniami i córkami MATKI – ZIEMI, tej która wszystko stwarza, tej bez której nie ma niczego. Bogini Demeter, kiedy utraciła córkę, skazała naturę na drętwotę i suszę. Płakała, szukała, drapała skałę paznokciami, aż znalazła swoje dziecko. My także, w znakomitej większości, jesteśmy w stanie zrobić wszystko dla naszych dzieci; nie zapominajmy jednak w tym wszystkim o sobie; o swojej kobiecej ważności, piękności, która wymyka się kanonom medialnych kształtów i mądrości, która w nas, także dzięki mocy rodzenia drzemie. Nośmy wysoko głowę, prostujmy plecy, odpowiadajmy na obelgi i walczmy również o siebie. Nie ma szczęśliwych dzieci nieszczęśliwych rodziców; więc jeśli brakuje nam motywacji do zmiany dla siebie – zróbmy to dla nich.


Zobacz również

1 komentarz:



  1. Pamiętanie o sobie nie tylko mnie służy, ale i mojej córce.

    napisał: zyrafamonika 2011/08/31 17:09:48

    Dziś blogday, zapraszam do zabawy: psunabude.blox.pl/2011/08/Blog-Day-2011.html

    napisał: wildfemale 2011/08/31 21:41:15

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)