Zniewolone instynkty

/
2 Komentarzy
Ludzie, którzy wierzą w wewnętrzną intuicję, instynkty, zgłębiają tajniki psychologii, aby lepiej zrozumieć siebie i z radością żyć, są często wyśmiewani przez zwolenników ciężkiego, materialnego stąpania po ziemi.  Związek ze swoim wnętrzem, słuchanie głosów, które podpowiadają naszej podświadomości rozwiązania, czytanie o snach, analizowanie uczuć -  wszystko to łatwo przerobić na sekciarski fanatyzm i przedstawić w zadymionym świetle wróżb i przepowiedni. Argumentem wytrychem do odrzucenia „miękkiego” patrzenia na sprawy ducha i wewnętrzne życie człowieka, jest przekonanie o tym, że to „już było” -  przeminęło w zamierzchłych czasach, zakopane pod tonami przesądów, mitów, oddalone o lata świetlne od współczesnego -  wreszcie racjonalnego i dumnego ze swojej pozycji człowieka.
Zaburzenia emocjonalne, problemy psychologiczne zdarzały się w każdej epoce -  nic się nie zmieniło do dziś. Jednak zaburzenia instynktów, totalne zagubienie w sobie i swoim świecie, które prowadzi niejednokrotnie do tragicznych w skutkach konsekwencji -  to niestety domena człowieka współczesnego.
Instynkt jest wewnętrznym kompasem -  encyklopedią wiedzy, która bez udziału naszego świadomego rozumu, bez analiz i zastanawiania się, mówi nam co i jak powinniśmy robić, a czego za wszelką cenę unikać. Najlepiej widać to u zwierząt:  wilk nie chodzi w gości do ludzkich pobratymców, mimo, że kuszą go zapachem jedzenia; jeleń unika udeptanych ścieżek, ptaki bez mapy trafiają za ocean, a łososie- bez kalendarza i zegarka, punktualnie wyruszają na tarło.
Ludzie pogubili swoje instynkty. Jako że jesteśmy zwierzętami -  ciągle odzywają się w nas stłumionym głosem -  ale rzadko ich słuchamy, a jeżeli nawet -  to z pewnym zawstydzeniem i w tajemnicy przed świadomym rozumem. Najstarsze struktury mózgu, zjeżają nam skórę, wywołują podskórny strach w obliczu zagrożenia, zalewają rzeką hormonów w momencie ekstazy lub rozpaczy, mówią co robić, ale są to tylko okruchy dawnej mocy i wiedzy jaka w nas drzemie. Oczywiście ewolucja wyposażyła nas w nowe środki i sposoby dowiadywania się prawdy o sobie i o świecie: nie lekceważmy całkiem naszych cywilizacyjnych zdobyczy; jednak bez instynktów  jesteśmy  jak dzieci we mgle: zagubieni, zahukani i często na prostej drodze do życiowej przepaści.
Wypranie z instynktów w naszej prywatnej, osobistej historii, często zaczyna się już w dzieciństwie: zanim nauczymy się mówić i chodzić.  Karmienie według grafiku, który nie uwzględnia faktycznych potrzeb;  spanie na rozkaz, przytulanie wtedy kiedy jest czas pieszczot, a nie wewnętrzna potrzeba, nie reagowanie na płacz; wszystko to już na samym początku życia daje nam obraz siebie jako istoty niezasługującej na to, by jej słuchać.  Jeśli dodać do tego wdrukowywane w nas później konwenanse zmieszane z głodem wolności, niechęć do swojego ciała, przekonanie o obcości, niezrozumieniu, pragnienie miłości za wszelką cenę -  mamy prosty przepis ku życiu na łeb na szyję -  bez kompasu, bez słuchania ostrzeżeń, bez instynktu.
Ludzie odcięci od siebie często wydają się żyć jak spuszczone ze smyczy psiaki: wszystkiego jest u nich za dużo, lub dużo za mało; wszystko cieszy na krótko, wieczny bieg i szaleństwo wydaje się nigdy nie mieć końca.  Takie postępowanie prowadzi do nałogów, toksycznych związków, wiecznego życia na krawędzi i przybliża do Śmierci. Ludzie z uszkodzonym instynktem, którzy nie potrafią rozeznać co jest co, często tylko tam -  w rozkroku nad przepaścią, czują że są naprawdę: dlatego poszukują coraz mocniejszych doznań, dlatego gubią  się co chwila, dlatego nie potrafią inaczej żyć. Pochód tych smutnych zjaw zamknęła ostatnio Amy Winehouse  - utalentowana w stopniu tak wielkim jak jej zagubienie i osamotnienie.
Nie wstydźmy się naszych instynktów. Nic jeszcze nie jest stracone. Droga ku sobie jest skomplikowana, wymaga wysiłki, ale pozwala na odzyskanie mocy panowania nad swoim życiem. Nie chodzi tu o wzięcie się w dyby i uszycie kołnierza na miarę wymagań, ale o rozpoznanie tego gdzie jestem prawdziwa „Ja”, a gdzie prawdziwy „Ty” -  czyli o życie przez "Ż" - z dużej litery.


Zobacz również

2 komentarze:

  1. Mam mieszane uczucia co do tej treści.
    Po pierwsze, wierzę w jakiś instynkt, intuicję, bo wierzę także w nieświadomość. Jest ona dla mnie faktem i to popartym ustaleniami z zakresu psychologii procesów poznawczych. Wychodzi więc na to, że Freud się nie mylił, choć jego opisy kazuistyczne trudno jest zweryfikować.
    Jednak moje "pomieszanie" wynika z przeciwstawiania intuicji twardemu stąpaniu po ziemi, podczas gdy ja myślę, że to niepotrzebny antagonizm. Ja chcę mieć dowody na tą intuicję, chcę móc ją sobie wytłumaczyć. Wgląd w siebie i własne potrzeby jest dla mnie ważny, szczególnie w dobie konsumeryzmu i prób nachalnego wpływania na mój gust. Jestem naukowcem i będę nim, choćby nawet nikt w otoczeniu nie podzielał mojego zdania na temat własnej tożsamości. Jestem zatem dość konkretna i obawiam się tego "sekciarstwa" w oparach absurdu. Wiem także z doświadczenia, że do takich ruchów/szkoleń na ten temat ciągną właśnie osoby dziwaczne, często zaburzone, z własnymi problemami, niezaspokojoną potrzebą samopodziwu lub zwyczajnie zagubione. Nie jest to towarzystwo, z którym mogłabym się identyfikować.
    Intuicja jest dla mnie bliska i pokrewna takim dziedzinom jak wena, natchnienie, twórczość. Tylko, że teraz nauka dotycząca kreatywności wcale już nie obstaje za koncepcją inkubacji i nagłego oświecenia. Twórczość jest raczej postrzegana jako ciężki proces (tak to też wynika z mojego doświadczenia) do pewnego stopnia korelujący z inteligencją.

    napisał: wildfemale 2011/07/29 23:47:18

    OdpowiedzUsuń


  2. Wildfemale,
    Oczywiście, że we wszystkim należy szukać umiaru: absolutnie nie po drodze mi z ludźmi, którzy wywołują duchy przy okrągłym stoliku, albo robią z instynktu i intuicji ideologię czy nawet religię.
    Czy jednak wszystko umiemy wytłumaczyć? Nawet Einstein, który niewątpliwie wielkim uczonym był, uznawał, że używamy tylko znikomego procenta naszych umysłowych zdolności - co za tym idzie, nie wszystko na tym etapie naszej ewolucji jesteśmy w stanie udowodnić i naukowo nazwać. Myślę, że pewne procesy wymykają się naszemu racjonalnemu rozumowi, myślę też że zrozumienie ich tak do końca nigdy nie będzie możliwe. Instynkt - ten wewnętrzny kompas jest faktem - wystarczy spojrzeć na zwierzęta - w końcu my też nimi jesteśmy - tyle tylko, że często chcemy o tym fakcie zapomnieć i niepotrzebnie dystansujemy się od zdolności jakie od natury dostaliśmy. Będąc raczej racjonalistką, wierzę w intuicję, nieświadomość, nie szukam też dowodów na to, że są , działają, może jestem za mało wymagająca wobec rzeczywistości, a może porostu moja intuicja jest na tyle silna, że nie czuję potrzeby udowadniania sobie , że jest, działa? może rzeczywiście nie ma potrzeby dzielenia spraw na czarne - białe - tworzenia sztucznych podziałów? Może ta cienka linia wcale nie musi być widoczna?
    Dziękuję za komentarz i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)