Paradoks stosu

/
0 Komentarzy
Jeśli doświadczamy wielu małych kłopotów, które  nawet z pozoru są błahe, możemy poczuć się przygnieceni przez życie tak samo, jak ktoś, na kogo spadło olbrzymie nieszczęście. Kto nie zna tego uczucia zapętlenia, zagonienia, znużenia codziennością, na które składają się dziesiątki spraw wołających o uwagę? Kto nie czuł się jak w pułapce, tylko dlatego, że nie wiedział od czego ma najpierw zacząć, który supełek rozplątać? Kogo nie ogarnęła panika, w obliczu prostej listy stu spraw, każda na pięć minut? 
W filozofii istnieje pojęcie, który można opisać krótko „paradoksem stosu”. Mówi ono o tym, że ani jedno ziarno, ani nawet dwa czy osiem nie stanowią stosu -  jednak to z nich, bez żadnej wątpliwości stos się składa.  Mała rzecz nie ma mocy dociskania do ziemi, ale znajdźcie siłacza, który oprze się mocy materii, pomnożonej w milionie drobnych okruchów.
Na szczęście paradoks stosu działa także w drugą stronę: radość zbierana kawałek po kawałku, ziarnko do ziarnka, tworzy olbrzymi tort pomyślności. Kwiatek w butonierce, kawa na śniadanie, uśmiech dziecka, całus ukochanego, słońce w prześwicie okna, kropla deszczu w upalny dzień, pochwała, sukces w pracy, czekolada na podniebieniu. Są ich setki -  wystarczy tylko być uważnym.
Stosem można się zasypać albo zachwycić. W natłoku złej materii, najlepiej nie wpadać w panikę; uważnie stawiać kroki, nie dać się porwać sile, która nas pochłonie. W oceanie dobrych chwil należy postępować podobnie:  różnicą niech będzie czerpanie energii. Naładowani radością, dobrą myślą i nadzieją, łatwiej nadamy sprawom właściwe proporcje i uporządkujemy chaos.  A wtedy żadne lawiny nam nie straszne.


Zobacz również

Brak komentarzy:

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)