Mama idealna

/
1 Komentarzy
Prus, który o życiu wiedział to i owo, oraz bacznie obserwował ludzi; zwykł powiadać, że ideały są jak malowane siano -  niezdolne nikogo nasycić. W świecie instynktów i głębi nie istnieją -  bo czym w końcu miałyby być?  Jednym pastelowym wzorcem, formą na życie, które wymyka się wszelkim formom, paczką złotych rad, których nikt nie chce słuchać?
Dzisiejszy świat lubi mówić nam, jak żyć, co robić aby osiągnąć perfekcję. Życie zawodowe i prywatne, stało się wyścigiem osiągnięć, swoistym poligonem. Ten kto potrafi wszystko zorganizować, ułożyć jak w dobrym biznes planie, kto reaguje skutecznie i celowo jest kimś. Ten kto się myli i potyka -  nikim.
Kiedy pojawiają się na świecie dzieci, materia zmienia swoje położenie, niczym kosmos po wielkim wybuchu. Mówi się, że Wszechświat w swej naturze zawsze zdąża w stronę Chaosu -  a dzieci stworzono między innymi po to, aby mu w tym zadaniu dopomagać.  Mimo, że jesteśmy wyedukowani jak nigdy dotąd, to nie do końca zdajemy sobie z tego faktu sprawę. W czasie dziewięciu miesięcy oczekiwania snujemy plany, marzenia, zbieramy wyprawkę, oczami wyobraźni widzimy siebie u boku małego słodkiego człowieka, uśmiechamy się pod nosem i gładzimy dłonią ukryte pod powłoką skóry kształty.  Rzeczywistość jednak -  jak to zwykle bywa -  okazuje się mało idylliczna,  przeciwnie bywa trudna i skomplikowana.
Społeczny obraz matki -  oczywiście tej idealnej -  opiera się na zasadach: umieć wszystko, wiedzieć wszystko i nigdy się nie mylić. Jeśli dodamy do tego jeszcze wymagania absolutnej dyspozycyjności, całkowitej rezygnacji z siebie i swoich potrzeb i  odmowę prawa do oczekiwania pomocy od partnera i otoczenia -  to uzyskujemy mieszankę wybuchową o mocy, która  potrafi zwalić z nóg nie jedną współczesną siłaczkę.  
Tymczasem od bardzo dawna nie żyjemy już w grupach i osadach plemiennych – otoczone innymi kobietami, które mogłyby nas wspierać i pomagać w pierwszych chwilach macierzyństwa. Dodatkowo utraciłyśmy zupełnie część naszych instynktów -  same nie wiemy co jest co.  W pierwszym miesiącach po narodzinach dziecka - a często nawet przez całą swoją matczyną drogę, poruszamy się jak rozbitek we mgle, bez kompasu, bez przewodnika, ciągnięte za rękaw raz w jedną, innym razem w drugą stronę -  głuche na siebie i swoje dzieci.
Bycie mamą jest wielką łaską, wielkim prezentem od losu -  bywa jednak także ciężkim brzemieniem i wyzwaniem najwyższego rzędu. Odpowiedzialność za drugiego człowieka, jego zupełna bezbronność, zależność na wiele lat, wymagania jakie nam stawia -  to nie są fraszki i igraszki ale prawdziwe życiowe kamienie milowe. 
Wymagania społeczne jakie stawia się przyszłej i młodej mamie dodatkowo pogarszają jej sytuację. Złote rady złotoustych, mądre słowa różnych mędrców -  a każdy z innej krainy wychowania; eksperci i ich bezcenne – często przeciwstawne zalecenia, armia przodków za plecami, korowód ludzi w tle -  to wszystko sprawia, że nasz własny wewnętrzny instynkt czasami nawet nie ma siły się wychylić -  a co dopiero dojść do głosu i wykrzyczeć swoje racje.
Dlatego bycie idealną mamą i dążenie do tego stanu jest marzeniem szkodliwym i zbędnym. Mamy prawo się mylić, szukać, zmieniać zdanie. Potrzebujemy czasu aby nauczyć się rozpoznawać potrzeby naszych dzieci, musimy także w razie konieczności, umieć żądać i egzekwować pomoc i wsparcie otoczenia.
Ideały nie służą nikomu i niczemu. Nasze dzieci potrzebują naszej miłości -  a nie naszego dążenia do mitycznej perfekcji. Jeśli je kochamy, respektujemy ich indywidualność, jeśli jesteśmy z nimi w momentach radości i smutku -  towarzyszymy na swoją miarę w ich rozwoju i podążamy za nimi z uwagą i szczerością, to mamy szansę na to, aby zbudować prawdziwie ciepłą i wzbogacająca obie strony relację. 
Dzieci są naszą szansą na rozwój: uczymy się przy nich prawdziwej bezinteresowności, otwieramy na wewnętrzne instynkty, stajemy się czulsi, lepsi, otwarci w miłości oraz prawdziwsi w dawaniu i braniu. Źle jednak, jeśli oczekujemy od nich więcej niż sami mamy, próbujemy je temperować na idealną miarę -  stawiać wymagania nie do spełnienia i wpychać do wyścigu, w którym sami nie mieliśmy sił i ochoty startować.
To co chciałbym przekazać mojej córce, mieści się w jednym zdaniu: kochać i szanować siebie -  kochając przy tym i szanując innych. Nie chcę aby była idealna, tak jak ja nie jestem. W zupełności wystarczy mi, jeśli będzie szczęśliwa.


Zobacz również

1 komentarz:

  1. To, co ja chciałabym przekazać córce to pewność, że zawsze jest kochana.

    napisał: zyrafamonika 2011/07/19 23:08:08

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)