Polskie wady obcym okiem

/
4 Komentarzy
Kiedy przyjrzeć się polskim przywarom narodowym z boku, stają się śmieszne i karykaturalne. Nie każdy jednak chce się z siebie śmiać.  Taki wgląd mogą mieć jedynie osoby, które żyją w pewnym oddaleniu od ogółu społeczności, mają rozwinięty zmysł obserwacji i pozwalają sobie na konstruktywną krytykę siebie i „swoich”, a także obcokrajowcy, którzy do Polski i polskich narodowych honorów nie podchodzą w sposób emocjonalny.
Spojrzenie z boku daje nowy obraz i nieoczekiwaną świeżość. Pokazuje rzeczy oczywiste i jasne dla każdego, kogo nie opętały narodowe schematy -  a które wcześniej maskowały się w naszym umyśle niczym rasowi komandosi.
O polskim zamiłowaniu do ostrej, głupiej jazdy  samochodem i równie bezsensownego kierowania swoim życiem, cudownie napisała Carol Thipgen –Miłosz – którą wspominają w ostatnim numerze Wysokie Obcasy Extra. Amerykanka na polskiej ziemi tak widzi gospodarzy:  „Tak samo kierują samochodami jak swoim życiem -  dociskając pedał gazu, rozpędzając się na zatłoczonych ulicach, zdzierając hamulce, gnąc zderzaki, wykonując w ostatniej chwili dramatyczne skróty – bezustannie zaskoczeni i urażeni, że jakiś obiekt lub osoba miały czelność znaleźć się na ich drodze.”
Tak właśnie jest: i nie chodzi tylko o to, że polskie drogi jak chyba żadne inne w Europie są miejscem, gdzie bez umiaru panoszy się chamstwo i warcholstwo, ale o to, że wszystko to jest tak naprawdę obrazem tego jak żyjemy.
Obrażeni na życie i na tych „innych” -  którym się udało;  wiecznie w stanie głębokiej pretensji do losu, raz za razem spóźnieni na życiowy pociąg z okazjami, obwiniający, szukający ukrytych pułapek i  wrogów za kurtyną.  Nie umiemy planować, nie umiemy się uśmiechać,  rzadko odpuszczamy.  Naszym sportem narodowym obok narzekania jest trwonienie energii. Nikt tak jak Polak nie potrafi zapalić się do pomysłu, aby w następnej minucie już go porzucić w wyniku nadprodukcji krytyki własnej i złych myśli, które psują wszystko. Nikt tak jak Polak nie potrafi krzywić się w pogodny dzień i  życzyć najgorszego. Jadem plują politycy, księża, nauczyciele,  żadne środowisko nie jest od niego wolne. Tacy jesteśmy. Taka jest smutna prawda.
Kiedy w końcu powiemy dość? Kiedy usiądziemy, zastanowimy się, przejrzymy w krzywym zwierciadle rzeczywistości i wyciągniemy wnioski?
Życie to na zmianę: autostrada z pomysłami i wąska droga przez pola. Raz jedzie się wolniej, raz szybciej -  bycie miłym dla współtowarzyszy podróży to nie frajerstwo, ale sposób na to aby wszystkim egzystowało się lepiej. Może wystarczy od tego zacząć?


Zobacz również

4 komentarze:

  1. Kiedy wreszcie? trudno powiedzieć, kulturalnych kierowców nie brak u nas, choć jest ich coraz mniej - wymierają absolwenci przedwojennych szkół. Nowych musimy wychować. I oby szło nam to dobrze i sprawnie, a efekty przyjdą szybciej niż się spodziewamy:) wbrew stereotypowi narzekającego Polaka jestem dobrej myśli (oby tylko nie było tak, że standardy znów się obniżą jak zaczną wymierać absolwenci szkół PRL-owskich, bo to by było źle;))

    napisał: ojciec.karmiacy 2011/06/21 11:37:56

    OdpowiedzUsuń
  2. myslisz, że na poprawę trzeba czekać, aż wychowamy swoje dzieci? ja trochę sobie ponarzekałam tutaj, ale mój optymizm słabnie zawsze, jak wracam z jakiejś podróży autem po Polsce:) to w temacie ruchu drogowego - a w temacie polskich wad - po każdych obejrzanych wiadomościach :) Na moje szczęście nie oglądam regularnie::)

    OdpowiedzUsuń
  3. Analiza niestety dość trafna. Spóźnienie się na pociąg z możliwościami mi się podobało (jako metafora, nie cecha narodowa ;)). Co do zmian, to zachodzą na pewno, ale może zbyt wolno w stosunku do oczekiwań? Jak to mawiają Anglicy "Old habits die hard".

    napisał: fidrygauka 2011/06/21 19:34:30

    OdpowiedzUsuń
  4. ładnie powiedziane - Anglicy muszą znać nie tylko własne dusze:)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)