Taki mały zew...

/
0 Komentarzy
Zew ziemi poczułam jak bohaterka powieści Doroty Terakowskiej „ W krainie kota ” kiedy byłam w ciąży.  Dokładnie rok temu, kiełkująca we mnie MATKA zażądała ofiary z łodyżek, kwiatów, miękkiego dotyku grudkowatej substancji na palcach i kupiła pierwsze doniczki.  Wcześniej jakiekolwiek sadzenie, hodowanie, doglądanie; kojarzyło mi się ze smutnym dziecięcym przymusem i z zajęciem nielubianym, a wykonywanym z przykrego, narzuconego przez kogoś obowiązku.
W tym roku zew ucichł, ale hormony i emocje ciągle szumią piosenkę o estetycznej potrzebie zieleni i koloru. Dlatego na moim balkonie zamieszkały zeszłoroczne doniczki i nowe kwiaty. Feeria barw unosi się nad czarną ziemią, delikatne płatki proszą o pieszczotę – a mnie jeszcze łatwiej niż zwykle uśmiechać się o poranku.
W grzebaniu w ziemi jest jakaś tajemnicza zmysłowość.  I chociaż to mężczyźni podobno są lepszymi ogrodnikami i kucharzami, to sadzenie, pielęgnowanie i doglądanie ma w sobie niezaprzeczalnie element ultra kobiecy. Nawet macho musi go trochę mieć.
Serdecznie pozdrawiam wszystkie Mamy. Te kwiaty są także dla WAS!









Zobacz również

Brak komentarzy:

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)