Nowy start

/
4 Komentarzy
Truizmem jest stwierdzenie, że narodziny dziecka wszystko zmieniają. Jest tak, nie tylko w sensie organizacyjnym, ale także emocjonalnym, systemowym, moralnym. Piramida potrzeb i oczekiwań często staje na głowie i ukazuje naszym oczom niespodziewany podszewkowy wzór, o którego istnieniu nawet nie zdarzyło nam się wcześniej pomyśleć.
Amerykańscy badacze opublikowali niedawno ciekawą teorię na temat wpływu rodzicielstwa na dalsze życie rodzica. Mówi ona o tym, że narodziny potomka mogą dać nam nową siłę i niesamowitą moc, która pomaga w rewitalizacji właściwie wszystkich dziedzin naszej egzystencji. Kiedy rodzi się nowe życie, w naszych umysłach tworzy się miejsce na zupełnie inne niż dotychczas połączenia. Wydarzenie to jest okazją do zdefiniowania na nowo tego kim jesteśmy, czego pragniemy, jakie mamy oczekiwania i marzenia. To taka kolejna – wielka szansa na nowe rozpoczęcie -  w sferze zawodowej, prywatnej, zdrowotnej, emocjonalnej  - właściwie każdej.
Narodziny nowego członka rodziny pomagają często załagodzić zadawnione urazy: nieodzywający się do siebie latami krewni spotykają się nad kołyską i wymieniają uśmiechy. Dobre intencje wobec nowonarodzonego każą zapominać o waśniach i sporach, pokazują co jest ważne, a co tak naprawdę można wysłać w świat paczką bez adresu zwrotnego.
Bywa także tak, że dziecko pomaga zerwać relacje, które się nie sprawdzały, przynosiły cierpienie i rozczarowania. Rodzic, który nie miał siły, albo motywacji do tego aby zrobić to dla siebie, w obliczu odpowiedzialności za malucha zdobywa się na trud powiedzenia stop związkom i ludziom, którzy nie powinni uczestniczyć w jego wychowaniu i wpływać negatywnie na jego obraz świata.
Rodzicielstwo daje szansę na to, aby zacząć marzyć od nowa, na rozwijanie swoich dawnych aspiracji, odwagę do zmiany świata i przyzwyczajeń. Daje nowe spojrzenie. Oczy dziecka pokazują nam codzienne cuda, które dawno już nam spowszedniały, wskazują okazje do uśmiechu, który dotychczas wydawał się nieistotny i banalny – odkrywają przed nami inne, wielowymiarowe światy, których nie znaliśmy i nie przeczuwaliśmy w codziennej gonitwie.
Wobec tylu plusów, minusy posiadania potomstwa blakną i rozpływają w niebycie jak kropla soku w szklance wody. A że bywa ciężko? I bez dzieci mamy czasami pod górę.


Zobacz również

4 komentarze:

  1. Chciałabym mieć kiedyś dzieci, to musi być niebo. Przyjemnie się czyta Twój wpis. Chętnie poczytałabym też Ciebie z okresu nastoletniości, ciekawi mnie, jakimi drogami doszłaś do takiej osoby, jaką jesteś, ale takich wehikułów jeszcze nie wymyślono ;)

    napisał: aniooool 2011/05/18 20:26:23

    OdpowiedzUsuń
  2. drogi bywały wyboiste, a moje nastoletnie lata to był dla mnie bardzo niefajny czas. Więc dobrze, że wehikuł nas tam nie przeniesie:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie napisane.
    Dziękuję za słowa...
    Jest tak jak piszesz. I ja też nie przeniosłabym się do przeszłości.
    Bywa trudno, bywają łzy, ale ten nowy świat z dzieckiem jest niewyobrażalnie piękny, twórczy, inspirujący. A kiedyś wydawało mi się, że rodzina, dzieci to banał...Szukałam inne drogi szczęścia...

    napisał: mammasta 2011/05/19 13:32:15

    OdpowiedzUsuń
  4. To się nam zmienia jak w kalejdoskopie Mammasto:) Dlatego zawsze z przymrużeniem oka traktuję deklarację ludzi o różnych sprawach w życiu.... Nigdy nie zrobię tego czy tamtego, to się nie zdaży, nie wybiorę tak, to mnie nie może uszczęśliwić itp. A potem życie pokazuje, że jest dokładnie odwrotnie niż nam się wydawało:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)