Alchemia kuchni: czyli przepis na smutek

/
3 Komentarzy
Czasami, kiedy jest tak; byle jak, bez powodu, ciężko na duszy, lekko w kanalikach łzowych; kiedy psyche czegoś płaczliwa, a ciało mętnie kręci i zwodzi; wtedy dobrze; chyba najlepiej nic nie mówić. Zostać samemu, usiąść w plamie słońca,  zadbać żeby było ciepło w stopy, nic nie musieć, nic nie chcieć, pobyć z tym, nie zostawiać się na mieliźnie, nawet nie tulić, nie pocieszać; być, po prostu być. Potem wyjąć z lodówki coś wiosennego: zielone jak nadzieja szparagi, delikatne końcówki jak kwiaty. Albo marchew. Nowa, ta z nacią. Pomarańczowy zaklęty w zieleni, a zieleń jak korona. Popatrzeć, dotknąć, poczuć. Botwinka. Liście w żyłkach, brunatne, bordowe, zielone. Umyć, przekroić, obejrzeć palce. Dotknąć plamy na drewnianej desce, pokontemplować, wrzucić do garnka. Zagotować wszystko ze swoim smutkiem, niech zmięknie, niech wykipi jeśli trzeba. Stać i patrzeć. Słuchać muzyki. Jak trzeba to popłakać. Alchemia duszy i alchemia gara -  kuchnia, słońce, piosenka, kot i smutek co kruszeje jak warzywa. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak. Wdychać zapach. Posmakować, czy słodkie. Doprawić radością. Jeść ze smakiem. Być.




Zobacz również

3 komentarze:

  1. Po tych wszystkich postach, które przeczytałam na tym blogu, nasuwa mi się pytanie, a może wołanie o pomoc. Dużo piszesz o tym, jak sobie radzić ze smutkiem, o wewnętrznym spokoju, ale... ojeju, co zrobić, gdy coś w środku naprawdę pękło i czujesz, że już się nie odstanie? Czy Ty (jeśli nie jest to zbyt osobiste pytanie) miałaś kiedyś taką sytuację, że za cholerę nie widziałaś żadnego promyka słońca? Czytam tak sobie Ciebie od dłuższego czasu, podziwiam, uspokojam się tu, a z drugiej strony pojawia się myśl (nie miej mi tego za złe, to tak samo z siebie wychodzi), a więc pojawia się myśl, że być może łatwo być szczęśliwym, gdy ma się rodzinę, gdy ma się dzieci, gdy ma się po prostu wokół siebie miłość... Sama, w nie tak dawnym okresie, gdy przebywałam 'w moim małym niebie', przekonywałam ludzi, że szczęście tkwi w nich, że nie jest uzależnione od innych, że można być szczęśliwym nawet będąc 'w depresji', jak to pisał przytoczony kiedyś przez Ciebie de Mello. Tylko, że gdy wypadłam z mojego 'szczęścia', gdy się skończyło... ech, teraz już nie wierzę w żadne z tych ładnych słów, wszystko to dla mnie bujda, a cierpienie wcale nie jest tak piękne, jak się je opisuje w książkach. Czy masz jakiś pomysł, jak sobie poradzić, gdy "się żyje
    jakby serce pękło i nic się nie stało"? Wiem, że mi nie pomożesz, że nikt mi nie pomoże, dopóki sama sobie nie pomogę, a jednak pytam, a jednak proszę, amen.

    napisał: aniooool 2011/05/09 18:58:58

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana,
    bardzo Ci dziękuję za ten komentarz i za szczerość. Szczerze współczuję i ściskam mocno.
    Odpowiadając na Twoje pytanie: nie jestem bananowym dzieckiem i dużo wiem, o trudnych chwilach. Myślę, że jakkolwiek banalnie to brzmi mój optymizm i moja siła, pochodzą właśnie z czasów, kiedy było mi naprawdę ciężko: kiedy byłam zupełnie sama, z rodziną gdzieś daleko, bez bliskich, w nowych miejscach, zdana właściwie wyłącznie na siebie. Przyszło mi podejmować trudne decyzje: nieraz płakałam, nieraz cierpiałam, szukałam pomocy i wsparcia i zawsze wychodziłam z tych kłopotów silniejsza.. czy nie widziałam promienia słońca? hmmm nie mogę powiedzieć, że byłam na dnie rozpaczy - ale wierz mi lub nie, całkiem niedaleko.
    Nie dam Ci żadnej cudownej recepty - nie ma takich - a ja nie chciałabym być zrozumiana jako apostołka jakiś złotych rad dla wszystkich - ale mogę Ci tylko napisać, że nawet jeśli już się coś nie odstanie, to może się zdarzyć coś nowego - coś niespodziewanego - coś takiego czego nawet nie potrafimy w swoim smutku przeczuć. Życie jest scenarzystą doskonałym. Kopie w tyłek ale daje też nieoczekiwane, bezcenne prezenty.
    Trzeba w to wierzyć i na nie czekać. A póki jest ciemno i źle, szukać słońca i małych radości. Wychodzić z tego milimetr po milimetrze jeśli nie da się inaczej.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i przytulam wirtualnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ahh, aż się rozpłakałam, czytając Twoje słowa. Może po prostu dziś mam tragiczny dzień. Staram się widzieć to wszystko jako chmury, które kiedyś przejdą, ale ... nie wiem, nie wiem...
    Najgorsze jest to, że ja wcale nie chcę żadnych niespodzianek od życia, żadnych prezentów. Jestem małym obrażonym dzieckiem, skoro życie nie dało mi tego, czego tak bardzo pragnęłam, to niech zupełnie da mi spokój. [tak, widzę maleńkim obiektywnym okiem głupotę i żałość takiego zachowania]
    Dziękuję za ciepłe słowa i wirtualne tulenie, staram się być twarda, a jednak czasem nie umiem, czasem trzeba mi obecności innych, dziwna sprawa. Milimetr po milimetrze... i nagle pięć cenymetrów z powrotem, i znów od nowa...
    Pozdrawiam serdecznie!

    napisał: aniooool 2011/05/09 22:27:50

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)