O tlenie, przedmiotach i przestrzennej rewolucji

/
2 Komentarzy
Dzieci kiedy przychodzą na świat są maleńkie – ale wbrew tej kruchości i delikatności  - zajmują w rodzinnej przestrzeni bardzo dużo miejsca. Mieszkania wypełniają się stosem zabawek, każdy kąt zadomawia nowy przedmiot, kuchenne szafki zamieszkują kolorowe miseczki i butelki, spiżarka zaopatrza się w baterię puszek i słoiczków, a szafy z tygodnia na tydzień bardziej trzeszczą w szwach.
Tymczasem do życia potrzebujemy przestrzeni.
W chaosie i zamęcie przedmiotów jest coś z wojennego zgiełku pola bitwy, jest strach o własne terytorium, o wewnętrzny ład, jest jakaś nutka niepokoju o siebie.
Czy przedmioty odbierają nam tlen? W dosłownym sensie oczywiście  nie; ale nagle kiedy zrobimy miejsce na pustkę, kiedy odkopiemy się spod sterty rzeczy, które zalegają czasem bez sensu i celu– to zaczynamy oddychać lżej i czuć się lepiej.
Posiadanie jest  bagażem przyjemnym – ale jednak trzeba go nieść.
Mój dom odkąd mieszka w nim dziecko, również rozchodzi się w szwach. Tym większą radość wywołał więc u mnie fakt, że zyskałam dziś rano jeden wolny kąt. Meble, które w nim stały znalazły drugi dom. Obchodzę tę nową przestrzeń jak kot -  ostrożnie, na palcach. Zagarniam pustkę, która wychynęła z chaosu –bardzo mi z nią dobrze i twórczo.  
I oddycha się jakby lżej..


Zobacz również

2 komentarze:



  1. Teraz tylko należy uważać, żeby jej za szybko nie zapełnić;)

    napisał: sowa_nie_sowa 2011/03/29 20:00:44

    OdpowiedzUsuń


  2. nie mam wielkich złudzeń Sowo::) ale chociaż tak na trochę fajnie:)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)