Nieznajomy

/
2 Komentarzy
Spotkałam go wczoraj przy klatce. Starszy pan w jasnym garniturze, z czapką w dłoni, sprężysty krok i jasne oczy. Mieszkał kiedyś tu gdzie ja. W czasie wojny Niemcy wywieźli go na roboty, wrócił do Polski po 18 latach. Zakorzeniony gdzie indziej, rozczarowany ojczyzną, zaplątany w komunie, uciekł za granicę. Z własnej nieprzymuszonej woli.  Zostawił żonę i sześciomiesięczne dziecko.
Miał wiele kobiet, wiele domów, mieszkał tu i tam, chleb jadał jasny i ciemny, ma trzy córki.
Mówi biegle w trzech językach.
Teraz jak na wiecznych wakacjach: na emeryturze od 22 lat. Dużo się śmieje. Opowiada mi historie o sąsiadach, pokazuje dawne mury, wspomina kozy biegające po miejscu, gdzie dziś stoi osiedle i księdza co miał narzeczoną.
Żyje sam. Na stałe w Nicei. Ogórki po 8 euro, a właściwie to po 2 – reszta jest haraczem za słońce. Trochę konfabulant i chwalipięta; jak to mężczyźni.
Przesiewam te jego wspomnienia przez grube sito, oglądam z przymrużeniem oka i zastanawiam się.  
Mówi, że niczego nie żałuje. A ja patrzę pod słońce, na te jego piegowate dłonie i myślę, czy aby na pewno wszystko zamyka się krótkim „ c’est la vie, madame.”


Zobacz również

2 komentarze:

  1. To tak z wiekiem przychodzi, ze człowiek akceptuje swoje życie i uczy się szanować wszystkie decyzje, nawet te złe. Zwykle gdyby nie było tych złych decyzji, nie byłoby też dobrych ich skutków.
    Pierwszy raz tu zajrzałam. Gratuluje ślicznego dziecka.

    napisał: ilenka50 2011/03/23 09:04:07

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki:)
    zapraszam częściej i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)