Mama kontra mama

/
1 Komentarzy
Nie ma chyba bardziej podzielonej grupy społecznej niż młode matki. Antagonizm jaki obserwuję w Internecie i życiu jest tak ogromny i nacechowany takimi emocjami, że hormony fruwają w powietrzu, a słowa biją jak kije samobije: na oślep, bez zastanowienia i refleksji.
Fora internetowe kipią.
Karmicielki piersią dzielą się na fanatyczne, średnio zaangażowane, luźno związane z tematem i w stopniu mniej lub bardziej intensywnym zwalczają i nawracają na właściwą drogę zwolenniczki sztucznych mieszanek.
Fanki chust kontra fanki wózków.
Rodzicielstwo bliskości kontra zimny chów.
Ekomamy z pieluchami wielorazowymi i producentki tysiąca ton śmieci w postaci pieluch jednorazowych i chusteczek nawilżanych.
Szczepiące i występujące przeciw szczepieniom.
Przekłuwające uszy niemowlakom i uważające to za barbarzyństwo.
Wracające do pracy po macierzyńskim i orędowniczki przebywania z dzieckiem do trzeciego roku życia.
Można by tak wymieniać w nieskończoność. Tylko po co?
Czy naprawdę nie możemy podejść z dystansem do tych spraw i posiadając swoje zdanie na każdy temat, pozwolić żyć innym ludziom tak jak im podpowiada serce i rozum? Czy naprawdę uważamy się za apostołki jednej jedynej prawdziwej prawdy, która zbawi świat? Czy będąc sobą musimy swoje poglądy ładować innym do głowy łopatą; wylewając przy tym wiadro pomyj?
Moja refleksja po lekturze komentarzy i wypowiedzi na kilku forach i blogach jest taka, że każda okazja  żeby obrazić adwersarza jest dobra i wiele mam zdaje się podnosić sobie samopoczucie przez publiczne, anonimowe obrażanie innych.  
Nie jestem lepszą mamą bo noszę w chuście. To mój wybór, do którego gorąco namawiam, ale nie uważam, że ktoś komu to nie odpowiada jest konserwatywnym psychopatą. Nie lubię fanatyzmu w żadnym temacie nawet jeśli jest mi tak bliski jak karmienie piersią. Nie hoduję ekologicznej natki pietruszki na parapecie i nie miksuję zupek niemowlęcych – ale z uznaniem myślę o tych, które tak robią. Zaśmiecam świat pieluchami,jest mi z tego powodu wstyd, ale póki co nie czuję się gotowa na ekologiczną zmianę.
Więcej luzu kochane mamy. Macierzyństwo samo w sobie jest wystarczająco ciężkie. Nie potrzebny nam dodatkowo balast poczucia winy i razów zadawanych sobie nawzajem. Czy nie prościej byłoby się wspierać i wspomagać, w tej globalnej, internetowej wiosce?
Kochajmy swoje dzieci – a reszta to naprawdę szczegół.


Zobacz również

1 komentarz:



  1. Amen. :)

    napisał: mammasta 2011/03/04 13:12:49

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)