Dyktat ciała

/
1 Komentarzy
Ciało kobiece, jak żaden chyba inny element współczesnej kultury masowej jest przedmiotem analiz, krytyki i źródłem oczekiwań, które trudno udźwignąć.  Wszystkie jesteśmy równane do szeregu -  pokazywane w jaskrawym świetle reflektorów i krytykowane bezlitośnie jeśli nasz prywatny image odbiega od tego, którego oczekuje wszystkowiedzący świat.
Niedawno Polskę odwiedziła Milla Jovovich – modelka i aktorka o hipnotyzującym spojrzeniu. Przy okazji tej wizyty przeprowadzono kilka wywiadów, zrobiono wiele zdjęć i poddano Millę miażdżącej ocenie. Wszystko pod płaszczykiem kanonu mody i  wymogów jakie stawia nawet byłym i nie nastoletnim już modelkom.  Projektant, Dawid Woliński, oceniając zdjęcia Jovovich powiedział najpierw, że jest ona świeżo po ciąży – w związku z powyższym biust kończy się jej w pasie, biodra są za szerokie,  ramiona nie takie jak trzeba. Ton wypowiedzi i niesmak malujący się na twarzy Wolińskiego sugerował, że  wstyd  pokazać się publicznie w podobnym stanie i pani powinna dać sobie spokój z prezentowaniem mody - zaszywając się raczej w domowych pieleszach i nie obrażając estetycznych gustów wielkiego świata.
Podobne oceny i wiwisekcje wcale nie należą do rzadkości. Regularnie na serwisach plotkarskich ukazują się serie zdjęć gwiazd i gwiazdeczek, opatrzone kąśliwymi uwagami, pytaniami i zachętami z rodzaju: „zobaczcie jak utyła po ciąży”,  „oceńcie sami jej figurę”, „ co się stało z jej ponętnym biustem”. 
Kobieta we współczesnej kulturze nie jest już całością. Składa się z nóg, rąk, bioder, piersi, twarzy – a nie daj Boże zmarszczek, fałdek, cellulitu i niewłaściwych proporcji jednej części ciała do drugiej.  Nawet małe dziewczynki oglądają bajki o modelkach -  wzorują swoje wyobrażenie o kobiecie na lalce Barbie, marzą o zachwycie w oczach widowni i powiewie wielkiego świata.  Przekaz jaki otrzymujemy od dziecka brzmi: albo jesteś piękna, albo nie ma Cię wcale. Media mówią nam, że tylko atrakcyjni osiągają sukces, a koncerny budują swoje strategie marketingowe na powszechnym pragnieniu ulepszania swojej fizyczności i pogoni za ideałem. 
Cały świat kręci się wokół kobiecego pępka, mimo że urody nie da się utrzymać na zawsze, a bycie atrakcyjnym nie jest gwarantem szczęścia i spełnionego życia.
Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że my kobiety – mimo że mamy świadomość manipulacji  ze strony świata  - nie jesteśmy w stanie całkowicie wyzbyć się poczucia winy i powrócić do zdrowej, niezbałamuconej komercją relacji z naszym ciałem. W gorszych momentach grzęźniemy w poczuciu winy, łapiemy się diet cud jak kół ratunkowych i oddajemy w ręce chirurga, jakby ten przy okazji liposukcji miał odessać nam również nadbagaż strachów, lęków i niespełnionych nadziei.
Dobre ciało czuje, oddycha, nosi, przytula, karmi, daje miłość, otuchę, wsparcie. Dobre jest to młode działające bez zarzutu – ale i to kilkudziesięcioletnie – zorane zmarszczkami, noszące ślady radości i smutków. Ciało kobiety – ale także mężczyzny -  jest mapą osiągnięć i porażek -  pamiętnikiem wielu lat -  kapsułą, w której doświadczamy wszystkiego – dobrego i złego.
Marzę o pełnym pogodzeniu się z moim ciałem. O dialogu z nim bez półuśmieszków, o braku niepotrzebnej krytyki, o wyłączeniu w głowie skryptów oczekiwań zewnętrznych, o odwadze bycia bardziej sobą i bardziej dla siebie.
Świat zrobił nam psikusa:  poszedł do przodu, a nas zostawił w tyle. Marnujemy czas i potencjał na budowanie muskułów i zgrabnych ud, a nie starcza nam wolnych godzin i lat na to aby naprawdę zająć się sobą.  
Pytanie tylko, czy da się z tym coś jeszcze zrobić??


Zobacz również

1 komentarz:

  1. Bardzo masz fajne przemyślenia. Zabłądziliśmy na szczęście są też głosy rozsądku.
    Pozdrawiam
    Grażyna

    napisał: kraszynka 2011/03/28 08:30:14

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)