Macica z widokiem

/
6 Komentarzy
Jednym z najczęściej słyszanych przeze młodą matkę zdań dotyczących traktowania i wychowania dziecka, jest to ostrzegające przed  zbyt częstym noszeniem dziecka. 
 - „ Zobaczysz, przyzwyczai się i będziesz musiała ją/  jego nosić bez przerwy”
-  „Wejdzie Ci na ręce a potem na głowę”
 -  „Rozpuścisz go/ ją”
 -  „Dziecko jeśli jest najedzone i ma sucho powinno cicho leżeć w łóżeczku, a nie na rękach u matki.”
Tymczasem, jak dowodzą antropologowie i znawcy fizjologii i ewolucji człowieka, noszenie dziecka przez matkę w czasie jego pierwszego roku życia, jest swoistą ceną jaką płacimy za dalsze samodzielne życie i za osiągnięcia jakie zdobyliśmy przechodząc od człekokształtnej małpy do współczesnego, myślącego „homo sapiens”.
Większość zwierząt, w tym ssaków, rodzi się w stanie właściwie „ukończonym”  i po kilku tygodniach, a najdalej miesiącach może już prowadzić właściwie samodzielne życie u boku matki lub zupełnie bez niej.  Człowiek potrzebuje na osiągnięcie takiego stanu rzeczy co najmniej kilku lat.  Czemu tak się dzieje?  Dlaczego ludzkie dzieci rodzą się niezdolne do przeżycia bez wsparcia dorosłych?
Otóż winę za to ponoszą nasza zdolność do chodzenia na dwóch nogach i nasz nadzwyczaj rozwinięty mózg. Kiedy człowiek zaczął poruszać się w pozycji pionowej, kości jego miednicy zmieniły się i rozrosły. To samo stało się z mózgiem, który powiększył się na tyle, że główka dziecka stała się największą i najszerszą częścią ciała.  U większości ssaków, w momencie narodzin, mózg osiąga ok. 80 % swojej pierwotnej wielkości, tymczasem u człowieka, aby możliwy był poród drogą pochwową, mózg nie może  być większy niż ok. 30 % jego finalnej wielkości.
Dlatego chociaż jesteśmy najbardziej rozwiniętym gatunkiem na ziemi, rodzimy się najsłabsi i najbardziej zależni od naszych rodziców. Gdybyśmy przychodzili na świat w takim stopniu rozwoju jak większość zwierząt -  ludzka ciąża musiałaby trwać nie 9 ale co najmniej 19 miesięcy. Poród drogami naturalnymi byłby niemożliwy- dlatego każde ludzkie dziecko, także to urodzone z punktu widzenia medycyny o czasie, jest w życiowym i fizjologicznym sensie „ niedonoszone”. Wychodząc z macicy wewnętrznej, podświadomie liczy na to, że trafi do „macicy z widokiem” czyli w ciepłe i bezpieczne ramiona matki.
Ciężko jest nosić kilkukilogramowe niemowlę na rękach dłużej niż parę minut, dlatego już wieki temu, kobiety zaczęły używać kawałka materiału do tego aby przymocować nim do siebie dziecko. Tak narodziły się chusty, nosidła -  znane dziś w setkach fasonów i rodzajów.
Noszenie dzieci nie czyni z nich rozpuszczonych płaczków; wręcz przeciwnie, daje im poczucie bezpieczeństwa i wpływa dobroczynnie na ich rozwój ogólnospołeczny i fizyczny. Pomaga budować wzajemną bliskość, daje też wielką radość obu stronom -  noszonej i noszącej.  Dzieci wychowywane w deficycie bliskości i kontaktu z drugim człowiekiem trudniej adaptują się do życia, częściej mają także problemy natury emocjonalnej i braki w poczuciu własnej wartości.
Miłość jaką dajemy dziecku w ciągu pierwszych kilku miesięcy życia rośnie później jak góra i wraca do nas zwielokrotniona. Tulenie, głaskanie, całowanie, to niezbędne elementy tej miłości, bez której nie można wychować szczęśliwego człowieka.
Pamiętajmy o tym i nośmy dzieci. Ta początkowa niewola da początek pięknej wolności.

Zachustowana Amelka
O noszeniu dzieci między innymi w : 
„Nosimy nasze dziecko” Claude Didierjean-Jouveau, WYD. Mamania


Zobacz również

6 komentarzy:

  1. Pięknie to napisałaś!!!
    Mój S. (18 mies.) nadal domaga się noszenia, ale to inna bajka. ;-)

    napisał: mammasta 2010/11/17 14:21:01

    OdpowiedzUsuń


  2. Dziekuję:)
    pewnie ciężej niż z moją niespełna 7 kg Amelką, ale chusty i nosidła przewidują obciążenie nawet do 20 kg więc dacie radę:)

    OdpowiedzUsuń


  3. Oj taaak, ja też się nasłuchałam takich tekstów a propos noszenia, jak i spania z maluszkiem - żeby było śmieszniej - od ludzi, którzy jak dla mnie ponieśli porażkę w wychowaniu. Ja tam uwielbiam nosić moją córeczkę, mimo bolących pleców i rąk :)

    napisał: fabrykasnu 2010/11/17 23:05:14

    Super, ze przytoczylas fakty, opisywane przez Claude Didierjean-Jouveau, zbyt malo ludzi je zna, a sa swietnymi argumentami!
    Szczerze polecam te lekture !!!

    napisał: mama_mak 2010/11/18 09:04:14

    OdpowiedzUsuń
  4. Ekstra, tylko że to trochę ściema i populizm. Też noszę (znaczy nosiłam, dopóki dzieć był odpowiedni wielkością) do tego jestem biologiem i conieco o rozwoju ssaków wiem. I zawsze mnie wkurza ten tekst o 19 miesiącach. W porównaniu do czego te 19mies? Ssaki (łożyskowce, czyli pomijam "noszące" kangury bo to zupełnie inna bajka)można podzielić ze względu na sposób gniazdowania na gniazdowniki, zagniazdowniki i ssaki noszone
    1) zagniazdowniki (np. kopytne). Porównując się do nich rzeczywiście może nam wyjść 19 mies, dziecko rodzi się zdolne do wstania i podążania za matką praktycznie od razu, samo dba o kontakt z matką i pozostawanie blisko niej.
    2)gniazdowniki (np.drapieżne). Noworodek rodzi się na wcześniejszym etapie rozwoju niż noworodek ludzki.Rozwój jego zmysłów (wzrok, słuch), możliwości poruszania, poszukiwania matki, termoregulacji, praktycznie większość jakiegokolwiek przystosowywania do życia "na zewnątrz" dzieje sie w gnieździe. młode nie dają znaku ze potrzebują matki, nie wołają że są głodne, zresztą mleko matki starcza drapieżnym na znacznie dłuższy czas, więc matka może wyjść na polowanie i zostawić młode w gnieździe wiedząc że nie zdradzą położenia gniazda np. piszcząc. Młode zaczynają wołać matkę dopiero kiedy są już w miarę samodzielne, czyli jakby cały obowiązek opieki spoczywa na niej.
    3) ssaki noszone - czyli my i inne naczelne - noworodek rodzi się dość niesamodzielny, termoregulację i zmysły ma znacznie lepiej rozwinięte niż gniazdowniki no i ma odruchy chwytne, odruch moro, podkurczanie nóżek do żabki, generalnie odruchy które sprawiają że trzyma się matki. Na ile sie trzyma? ludzkie noworodki nie utrzymają ciężaru swojego ciała... tak samo jak noworodki np. goryli. Oba potrzebują chociażby podtrzymania ręką przez pierwsze miesiące. Małpy człekokształtne po urodzeniu przez pierwsze miesiące noszone są na brzuchu mamy, potem przechodzą na plecy (przy drobnej pomocy rodziców tylko. Właściwie u ludzi jest mniej więcej tak samo ;).
    Dodatkowo, dziecko (jakichkolwiek naczelnych) rodzi się na tyle samodzielne, zeby samemu wołać o pokarm i obecność matki. Kiedy czuje się zagrożone, krzyczy wzywając pomocy.
    Rozwój do dojrzałości płciowej trwa zależnie od gatunku, ale u małp człekokształtnych koło 10 lat, przy czym pierwszą połowę tego czasu młode spędzają przy matce. To chyba całkiem podobnie jak u nas ;)

    Podsumowując ten długi komentarz, rzeczywiście noworodki mamy niesamodzielne, ale znów nie aż tak ekstremalnie, naprawdę nie potrzebujemy dodatkowego 1,5 roku w macicy żeby byś dojrzałym do narodzin. Jedyne co nam potrzebne to zrozumienie dla odruchów i potrzeb noworodka, bo bliskość jest potrzebą łączącą noworodki nie tylko ludzkie, ale również naszych ewolucyjnych krewniaków.

    napisał: agnen 2010/11/18 22:00:21

    OdpowiedzUsuń


  5. O la la , aż takiej wiedzy o świecie zwierzęcym nie posiadam:)dziekuję za wyczerpujące informacje:) te 19 miesiecy ewentualnej ( oczywiście niemożliwej) ciąży to właśnie dla tych, ktorzy uważają, że noworodek ludzki powinien dawać sobie sam radę np . spać w łóżeczku jak najedzony i suchy, a nie zawracać głowę matce;) chodzi przede wszystkim o to co napisałaś na końcu: o zrozumienie potrzeby bliskości, ciepła, wsparcia ze strony rodziców i wyjaśnienie czemu nasze dzieci naprawdę nie mogą żyć bez naszej miłości i naszych ramion.
    Pozdrawiam serdecznie wszystkich wielbicieli noszenia dzieci:)

    OdpowiedzUsuń


  6. I ja nosze bo uwielbiam :) i Tusiek też:))) Pozdrawiam:)

    napisał: ses-ame 2010/11/20 20:55:51

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)