Przemoc rodzi przemoc. Miłość rodzi szczęście

/
7 Komentarzy



Dziwny jest ten świat -  śpiewał tyle lat temu Niemen. Nic z tej dziwności nie ubyło -  wręcz przeciwnie, z biegiem czasu to co wokół, zdaje się nas zadziwiać coraz bardziej. Czy winny temu jest , który ze swej natury lubi komplikować sprawy? Czy  technika? Postęp?  Trudne pytania bez odpowiedzi, związki, które nie zawsze są tak jasne, aby można z nich formułować oczywiste prawdy.


Największe problemy współczesności to oprócz spraw ekologii i eksploatacji środowiska naturalnego; wojny, agresja, przemoc.  Niosą one  kolejna nieszczęścia takie jak bieda, wyalienowanie, poczucie odrzucenia, śmierć i choroby.

Wszyscy pragniemy szczęścia i pokoju. Mamy świadomość tego jak należałoby je budować, a jednak mimo tylu tysiącleci doświadczenia ciągle wracamy do punktu wyjścia. Czy istnieje jakiś nieszczęsny ludzki gen, który odpowiada za nasze poczucie nieadekwatności, agresję, potrzebę zagarniania świata dla siebie wbrew woli innych?

Czy istnieje gen przemocy?

Genu takiego nie znaleziono -  można mówić raczej o zespole cech dziedzicznych, która determinuje pewne zachowania, ale wielu psychologów; w tym Freud, Jung i późniejsi nam współcześni; poszukuje rozwiązania zagadki ludzkiego „niedopasowania” i „nieadekwatności” w dzieciństwie.
Dziecko nie jest niezapisaną kartą: rodzi się z pewnym zakresem cech i zdolności, które rozwijają się lub obumierają w procesie socjalizacji. Agresja jakiej doświadczają dzieci w dzieciństwie pozostaje na całe życie; cokolwiek o tym myślimy, jakkolwiek to pojmujemy; dziecko jest istotą o wrażliwości papierka lakmusowego, którą bardzo łatwo zniszczyć i naruszyć.

„O tym czy dziecko będzie serdecznym, otwartym, ufnym człowiekiem umiejącym współżyć z innymi, czy zimną , destrukcyjną samotną istotą – decydują ci, którzy przyjmują dziecko do świata i uczą , co to jest miłość, albo nawet nie starają się pokazać, czym jest miłość. Człowiek uczy się wszystkiego od tego, kogo kocha,  powiedział Goethe, a więc musi to być prawda. Dziecko, do którego podchodzi się z czułością i które kocha swoich rodziców, od nich uczy się wrażliwego stosunku do otaczającego świata i na całe życie zachowuje taką postawę. I jest to dobre nawet jeśli on czy ona, wbrew oczekiwaniom, przypadkiem nie będą należeć do tych, co decydują o losie świata.  A gdyby on czy ona wbrew oczekiwaniom, przypadkiem było jednym z  tych, co decydują o losie świata, to jeśli podstawą ich stosunku do tego świata jest miłość, a nie przemoc, mamy szczęście. Charaktery przyszłych mężów stanu zostały uformowane, nim skończyli pięć lat, to straszne, ale prawdziwe.”
Powyższe słowa pochodzą z jednego z wielu przemówień, jakie wygłosiła Astrid Lindgren w obronie dzieci.  Czas mija, a my wiecznie wracamy do punktu wyjścia.

Debata o biciu dzieci

W Polsce co jakiś czas przetacza się debata na temat przemocy wobec dzieci i tak jak praktycznie wszyscy potępiają ciężką, fizyczną przemoc, która zagraża zdrowiu lub nawet życiu, tak ponad połowa społeczeństwa to orędownicy wolności rodzicielskiej wyrażanej za pomocą klapsa czy szturchańca; nie wspominając już o przemocy słownej, którą obserwuję przy prawie każdej bytności na ulicy, w sklepie czy innym miejscu gdzie spotyka się rodziców i dzieci.

Niesamowicie poruszyła mnie ostatnio sprawa opisywana prze „GW”, w artykule „Na kolana”. Dotyczyła ona pewnej małej szkoły na Podlasiu, gdzie dyrektorka ukarała całą klasę uczniów piątej klasy…  klęczeniem na korytarzu z rękami do góry.  Dyrektorka została upomniana przez kuratorium o niestosowności takiego zachowania; natomiast nauczycielka, która sprawę ukazała w świetle dziennym została przez panią dyrektor zwolniona z pracy.  Najgorsze w tej historii nie jest wbrew pozorom to, jak zareagował system, który z racji pełnionej funkcji powinien dzieci chronić przed takimi pedagogami, ale komentarze społeczeństwa:

A jakaż to kara? Jak zasłużył to poklęczał. Wielkie co” -  mówi jeden z rodziców.  Inny dopowiada:  „A pani nigdy nie klęczała, nauczyciel nie lał po łapach?  Nie?  A nas kierownik szkoły gumową pałą lał, to dopiero bolało. A na ludzi wyszliśmy.
- Żadnej kary nie ma teraz na dzieciaków -  kwituje na koniec tej dyskusji sołtys (!!!!) -  Ani rodzic teraz nie może palnąć, ani nauczyciel. 


Dlaczego bronimy sprawców przemocy?


Ci wszyscy obrońcy metod pani dyrektor jak widać sami doświadczyli przemocy i tym tłumaczą i uzasadniają jej stosowanie.  Wydaje się ona być idealnym rozwiązaniem; jakby rządy twardej ręki mogły zaradzić na niegrzeczność dzieci, jakby kij mógł utemperować zbyt rozbuchane zachowanie czy ciężki charakterek.
Te metody może i działają w krótkim okresie czasu. Może przynoszą skutek. Zapominamy tylko o jednej rzeczy: przemoc rodzi przemoc. Agresja rodzi agresję, złe uczucia, niewyrażona wściekłość, poczucie „zdeptania” i upokorzenia w dzieciństwie niesiemy potem jako bagaż przez całe życie.

Temat jest obszerny i można by o nim napisać jeszcze milion słów.  Nie zrobię tego jednak, bo wierzę, że przemówi do Was historia, którą przytoczyła cytowana już wyżej Astrid Lindgren. Myślę, że mówi ona wszystko to co trzeba jeszcze powiedzieć.

"A tym, którzy wołają o twardą rękę i krótsze cugle, chciałabym przytoczyć, co pewnego razu opowiedziała mi jedna starsza kobieta. Wtedy gdy wierzono w takie metody, była młodą matką. (…) właściwie w to nie wierzyła, ale raz jej mały synek zrobił coś takiego, że uznała, iż powinna go ukarać rózgą, pierwszy raz w życiu. Nakazała mu wtedy, żeby sam przygotował rózgę. Chłopiec wyszedł i długo nie wracał. W końcu przyszedł zapłakany i powiedział:  „Nie znalazłem żadnej rózgi, ale masz tu kamień, którym możesz we mnie rzucić”. Wtedy mama także się rozpłakała, ponieważ nagle wszystko ujrzała oczami dziecka. Dziecko musiało pomyśleć: „moja mama chce mi zadać ból, a do tego równie dobrze może być kamień”. Objęła go i przez chwilę płakali razem. A potem położyła kamień na półce w kuchni i leżał tam na wieczną pamiątkę tej obietnicy, którą złożyła sama sobie w tamtej chwili: nigdy przemoc!”


Zobacz również

7 komentarzy:

  1. Piękny i przemądry wpis.
    Ostatnia fraza z autorefleksją matki - rózga - poezja!
    Ale wierz mi, gros rodziecli może nie skorzystałoby z kamienia - ale i tak zadaliby ból.
    Żadne z tych karykatur rodzica nie pojmie, iz tym samym - jest to ich porażka, bo nie ich wiedza, a ból ma być narzędziem wychowawczym.
    Być może znasz edycję Alice Miller "Mury milczenia" - rewelacyjnie opisuje tzw czarną pedagogikę.
    Jej żniwa są przekazywane z pokolenia na pokolenie - w dużej mierze nieśiadomie - impregnowani okrucieństwem postaw swych rodziców - powielają w swej doroslości.
    Dziękuję Ci z ten wpis - wazny i pysznie skomponowany. Sposób też jest istotny.
    Pozdrawiam ciepło:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten wpis to taka moja kropelka w morzu wypowiedzi na ten temat.. wierzę, że tą czarną pedagogikę, o której piszesz można, a przede wszystkim trzeba przerwać. Chciałabym wierzyć, że większość ludzi, którzy dopuszczają się przemocy względem swoich dzieci robi to z bezmyślności i nieświadomości: że trzeba im uzmysłowić czym jest ta mityczna rózga i że rani ona nie tylko skórę - bo to jest drugorzędne - ale odbija się na dziecięcej psychice i pozostawia trwałe, niematerialne ślady.
    Smutne, że takie postawy jak te na Podlasiu to raczej nasz chleb powszedni i że tak mało osób ma ochotę i wewnętrzną potrzebę, żeby wychowywać inaczej i uczyć się czym jest prawdziwa - dobra pedagogika miłości. Tym bardziej trzeba o tym mówić, pisać i uczyć.
    Miejmy nadzieję, że się to zmieni - także u nas w Polsce...
    Pozdrawiam również:)

    napisał: 2010/07/28 15:31:50

    OdpowiedzUsuń


  3. Gdy wertuję dyskursy a propos klapsa - zdecydownie dominuje aprobata bicia. Jasne, asekurują się, że tak lekko - ale to infantylizm w czystej postaci - bo w gniewie, furii, jako drenaż własnych doroslych frustracji - nigdy to nie jest lekko.
    Dlatego czarno widzę agonię czarnej pedagokiki - która to nie manifestuje się jedynie w biciu. Siniaki na duszy dłużej się goją, a często inefkują kolejnymi siniakami - własne już dzieci.
    Tym bardziej doceniam Twój głos.
    Wielu myli chora pobłażliwość ze zdrową miłością. I tu tak naprawdę zaczyna się problem.

    napisał: istotarzeczy

    OdpowiedzUsuń
  4. również pomyślałam o Alice Miller nie tylko w kontekście " Murów milczenia"
    przypowieść o rózdze i kamieniu do zapamiętania po wsze czasy

    napisał: zalotnicaniebieska 2010/07/28 08:22:17

    OdpowiedzUsuń
  5. Mądry tekst, ale wg mnie przedstawiający tylko jedną stronę medalu.
    Zgadzam się, że "upokorzenia w dzieciństwie niesiemy jako bagaż przez całe życie".
    Ale co zrobimy z tym bagażem to już zależy tylko od nas samych. Możemy powielić ten przekaz, którym karmiono nas w dzieciństwie i wtedy faktycznie "przemoc rodzi przemoc", ale możemy całkowicie na przekór i dlatego właśnie, że sami doświadczyliśmy "zła" w swoim dzieciństwie - nigdy nie popełnić błędu swoich rodziców, dziadków, opiekunów.
    To już tylko i wyłącznie nasz wybór - w jaki sposób i na co przekujemy doświadczenia która nas spotkały w przeszłości. Wymaga to pracy, autorefleksji i ziły, ale jest mozliwe!
    Jestem głęboko przekonana o tym co piszę i poświadczam to własnymi złymi doświadczeniami z dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście mamy wybór. dobrze jest mieć też świadomość tego wszystkiego. I pisze to również z własnych doświadczeń.

      Usuń
    2. Zgadzam się :) Świadomość jest niezbędna przy jakiejkolwiek próbie zmiany :)

      Usuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)