Burza a optymizm

/
1 Komentarzy
W Warszawie wczoraj przechodziły burze. U mnie nie padało, szare chmury toczyły się po niebie, grzmoty jak pukanie do drzwi ocierały się o framugi okien; światło zmieniało natężenie : raz było złociste, w odcieniu sepii jak ze starej fotografii, raz mroczne i pełne elektrycznych impulsów jak z klasycznego horroru. Przyroda czekała, drzewa szumiały złowieszczo, dopytywały się jedno drugiego o zmierzającą ku nim nawałnicę, tuliły się jak ludzie w oczekiwaniu na nieuniknione.
Burza nie przyszła.
Kiedy zasypiałam słyszałam jeszcze odchodzące w dal pomruki i cichnące echo grzmotów. Chłodne powietrze uspokajało przyrodę i kołysało świat do snu.
W naszym życiu też tak często jest, że wszystko wokół zwiastuje kataklizm, katastrofę: uginamy plecy i opuszczamy głowę chowając się przed najgorszym. Tymczasem mimo naszych sino - brunatnych wyobrażeń to zło, na które całym sobą czekaliśmy nie nadchodzi.
Sztuka optymizmu to umieć wierzyć, że mimo wszelkich oznak zewnętrznych takich jak napierający wiatr, szare ołowiane niebo, dzwoniące w uszach grzmoty i wiszące w powietrzu strugi  deszczu – burza może nas ominąć.
W przyrodzie tak jak w życiu: kataklizm potrafi w ostatniej minucie odwrócić swój bieg, zmienić kierunek, zamiast wielkiej mocy pokazać mała. Nie zawsze nas oszczędzi, ale optymizm to także wiara w to, że nawet po najgorszej burzy, niebo rozjaśnia się błękitem, noc kołysze do snu, a dzień zachęca do nowego życia.


Zobacz również

1 komentarz:

  1. Wczoraj zasypiałam z usmiechem na ustach i dzisiaj ? ... obudziło mnie słońce:)))

    napisał: ses-ame 2010/06/04 22:20:42

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)