Rzecz o gniewie czyli j... tą miseczką

/
3 Komentarzy
Felieton Pauliny Przybysz z ostatniego numeru „Zwierciadła”  zainspirował mnie do napisania na temat, który jakoś dawno za mną chodził. 
Na co dzień jestem miła i grzeczna - czasem bywa aż za bardzo, dlatego nieobcy jest mi GNIEW. Nie złość, nie zniecierpliwienie, nie niezadowolenie czy pospolite wkurzenie. GNIEW. Dużymi literami i z mocnym akcentem na pierwszą sylabę. 
Jakoś tak nas wychowano, że mało osób pozwala sobie na wyrażanie tego często jedynie słusznego i zdrowego uczucia.  Z moich obserwacji wynika, że przeważnie reprezentujemy dwa skrajne podejścia do gniewu: albo nie okazujemy go w ogóle, zbieramy w sobie pokładami: tygodniami, latami; albo gniewamy się bez umiaru, o byle co, z byle powodu.
Kumulowany gniew często po pewnym czasie wybucha jak ETNA i zasypuje pyłem cały otaczający nas mikroświat: niszczy nas od środka, nie pozwala zdrowo radzić sobie z emocjami, bywa że wywołuje choroby ciała i umysłu.
Gniew, który robi z nami co chce, niekontrolowany i nieujarzmiony, także jest zły: bo zniechęca do kontaktów z nami, wywołuje konsternację w otoczeniu, nie pomaga rozwiązywać problemów, daje co najwyżej chwilową ulgę, po której jakże często pojawia się wstyd i zażenowanie, że znów mi się wyrwało to złośliwe wściekłe zwierze co siedzi pod skórą.
Gniew trzeba wyrażać. To truizm – powiecie. Tylko niestety nie wiemy jak to robić, nie umiemy sobie radzić z tym co nas gnębi, nie umiemy mówić: NIE, DOSYĆ, WKURZA MNIE TO, NIE CHCĘ  WIĘCEJ, STOP. Sztuka radzenia sobie z ogarniającą nas złością, to sztuka stawiania granic między sobą, a światem -  złoty środek, który chroni przed tym, żeby nam wszystko i wszyscy nie weszli na głowę.
Czasami trzeba przestać się trzymać, wyrazić nasz gniew, wypłakać, wykrzyczeć, wytupać. Czasami trzeba „jebnąć tą miseczką”, którą trzymamy w dłoniach lub na czubku głowy: symbolicznie albo dosłownie, założyć maskę małego mściciela, pokazać światu swoją wykrzywioną, niegrzeczną i brzydką twarz.
Nie chodzi tu  oczywiście o nawoływanie do agresji i wiecznych awantur. Przesada nie rozwiąże problemu, ale cisza i potulne schylanie główki też nie.
Słowa te wydają się szczególnie ważne dla kobiet: bo my szczególnie nie umiemy gniewu wyrażać. Takie jesteśmy uporządkowane, ciche i miłe, nawet słowo przekleństwa rzadko nam przechodzi przez usta, a przecież to też ekspresja, życie i normalna ludzka sprawa.
Paulina Przybysz swój felieton kończy słowami usłyszanymi od terapeuty: „Nie bądź taka świętojebliwa”. 
Jeśli jesteście za grzeczne, za miłe i za dobre to powieście sobie to zdanie na lustrze. Albo na lodówce, monitorze, drzwiach wyjściowych.  Jak wolicie.
Lepsze stłuczone szkło niż wściekła i obolała dusza.


Zobacz również

3 komentarze:

  1. Wczoraj własnie opieprzyłam faceta którego pies szedł bez kagańca i mnie złapał zębami!! Jakbym miała miseczkę to bym jebnęła pewnie w niego!! :/

    napisał: ses-ame 2010/05/31 21:59:55

    OdpowiedzUsuń
  2. Etna? Ja wybucham jak Krakatau... I oczywiście bardzo mi pptem głupio.

    napisał: renniekarnacja 2010/05/31 22:18:42

    OdpowiedzUsuń
  3. Renniekarnacja, zamienić gniew w wyrzuty sumienia to kiepski interes;)

    napisał: sowa_nie_sowa 2010/06/02 08:17:11

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)