Za własną gwiazdą, ale tylko w markowych butach

/
0 Komentarzy
Zdanie tytułowe, to perełka – wyczytana w wywiadzie Beaty Pawłowicz z Wojciechem Eichelbergerem w ostatnim „Zwierciadle”. W lakoniczny sposób mówi o tym, że chcielibyśmy wszystkiego  - najlepiej w pierwszym gatunku -  chociaż w życiu tak już bywa, że czasem trzeba coś wybrać i coś poświęcić.
Niedługo po starcie w naszym życiowym maratonie, zapominamy o naszej symbolicznej gwieździe. Odkładamy ją, jako miraż dzieciństwa i młodości na lepsze czasy. Zabieramy się do realnego życia i wracamy do niej - jeśli w ogóle - to dopiero po latach; jeszcze bardziej zagubieni niż wyruszaliśmy.
Ideały ideałami myślimy sobie, a przecież żyć trzeba. Idziemy więc na skróty w tych naszych markowych butach, uważnie stawiamy kroki żeby tylko się nie pobrudzić - Boże Broń - nie wdepnąć tu i ówdzie, gdzie niekoniecznie ładnie pachnie i potem trudno podeszwy doczyścić.
Prawdziwa wędrówka; ta o którą większości z nas chodzi – to często wyjście poza strefę komfortu, gdzieś obok -  w niepokój serca, na ścieżki umysłu, bez pytań o wyposażenie, ekwipunek wędrowca, zapasy – często nawet bez widocznego na początku celu.
Warto.


Zobacz również

Brak komentarzy:

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)