Książkowy łańcuszek

/
2 Komentarzy
Książki uwielbiam. Wczoraj wyjmowałam je z pudeł i układałam na półkach. Z radością i czułością - jak prawdziwych przyjaciół. Kiedy byłam dzieckiem, uzależniłam się od bibliotek, korzystałam z kilku kart, pochłaniałam coraz to nowe historie i marzyłam o czasach kiedy stać mnie będzie na własne książki. To piękną miłość i cieszę się , że mnie nie ominęła  - zwłaszcza, że tylko ja w rodzinie, poza moją mamą, regularnie czytam.   

Korzystając z zaproszenia od Sowy publikuję tutaj odpowiedzi na jej książkowe pytania:

Czy zdarza Ci się zakreślać lub podkreślać ważne dla Ciebie fragmenty w książce (oczywiście swojej) czy uważasz to za barbarzyństwo?

Zakreślam. Zaznaczam. Później szukam fragmentów otulonych żmijkami ołówka i śledzę swoje myśli. Zabawne, że myśli ewaluują-  pojawiają się nowe, stare przestają mieć dawne znaczenie, zakreślam więc kolejne fragmenty, aby kiedyś z przyjemnością , zaskoczeniem i detektywistyczną ciekawością do nich powrócić.  Mało jest pozycji ,które czytam z ołówkiem, ale te, które w ten sposób zaznaczam zostają ze mną na stałe. To te najważniejsze i najistotniejsze.

Zdarzyło Ci się czytać taką książkę, że śmiałaś się do łez?

Tak.  Np. „Merde – rok w Paryżu”. Zabawne – chociaż tylko pierwsza część, kolejne nudzą sztampą i oklepanym dowcipem. Niestety, z książkami u mnie tak, że te mniej odciskające się na mojej pamięci (w tym te lekkie i zabawne)  zwyczajnie zapominam. Czasami nie pamiętam fabuły, imion bohaterów, mylę nazwiska autorów.

Czy masz taką książkę(i), którą czytałaś kilka razy i za każdym razem inaczej ją odbierałaś?

Jest kilka książek do których wracam:  a odbiór rzeczywiście zależy od momentu w życiu, od nastroju, emocji, pogody, pory roku itp. Kilka lat temu,  na fali wielkiej popularności czytałam „Samotność w sieci” . Pamiętam, że strasznie wtedy poruszała mnie ta historia, płakałam, przeżywałam ją całą sobą. Kiedy sięgnęłam po tą samą pozycję jakieś dwa lata później, wydała mi się tak niesamowicie pretensjonalna, płytka, sztuczna, że nie byłam w stanie przebrnąć przez pierwsze 50 stron. Widać na odbiór książek wpływa nie tylko ich treść, ale głównie to co w nas.  Czasem mam także syndrom zmęczenia słowem pisanym i unikam jak ognia wszystkich ciężkich pozycji. Czytam tylko to co miłe i łatwe, mój umysł się wtedy odpręża i regeneruje. To samo z kryminałami: kiedyś nie znosiłam. Później przeczytałam całego Krajewskiego i jego opowieści o dawnym Breslau; komisarzu Mocku, oraz wszystkie książki Mankella. Teraz znów odwrót: krew , zbrodnia mnie przerażają, nie mogę ,nie trawię, nie czytam.

Czy zdarza/ zdarzało Ci się w dorosłym życiu wracać do książek z dzieciństwa lub wczesnej młodości? Czy masz takie książki nadal w swojej bibliotece?

Właśnie teraz wracam. Ostatnio czytałam po raz któryś „ W krainie kota” Doroty Terakowskiej, „Mistrza i Małgorzatę” Bułhakowa  ,”Kwietniową czarownicę” - Majgull Axelsson, „Opowieści z Narnii”, bajki Andersena, w tym nieśmiertelną i bardzo mnie poruszającą „ Królową Śniegu”. Lubię takie powroty i cieszę się, że będę miała do nich okazję kiedy moje dziecko przyjdzie na świat.

Wszystkich chętnych do odpowiedzi na te albo inne książkowe pytania zapraszam do komentowania :)


Zobacz również

2 komentarze:

  1. Dziękuję za odpowiedzi:)
    W wielu miejscach miałam wrażenie jakbym to ja sama odpowiadała...
    A "Pollyanna"? Ja do tej pory do niej wracam, szczególnie jak mi źle na świecie... to świetna książka psychologiczna;)

    napisał: sowa_nie_sowa 2010/02/28 19:24:09

    OdpowiedzUsuń
  2. Pollyanny nie czytałam od dzieciństwa:) może i dobry czas, żeby sobie przypomnieć:) pozdrowienia:)

    napisał: 2010/02/28 20:01:37

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)