Jestem tym co jem

/
3 Komentarzy
Frazes. Oczywiście. Ale sprawdza się, wypróbowałam na żywym organizmie.
Jedzenie w dzisiejszych czasach przestało być wyłącznie "paliwem dla organizmu", wiele osób je za mało lub za dużo, wydaje się, że zaburzenia w tej materii są tak powszechne jak sezonowa grypa. Na liście grzechów głównych przeciwko sobie i swojemu ciału znajdziemy więc: zajadanie stresu, jedzenie olbrzymich ilości wieczorem - na koniec dnia, zbyt dużo cukru, soli i tłuszczu.
Jakiś czas temu, w poszukiwaniu kolejnej rozsądnej diety i antidotum na zmęczenie trafiłam na Montignaca. Nie jestem ortodoksyjną wyznawczynią, ale odzwyczaiłam się dzięki niemu od białego cukru, którego nie używam, od białego pieczywa, które jem sporadycznie, od ziemniaków, które zupełnie przestały smakować  itp.
Co to daje?  Spokojniejszy, mniej obciążony umysł, który nie otumania się cukrem.  Lżejsze poranki i spokojniejszy sen. Mniej centymetrów w biodrach. "Lżejszą" pogodę ducha.
Czy tego chcemy czy nie, jesteśmy całością: ciało nie jest oderwane od umysłu, dusza nie mieszka w oddzielnym miejscu, odgrodzona tamą. Bilansowanie energii zdobywanej przez ciało jest ważne dla naszego samopoczucia psychicznego, przyjemność lub poczucie winy związane z jedzeniem wpływa zasadniczo na to jak odczuwamy siebie i świat. Niestety  - adrenalina i kortyzol, nie są smaczne i nie pomagają nam w zdrowym , fajnym życiu.
Co warto więc zrobić? Zrezygnować metoda prób i błędów z jedzenia, które nas usypia, narkotyzuje. Znaleźć czas na spokojny, niezmącony telefonami i migającym ekranem komputera posiłek, jeść jak najmniej przetworzone pokarmy, unikać sztucznych wypełniaczy, uśmiechać się do talerza, który stanie się może dzięki tym staraniom bardziej kolorowy i zdrowszy. Ale najważniejsze: czerpać przyjemność z tego co jemy. Myśleć o sobie dobrze i darować sobie dobre , wartościowe jedzenie.  Nie robić z siebie kosza na odpadki, nie traktować odżywiania jako "napełniania kotła" , jako przykrego obowiązku, który trzeba spełnić, byle szybciej i byle jak. Pozwalać sobie na małe przyjemności, nagradzać się od czasu do czasu, nie chodzić jak św. Aleksy ze średniowiecznych podań, wiecznie z suchą bułką i wodą w kubeczku.
Życie jest przyjemne, jedzenie jest przyjemne, jeśli nie wierzycie, poszukajcie inspiracji na blogach kulinarnych. Ja dziś odkrywałam nowy blog: Kuchnia Agaty - w zakładce ulubione. No i wpadłam. Będę musiała coś ugotować bo zaraz po obiedzie , od tych wszystkich smakowitości zrobiłam się piekielnie głodna.
Smacznego!


Zobacz również

3 komentarze:

  1. Zwłaszcza pierwsza część notki niezwykle prawdziwa!:)

    napisał: amelia913 2010/01/11 21:41:53

    OdpowiedzUsuń
  2. Od dawna też tego pilnuję. Kiedy ostatnio trochę chorowałam, poluzowałam sobie rygory jedzeniowe i od tego czasu mam problemy z żołądkiem. Trzeba będzie znowu zrezygnować z mocno przetworzonej żywności. Żal na nią naszego zdrowia.

    napisał: camparis 2010/01/13 12:25:11

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobrze ujęte! Mam takie samo ogólne podejście do żywienia z tą różnicą, że jestem wegetarianką.

    napisał: anetacuse 2010/01/13 21:33:04

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)