Dom nad rozlewiskiem czyli świat, który zrodził się z tęsknoty

/
0 Komentarzy
Długo zbierałam się zanim wzięłam tą książkę do ręki. Zrobiłam to zaraz przed emisją pierwszego odcinka w TVP. Całe szczęście, bo film jest tak dramatycznie zły, że gdyby kolejność była odwrotna to książki bym z pewnością nie tknęła.  Nie o filmie chciałabym jednak pisać, bo wylano już na niego zasłużone wiadro pomyj. O książce. O tym dlaczego odniosła sukces. I dlaczego – mimo, że nie jest to literatura wysokich lotów – podoba mi się i dobrze  się czyta.
Świat nad rozlewiskiem, mimo że najczęściej się to przemilcza, wcale nie jest sielski i anielski. Jest w nim i śmierć i trudy, jest ludzkie cierpienie, choroba, bieda, pijaństwo , bezrobocie i cała ta otoczka smutku, która często unosi się nad Polska klasy „B”.
Ale oczywiście nie za to Polacy pokochali świat wyczarowany przez Panią Małgosię Kalicińską. Prawdy o naszym świecie mamy na co dzień aż za dużo. Pragniemy czegoś innego. Chcemy, żeby ludzie byli dla siebie serdeczni, żeby rozmawiali ze sobą, pomagali w potrzebie, żeby świat oprócz całej masy złych spraw, był także miejscem, gdzie ludzkie życie może znaleźć swój porządek i ład. Gdzie ludzie mają czas na siedzenie przy stole, jedzenie, dobre słowo i ludzką prostą zwyczajną pracę.
Bohaterowie Kalicińskiej błądzą, mylą się, robią głupie rzeczy, gubią się w meandrach życia ale zawsze wracają do siebie. Nad rozlewisko. Do mamy. Wszyscy chcemy mieć gdzie wracać. Wszyscy tęsknimy za ciepłem, za tradycją, za stałymi punktami w życiorysie. Nawet Ci totalnie wykorzenienie ze wsi, z mentalności prostych ludzi, czują się uwodzeni tym światem. Rozpoznają w nim, jak przez firanki -  zarysy autentyczności i normalności. Okazuje się, że życie większości z nas, pędzących jak mróweczki codziennie do biura, do pracy, walczących o nowe auto, większe mieszkanie, lepsze ciuchy, ratę kredytu, wcale nie jest koniecznością i zwyczajnością. Jest tylko jednym możliwym wyborem, obok którego są także inne drogi, inne ścieżki i inny świat.
"Dom nad rozlewiskiem" i cała „Mazurska saga” trafiła w potrzeby ludzi, którzy oderwani od tego czym i jak żyli ich rodzicie czują się nieszczęśliwi i samotni. Nie znają swoich sąsiadów, nie rozmawiają z nieznajomymi, mało się uśmiechają i wiecznie się śpieszą.
Miałam ostatnio wiele mówiący sen o tym, jak prowadzę duży, ciężki samochód, pędzący z górki i nie jestem w stanie dosięgnąć pedału hamulca. Nie jestem w stanie się zatrzymać. Myślę, że takie lub podobne sny ma dziś wielu ludzi.
Pani Kalicińska napisała książkę o zatrzymaniu się. Pewnie, że z uproszczeniami i ułatwieniami. Żadna literatura, dobra czy zła nie jest w stanie oddać pełni i bogactwa życia. Każdy z nas mógłby o swoim życiu napisać książkę i każda historia byłaby inna.
Ta historia dała ludziom wiele radości, myślę że dla wielu była powrotem do domu dzieciństwa, do tęsknot, do marzeń o prostym, dobrym życiu. I dlatego ją polubiłam.
Polecam na długie jesienne wieczory.


Zobacz również

Brak komentarzy:

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)