Nie mów nikomu, co się dzieje w domu - MITY na temat przemocy

/
7 Komentarzy

Nie mówi nikomu, co się dzieje w domu -  to hasło równie stare i równie szkodliwe jak to o tym, że domowe brudy pierzemy za zamkniętymi drzwiami. Przemoc jest ciągle obecna i jej ofiarami pada licząc bardzo zachowawczo nawet około pół miliona osób* rocznie. W jakie MITY obrosła przemoc i czemu są one szkodliwe, a nawet zabójcze? 

W poświątecznym internecie huczy od informacji o pewnym radnym z Bydgoszczy, który znęcał się nad żoną. Podobno w imię "chrześcijańskich" wartości. Mam nadzieję, że tego człowieka spotka zasłużona kara i społeczny oraz polityczny ostracyzm, na jaki zasługuje, oraz że kiedyś zrozumie ogrom krzywd, których się dopuścił. Nie chcę się jednak na ten temat rozpisywać, bo temat pali mnie żywym ogniem i wiem, jak wielu osób dotyczy. 

O sprawie radnego szybko zapomnimy, a prawda jest taka, że codziennie, w różnych zakątkach Polski ofiarami przemocy stają się setki, jeśli nie tysiące osób. Zastraszone, stłamszone, często samotne w swoim cierpieniu, nie przebiją się do mediów, ani nawet nie zrobią mega newsa na FB. Kogo interesuje cierpienie pani Krysi, którą mąż bije od 20 lat na podwarszawskim osiedlu, a potem prowadzi za rękę na proszoną kolację? Albo złamany bark pani Ani, która kiedy partner wraca pijany rygluje się z dziećmi na strychu, bo już tyle razy słyszała, że ją zabije, że przestało to na niej robić wrażenie, a nie ma gdzie pójść? 

Takich bezimiennych, samotnych ofiar są tysiące. A my, zamiast pomagać, często zasłaniamy się poprawnością polityczną, umywamy ręce, albo opowiadamy kolejne bzdury na temat przemocy. 

Właśnie tym bzdurom i mitom chcę poświęcić ten test. Może kiedy się z nimi rozprawimy, łatwiej nam będzie reagować i przerywać zaklęty krąg przemocy? 


1. Przemoc to sprawa patologii

Przemoc jest zjawiskiem patologicznym, ale absolutnie nie jest prawdą, że zdarza się tylko w środowiskach, które uznajemy za takie. Jak czytamy w informacjach na stronie Niebieskiej Linii "ludzie doznają przemocy, niezależnie od statusu społecznego, wykształcenia, posiadanych pieniędzy, majątku." Pokazuje to zresztą dobitnie powyższa historia. 

To ważne abyśmy to sobie uświadomili i wspierali ofiary przemocy, bez względu na to, z jakiego środowiska się wywodzą. 


2. Bite kobiety same są sobie winne

Taki komentarz przeczytałam pod jednym z tekstów w powyższej sprawie. Komentujący dodał jeszcze, żeby nie pisać głupot o syndromie ofiary, bo on pojawia się według niego po wielu pobiciach, a nie po jednym, a kobieta, która doświadczyła przemocy powinna odejść już przy pierwszej okazji. 

Och, gdyby rzeczywistość była równie prosta jak komentowanie w internecie! 

Tak, moim zdaniem i będę to powtarzać zawsze, tego nauczę swoją córkę i opowiem o tym wszystkim jej koleżankom, jeśli tego będą chciały słuchać, mężczyzna, partner, czy ktokolwiek kto podnosi rękę na drugą osobę ( bo działa to w dwie strony, kobiety też biją), jest zdyskwalifikowany i to już w pierwszej rundzie. Choćby przynosił kwiaty, czekoladki, diamenty i leżał plackiem w pokucie, jeśli bije, to z dużym prawdopodobieństwem bić będzie. 

ALE! Żyjemy w środowisku, które nie zawsze wspiera taką postawę, a nasza tolerancja dla przemocy jest ogromna. Czy waszym zdaniem popchnięcie to już przemoc? A szturchanie, a nazwanie głupią krową? Zapewniam Was, że rzadko zaczyna się od połamanych żeber, czy siniaków na twarzy. 

Nikt nie jest sam sobie winien, nawet jeśli pozostaje w przemocowym związku przez wiele lat. Winny jest zawsze sprawca, a nie ofiara. 



3. Sprawcy przemocy są bezkarni, nie ma ucieczki

To kolejny, niebezpieczny mit, który utwierdza wielu sprawców w przekonaniu, że nawet jakby, to nic mi nie grozi, z żony (męża), zrobi się wariatkę/wariata - wynajmie dobrego prawnika, albo nastraszy delikwentkę i będzie ok. 

W 2015 roku spośród prawie 12 tysięcy osób skazanych za przemoc domową, wobec 77 proc. z nich (9 217 osób) kary więzienia zostały warunkowo zawieszone, 14 proc. (1 656 osób) usłyszało wyroki bezwzględnego pozbawienia wolności, wobec 7 proc. wymierzono kary ograniczenia wolności, zaś wobec 2 proc. kary grzywny. 

Za znęcanie grozi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia, ale sądy rzadko sięgają po wyższy wymiar kary. 

To prawda, że mamy w temacie karania i udowadniania przemocy wiele do zrobienia, ale to nie znaczy, że sądy i policja nic nie robią i że nie warto dochodzić swoich praw w ten sposób. 



Przemoc nie ma nic wspólnego z miłością.
Galeria Plakatu AMS : Przemoc. Twoja sprawa. / Violence. It's your business.
Adam Chwesiuk



4. Przemoc to tylko bicie. Jeśli nic nie widać, nie ma przemocy.

Przemoc to nie tylko bicie, ale także przemoc psychiczna, ekonomiczna, która nie pozostawia śladów. Strach bywa gorszy niż połamane kości i pozostawia blizny na wiele, wiele lat. 

Przemoc ekonomiczna obezwładnia. Jeśli nie masz pieniędzy na PKS do większej miejscowości, to jak możesz marzyć o spokojnym życiu i o odejściu od oprawcy? Za co utrzymać dzieci? Siebie? Gdzie znaleźć pracę, jeśli pod opieką jest np. trójka maluchów? 


5. Kościół katolicki aprobuje przemoc

Nad tym punktem myślałam najdłużej i chociaż mam wiele do zarzucenia kościołowi katolickiemu w tej sprawie (między innymi blokowanie konwencji anty przemocowej)  -  to uczciwie jest stwierdzić, że bicie, łamanie komuś kości, lżenie, czy grożenie śmiercią NIJAK nie da się pogodzić z dekalogiem. 

Jeśli ktoś Wam mówi -  w kościele, czy poza nim -  że to nic takiego, i że dla dobra rodziny TRZEBA to wytrzymać i ratować małżeństwo, wyślijcie go proszę do stu diabłów, albo do mnie - sama to zrobię. 


6. Przemoc to sprawa prywatna, nic nam do tego

Gdybyśmy nie myśleli w ten sposób, uniknęlibyśmy jako społeczeństwo wielu tragedii. Nie można milczeć w sprawie przemocy!! 

Jeśli nie masz cywilnej odwagi, aby sprzeciwić się sprawcy przemocy, albo zapytać o nią ofiarę, możesz zawsze zgłosić ten fakt anonimowo na policji. 

Warto widzieć i słyszeć, bo kiedyś sami możemy potrzebować pomocy. Brak społecznej solidarności z ofiarami, to jedna z przyczyn, dla których o przemocy musimy mówić od tylu lat i przykładanie ręki do ciemiężenia innej osoby. Nie pozwalajmy na to! 


Rozprawiajmy się z mitami na temat przemocy, mówmy jej STOP -  niech to się wreszcie skończy! 


* o statystykach więcej TU





Zobacz również

7 komentarzy:

  1. Jeszcze w sprawie przemocy domowej, mocno irytuje mnie pomijanie ofiar- mężczyzn. Kobieta może jest słabsza fizycznie, ale nie które potrafią być niezłymi.. sztukami (zeby gorzej ich nie nazwać). Ta kwestia jest pomijania, a jest bardzo ważna :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weronika, jeśli uważnie przeczutalas to wiesz, że nie pominąłem tego aspektu. Co nie zmienia faktu, że to głównie mężczyzni są sprawcami.

      Usuń
  2. Akurat 3 to prawda. Jestem ofiarą przemocy matki i jako ON nie mam żadnego ratunku i żadnej pomocy. Matka jest bezkarna, NK nie zdziałała nic, a jeszcze mnie babki, które ją monitorują, usiłują zmusić, żebym ją zamknęła, bo dały się nabrać matce, zamiast mnie wspierać. I policja też nic nie robi. Bo żądają "dowodów", tylko że one są bez sensu, bo nic nie dadzą. Policja chce mnie do sądu zaciągnąć, zamiast odseparować oprawcę. Czyli to znowu ja mam mieć dodatkowy kłopot, mimo że nawet nie wychodzę z domu samodzielnie i nie mogę się denerwować, bo to zagrożenie życia. NK NIE DAJE NIC, nie dajcie się nabrać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Proszę to przemyśleć. Policja wie co robi. Nie można zrobić wielu rzeczy bez wyroku sądu. To jest kłopotliwe, to prawda, ale konieczne. Przemoc to dopiero zagrożenie, w porównaniu z wizytą w sądzie znacznie groźniejsze.😑

    OdpowiedzUsuń
  4. Wydaje mi się że w naszym społeczeństwie powszechnie nie uznaje się, że istnieje coś takiego jak przemoc psychiczna czy ekonomiczna. Zauważa się tylko mimochodem, że są "problemy małżeńskie" tj. przemoc fizyczna. Jak ktoś ma problemy psycho-społeczne wynikające z dwóch pierwszych to mówi się, że dorosły jest nieudolny, niezaradny życiowo, nienormalny lub coś w tym stylu. O dzieciach stwierdza się, że są niedorozwinięte, nienormalne, niezdolne, głupie, leniwe, krnąbrne. Oczywiście nie potrzebują żadnej pomocy, same sobie są winne. Nie będę rozpisywać się o miejscach gdzie występuje przemoc, ponieważ są one są tak powszechne jak miejsca bytowania i sytuacje społeczne ludzi. Chciałabym tylko przypomnieć, ze wymienione rodzaje przemocy, oprócz ekonomicznej, stosowane są także wobec zwierząt, a przecież one także bardzo źle ja odbierają i przez to cierpią, a wielu ludzi nie bierze ich pod tym względem pod uwagę.
    Nie zgadzam się z tym, że po stronie sprawcy zawsze leży całość winy. Czasami jest tak, że ktoś nie chce używać przemocy wobec innych, ale ma z tym problemy, bo ma jakieś zaburzenia od stresu, depresji lub czegoś innego (a takie coś nie bierze się przecież z niczego), ale rodzina ma cie w dupie, bo to przecież twoja wina, nie masz przyjaciół aby z nimi pogadać o swoich problemach, bo nikogo one nie obchodzą, a na psychoterapię, aby coś zmienić, trzeba mieć przecież dużo kasy, bo przecież w NFZ lub za darmo nikt ci jej nie zrobi. Zostanie ci tylko pigułka szczęścia, która i tak nie rozwiąże twoich problemów z presja otoczenia, z praca, z życiem i też za coś trzeba ja sobie kupić. Tabletka nie zmieni twojego myślenia, nie wysłucha cie i ci nie doradzi. Czasami staje się tak, że ofiara staje się sprawcą. Nie uznaje się tego, że czasami ktoś ma tak ciężko, że przestaje być sobą. Często jest tak, że cierpiał przez lata, aż w końcu coś przepełniło czarę i nie wytrzymał. A potem tego żałuje. Myśli ze jest kimś strasznie złym, nie bierze pod uwagę tego, że są takie sytuacje, są takie skrajności, że po prostu przestajesz być sobą. I tak naprawdę to tutaj nikogo nie obchodzi. W Polsce najczęściej w takich wypadkach mówi się, że jesteś albo zwyrodnialcem albo wariatem. Nie ma empatii. Z drugiej strony są ludzie, którzy maja siebie za bóg wie co, nigdy nie maja poczucia winny i zawsze obwiniają innych o to co sami robią. Oni nigdy nie maja wyrzutów sumienia, bo to ktoś był winny, nie oni. To ktoś miał problem, nie oni. Nie trzeba nic zmieniać bo im jest dobrze. W pierwszym wypadku jest najbardziej winne coś co doprowadziło kogoś do skrajności, a w drugim ludzie którzy nie liczą się z innymi, są zapatrzeni w siebie, maja chore ambicje, nie mają empatii ani współczucia dla innych. Nie maja litości. Trzeba odróżniać takich ludzi. Pierwsi potrzebują pomocy, zrozumienia, a ci drudzy ograniczenia ich działań i bardzo często nadzoru. Nie wszystko jest czarno-białe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie potrafimy sobie poradzić z własną agresją, trzeba szukać pomocy - to jest nasza odpowiedzialność. Niestety, żaden sąd nie uniewinni cię dlatego, że nie bardzo ci się w życiu ułożyło i frustrację wyładowujesz pięścią.
      Oczywiście każdy kat jest także ofiarą - ktoś go kiedyś skrzywdził, ale przecież to nie zdejmuje z niego odpowiedzialności.
      Trzeba szukać pomocy. Od lat walczę z mitem, że prawdziwa psychologiczna pomoc to tylko za pieniądze. Oczywiście odpłatnie wybór jest większy, być może lepszy, ale to nie tak, że za darmo nie da się NIC uzyskać. Osobiście znam terapeutów, którzy pracują i prywatnie i na NFZ. Czy w państwowej przychodni pracują gorzej? Sama kiedyś, dawno temu, korzystałam z takiej pomocy i bardzo dobrze wspominam panią, z którą pracowałam. Trzeba szukać, nie poddawać się i mieć wolę zmiany.
      Są różne formy pomocy i trzeba z nich korzystać.
      Ludzie są różni: dlatego trzeba się raczej skupiać na tym na co mamy wpływ: na sobie. Nie masz wpływu na to jak zareaguje ktoś inny, ale masz na to, jak zareagujesz ty.
      Agresja nie jest wrodzona, ale nabyta - można się więc jej oduczyć.

      Usuń
  5. Nie chodziło mi o bicie zony, dziecka czy kogoś czy znęcanie się nad nimi w inny sposób. Takie sfrustrowane bydlaki zamknęłabym do kamieniołomu, aby mogły by tam swoja frustrację wyładowywać. I moim zdaniem nie ma dla takich żadnych tłumaczeń, że to lub tamto. To by było odpowiednie miejsce. Tacy na pewno maja spaczona psychikę przez to lub tamto, ale zawsze maja wybór. Jak ktoś jest świadomy to zawsze jest winny. Tylko często ludzie są durni i za dużo takim pozwalają, bo maja znieczulicę. Chodziło mi o to, że np. ktoś ma depresję, zaburzenia emocjonalne i lękowe z tego powodu i agresja jest po prostu częścią choroby. Bardzo bliska mi osoba tak ma. Stara się ona leczyć, ale leczenie nie przynosi dotąd pozytywnych efektów, a jej rodzice ciągle maja pretensje o to, że ma za słabe oceny, nie pomaga w domu, że nie chce iść na studia, które sobie dla niej wybrali. Kiedyś jej matka powiedziała jej, ze jej ojciec jest alkoholikiem bo są z nią problemy i że ona rozbija ich rodzinę. Dochodzi wtedy do awantur w których ona nie panuje nad sobą, używa takich słów, których w żadnym innym wypadku by nie powiedziała, trzaska drzwiami, niszczy przedmioty. Potem znowu jest obwinianie i tak w kółko. Od rodziców nie może się wyprowadzić, bo nie ma skończonych 18 lat. Jej rodzice sami powinni iść na leczenie, ale oni uważają, że z nimi jest wszystko w porządku i nie maja sobie nic do zarzucenia. Najgorzej, że wszyscy inni tez tak myślą, bo w tym przypadku panuje zasada, żeby nikt z zewnątrz nie dowiedział się co się dzieje w domu. Wszystko się starannie ukrywa i tuszuje. Moja przyjaciółka zanim zachorowała była całkiem inną osobą i o własnie takich ludzi mi chodzi. Takich ludzi często ktoś kto stoi z boku wsadza do jednego worka z takimi jak opisałaś w poście. A przecież to może być całkiem co innego.
    Do leczenia z NFZ nie mam nic. Jest równie dobre jak inne. Ale jest faktem, że nie zawsze lekarz od początku dobrze postawi diagnozę, lub przepisze odpowiednie leczenie. Psychoterapeuci tez są bardzo różni.
    Sama chodziłam na bezpłatne konsultacje organizowane przez uczelnie jako praktyki dla studentów w sprawie poprawy pewności siebie i naprawdę atmosfera była bardzo miła i bardzo mi pomogły, ale byłam tez z inną sprawa u kogoś innego i nikomu tej osoby bym nie poleciła.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)