Dlaczego kobiety boja się być same i co z tego wynika?

/
12 Komentarzy


Wczoraj, po walentynkowych miłosnych wyznaniach, świętowaliśmy podobno Dzień Singla. I chociaż świat się zmienił, to w pewnym wieku bycie bez pary jest trochę jak wstydliwa choroba, do której nie wypada się przyznać. Dlaczego kobiety boją się być same i trochę w popłochu (mniej lub bardziej uświadomionym) rozglądają za partnerem? Czy ma to jakieś konsekwencje? Ano ma. Często poważne. 

Wokół mnie epidemia rozstań. Gdyby się temu przyjrzeć z daleka można stwierdzić, że to jakiś zakaźny wirus, albo inna zaraza: coraz to nowi padają pokotem. 

Powodów tego stanu jest wiele i nie czas teraz to analizować, ale znam też kilka takich par, składanych na szybko, po wcześniejszym rozstaniu, które spotkały się i zeszły ze sobą, właściwie nie wiadomo czemu. Jedna z kobiet mówi wprost, że czuła absolutny przymus bycia z kimś już na stałe, bo przecież skończyła wtedy już (!!!!) 27 lat. Żyję już na tym świecie trochę i wiem, że nie jest jedyna. 

Kobiety boją się samotności bardziej niż mężczyźni i jest kilka powodów tego stanu. 

BIOLOGIA

Jak świat światem, bycie w parze było nie tylko pragnieniem, ale swoistą koniecznością. Kto się tam pytał naszych pra, pra babek czy chcą za mąż? To było oczywiste jak to, że słońce wschodzi rano, a zachodzi wieczorem. Ewentualnie mogły do klasztoru. Jeśli dziewczyna kończyła 20-25 lat i nie znajdowała kandydata na męża była dla rodziny wstydliwym balastem, bo to znaczyło tyle, że nikt jej nie chciał. 

W życiu plemiennym bycie z mężczyzną było gwarancją życia i przeżycia. Co prawda można się z tego śmiać i mówić, że nikt o tych zależnościach już nie pamięta, ale to nieprawda. Dobrze też sobie przypomnieć, że prawo do głosowania wywalczyłyśmy sobie ledwo niecałe 100 lat temu (zależy  jeszcze gdzie.. ) i że są ciągle miejsca na mapie świata gdzie kobieta nie może mieć własnego konta, czy bez zgody męża prowadzić samochodu. 

To wszystko zapisuje się w naszej biologii i chociaż wydaje nam się, że jesteśmy takie niezależne i wyemancypowane, że już nas to nie dotyczy, to ciągle wpływa na nasze losy. 


STEREOTYPY

Tak, one też są wiecznie żywe i nie mówię wcale o zapyziałej prowincji, gdzieś 30 km za miastem wojewódzkim gdzie nie dojeżdża PKS, ale także o wyzwolonej Warszawce, Wrocławiu, czy Krakowie. 

Ciągle kobieta bez pary jest kimś "podejrzanym". Może nie tak jak 50 czy 200 lat temu, bo przecież możemy mieszkać, podróżować i żyć w pojedynkę, ale ciągle wzbudza to emocje - i to nie tylko starszych ciotek. 

Jest sama, bo pewnie nikt jej nie chciał. 
Jest sama, a to znaczy, że ma jakiś feler. 
Coś z nią musi być nie tak. 
Pewnie niezła z niej zołza. 
Może ma jakiś problem z seksualnością, pewnie taka z niej cnotka

Słyszeliście kiedyś podobne zdania o mężczyźnie? Ja nie słyszałam. Tymczasem w wypowiedziach na temat kobiet powtarzają się one nagminnie. 

Nawet jeśli nie przyznamy się do tego świadomie, to gdzieś w środku mamy takie obawy. 

Nawet moja bardzo odważna i świadoma koleżanka, która deklarowała publicznie, że jest w tym momencie życia sama bo tak wybiera, spotykała się z ironizowaniem, półuśmieszkami i niewybrednymi komentarzami - i chociaż nie brała tego do siebie, przyznawała, że gdy ma gorszy dzień, albo słabszą dyspozycję to po prostu boli. 


Czas kiedy jesteśmy same, może być bardzo ważną, niezbędną do rozwoju lekcją.
Wiele się można z niej nauczyć i to przyda się potem, w związku. 

Jakie konsekwencje ma strach przed byciem samą? 

Główną i najbardziej oczywistą jest wchodzenie w dość przypadkowe, niezbyt przemyślane związki. Oczywiście to nie znaczy, że wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć i że ktoś nam da gwarancję, że zawsze będziemy wybierać dobrze i z głową. W uczuciach nie wszystko jest logiczne, przewidywalne i do zaplanowania. Nie ma takiej opcji. 

Problem w tym, że związki które zawiązują się na swoistym głodzie (często po obu stronach), tracą rację bytu gdy troszkę się w sobie pozbieramy, zobaczymy sprawy z oddalenia czy po prostu dojrzejemy. Nagle może się okazać, że nic nas tak naprawdę ze sobą nie złączyło poza strachem przed samotnością, a to trochę za mało, żeby spędzić ze sobą całe życie. 

W związek łatwiej jest nie wejść, niż z niego wyjść. To jest uniwersalna zasada i dotyczy wszystkich. 

Ze strachu robimy głupie rzeczy. Jeśli go nie przepracujemy, zatrzymujemy się w tym miejscu i zamiast się rozwijać, wiecznie powtarzamy te same błędy. 

Ten strach pcha nas też często w ramiona podobnych do siebie osób i konfrontuje z tym samym problemem, co najwyżej o innej twarzy. 

Jeśli nic z nim nie zrobimy to można tak wpadać z kłopotu w kłopot do końca życia. 


Jak się nie bać bycia singielką? 

Strach przed byciem samą, to też strach przed odejściem ze związku, który nam nie służy, albo po prostu jest jałowy. Wcale nie tak łatwo jest go oswoić, bo chociaż nawet mamy zawód, pracę, własne konto i wspierających przyjaciół, to w tych najważniejszych życiowych decyzjach często pozostajemy same. 

Często też się zdarza, że kobieta która odchodzi od mężczyzny jest skazana na społeczny ostracyzm. Wszyscy się od niej odwracają. 

Jeśli wiesz, że powinnaś odejść, ale tego nie robisz, idzie to trudno - poszukaj terapeuty, pogadaj z kimś o tym. Często wystarczy strachy wypowiedzieć, wyciągnąć na światło dzienne i wtedy dokładnie widać, że to są takie "strachy na lachy". Okropne tylko wtedy gdy się je trzyma w zamknięciu i nie pozwala promieniom słońce ich prześwietlić. 

Miłość jest cudownym elementem życia, ale to nieprawda, że rodzimy się tylko po to aby być w parze. Potrzebujemy też siebie poznać, zrozumieć i doświadczyć. Często w pojedynkę jest to łatwiejsze i są takie okresy życia, kiedy nam to po prostu służy i przydaje się bardzo potem, gdy wchodzimy w dojrzałe związki. 

W końcu, jeśli nie kochamy siebie, tak po prostu, jak ktoś inny ma nas pokochać? 

Odwagi dziewczyny! Singielki też mają tę moc! 


*****

11-12 marca w Katowicach będziemy razem z Wami szukać kobiecej mocy podczas warsztatu WOMEN POWER! Przedsprzedaż trwa tylko do najbliższego poniedziałku -  wszystkie szczegóły znajdziecie TUTAJ

Zapraszam w imieniu swoim i całej ekipy :) 


Women POWER KATOWICE







Zobacz również

12 komentarzy:

  1. Ileż w tym prawdy... Rozwiodłam się w zeszłym roku i czuję na własnej skórze jacy ludzie potrafią być bezduszni i bezrefleksyjni. Spora część koleżanek odsunęła się. Powód? Bo może będę chciała zapolować na ich mężów. Z kolegami jest inaczej, ci znowu uważają, że jeśli się rozwiodłam to znaczy, że teraz sobie coś odbiję i będę szła do łóżka ze wszystkimi. Zostało mi niewielkie grono znajomych, głównie samotne mamy w średnim wieku. Nikomu nawet do głowy nie chce przyjść, że my naprawdę jesteśmy szczęśliwe, bez powodu rozwodu przecież nie było. Dopiero zaczynamy żyć pełną piersią i naprawdę nie czujemy, że nam czegoś brakuje. A gdy poczujemy to nasz wybór będzie rozważny, bo wystarczająco poznamy siebie żeby wiedzieć co jest dla nas ważne w tym momencie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz, bardzo to dojrzałe i fajne co piszesz :) Wszystkiego dobrego!

      Usuń
    2. 'Ze strachu, ze bede chciala zapolowac na ich mezow...' - az wierzyc sie nie chce! Z podobnych historii - moi rodzice czesto chodza na imprezy absolwentow swojej uczelni - mama nie lubi ani nie umie tanczyc, za to tata jest troche wstydliwy, ale tanczy swietnie, totez zawsze ustawiaja sie do niego kolejki partnerek :D Mamy to w ogole nie rusza - tata lubi tanczyc, moze powywijac rock'n'rolla - super, mama idzie pogadac z reszta znajomych. Ale niemal zawsze trafia sie jakas 'troskliwa' baba z tekstem 'ojej, a to ty tak puszczasz Pawla, zeby tranczyl z innymi dziewczynami?? Ty sie nie boisz? ja bym swojemu nie pozwolila!'. Ehhh...

      Usuń
    3. To też stawia mężczyzn w takiej bezwolnej roli istot, które można sobie wziąć. Prawda? łatwiej widać przychodzi nam oskarzyc inna kobietę o to, że uwiodla niż stwierdzić sprawstwo również po stronie faceta.. A przecież do tanga trzeba dwojga...

      Usuń
  2. Oj, jakże się zgadzam z przedmówczynią!!! Dodałabym jeszcze, że mężczyźni boją się, że będziemy buntować ich żony do większego wyzwolenia, a oni tylko na tym stracą. Bycie samej pozwala na skupienie się na sobie, czasem na dziecku, na bycie tu i teraz, ale oczywiście bywają momenty, kiedy chciałoby się z kimś podzielić wątpliwości, ból, stres, ale także i radość zwykłych i niezwykłych chwil. Po nieudanym związku jednak trudno ponownie zaufać... No i kolejka mądrych i opiekuńczych partnerów wcale nie stoi pod drzwiami ;)
    pozdrawiam
    olga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olgo,
      co nie znaczy, że się nie uda kiedyś :) Wszystkiego dobrego!

      Usuń
  3. Małgosiu

    Bardzo ważny i dobry tekst!

    Z mojego doświadczenia wynika, że to zależy po pierwsze od wieku. Około 30-stki panika się nasila, bo zegar tyka, bo koleżanki już mężate i dzieciate, bo rodzina pyta itd itp. Jak się ma te 20-24 lata to jakoś się aż tak nie panikuje, tylko korzysta z życia, chodzi na imprezy i wierzy, że kogoś się przecież spotka.

    Po drugie zależy jak się zakończyło poprzedni związek. Po bolesnym rozwodzie np. z powodu czyjejś zdrady tak bardzo potrzebuje się czyjekogolwiek zainteresowania, uwagi, komplementów, że się jest zdesperowanym. Gdy rozstanie nastąpiło z szacunkiem i w przyjaźni to i desperacja chyba jest mniejsza (zakładam, u mnie była ta niestety ta pierwsza wersja i wtedy zdecydowałam się na rzeczy, które zamiast mi pomóc, jeszcze bardziej mnie poraniły).

    Temat bardzo ważny i wciąż (niestety) na czasie!

    Pozdrawiam! Zuzanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuzanno,
      tak, te okresy zwiększonej paniki chyba faktycznie też mamy wspólne i jeszcze to społecznie napędza porównywanie się z innymi.
      Rozstania to chyba temat na jeszcze inny, osobny post.
      Tu też nam wszystkim trzeba edukacji, bo często to się rozgrywa bardzo źle, ze szkodą dla wszystkich.
      Pozdrowienia!

      Usuń
  4. Mam mocną 30 - stkę na karku, ale im jestem starsza tym pewniejsza siebie i tego czego chcę ale i oczekuję od innych. Dlatego wchodzenie w związek, bo zegar tyka, bo tak smutno być samej, czy wieczory wydają się zimne i bleee - są dla mnie wymówkami kobiet, które wciąż czekają na "księcia z bajki". Niestety, ale wydaje mi się, że to wina poniekąd wychowania w stereotypach. Mieszkałam też kilka lat za granicą. Relacje damsko-męskie są znacznie inne.Faceci nie boją się zagadać a kobiety poflirtować w obawie przed osądzaniem. Świat się zmienia, ewoluuje, ludzie także. Kobiety stają się bardziej niezależne i otwarte na inne aspekty życia. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Jeśli w obecnej sytuacji czujemy się dobrze, to dlaczego mamy coś zmieniać, w obawie przed czym?Osądem innych? To nie oni przecież żyją naszym życiem ale my same, więc nie warto tracić tak cennego czasu na wchodzeniu w rolę społeczną narzuconą przez ludzi ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pati,
      tak, na pewno dużo w tych spostrzeżeniach racji. Też czuję, że u nas jeszcze większy niż np. w Europie Zachodniej ostracyzm z powodu samotności. Być może także dzieje się tak z powodów ekonomicznych, kobietom jest trudniej w pojedynkę :(
      Jedno jest pewne: tak jak napisałaś na końcu, nikt za nas życia nie przeżyje, więc trzeba świadomie wybierać i nie patrzeć zbyt często na to "co ludzie powiedzą" :)

      Usuń
  5. Ja mam po rozstaniach i byciu w pojedynkę takie wnioski, że jeśli nam się w tym czasie przesortują znajomości na prawdziwe i "z zasiedzenia", to tym lepiej dla wszystkich. Nie róbmy sobie sztucznego tłoku. A te osoby, które są otwarte na innych i akceptują, dadzą nam pełniejszą i spokojniejszą relację niż naście innych osób w których słowach będziemy znajdowały porównania, negacje i inne.
    Choć przyznam, nie jestem święta. Jestem sama od jakiegoś czasu, bo tak postanowiłam, i mimo, że doskonale wiem dlaczego i jak bardzo to dla mnie ważne żeby się najpierw poukładać z samą sobą, to czasem łapię się na tej panice.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. jak byłam singielką to się nie bałam nią być ;d

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)