Cele? Tak, ale nie za wszelką cenę!

/
2 Komentarzy


Niby wszyscy wiedzą, że do celu dobrze iść, ale nie po trupach. Co z tego, skoro bardzo często idziemy tam jeśli nie po innych, to po sobie. Czy cel, za wszelką cenę ma sens? Czy ta kultura celów nie zrobiła nam przypadkiem małego "kuku"? 

No dobrze, kto się odchudza, kto ćwiczy, kto w kalendarz na ten rok wpisał cele apetyczne jak świeży pączek z marmoladą, albo inny frykas? Ręka do góry! Las rąk widzę! I dobrze! 

Cele są dobre, nie mam zamiaru wmawiać Wam, że jest inaczej, bo życie bez żadnych celów, bez ambicji, bez planów, jest trochę jak dryfowania po morzu - nigdy nie wiadomo gdzie nas prąd poniesie. 

Cele mają jednak również w sobie pewien pierwiastek niebezpieczeństwa i zamiast do cichej przystani zadowolenia i satysfakcji mogą nas zaprowadzić na manowce. Jak? 

Tych dróg jest co najmniej kilka. 


Cel ponad wszystko!

Idea jest jak latarnia morska  - przeczytałam gdzieś w Internecie - trzeba do niej dążyć, ale tylko idiota rozbija o nią statek. Z celami jest podobnie. 

Jeśli zaczynają uświęcać wszystkie środki, jeśli cel staje się świętym Graalem, czymś z czym się w ogóle nie dyskutuje, czego się w żadnym razie nie kwestionuje, ani nie poddaje w wątpliwość kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią: SPÓJRZ!!, a my nie patrzymy, tylko dalej, byle do przodu, robi się niebezpiecznie. 

Jeśli Twoje cele są trochę bardziej skomplikowane niż "nie pić kawy przez tydzień", czy "posprzątać mieszkanie", to rzadko zdarza się sytuacja, w której celu i drogi do niego nie trzeba w międzyczasie weryfikować. 

Dobiec do celu i paść tam trupem niczym pierwszy maratończyk? Zastanów się, czy o to Ci chodzi. Kiedy brakuje sił, energii, albo chwilowo nie bardzo rozumiesz po co w ogóle był Ci ten cały cel, ten port, do którego chciałeś dopłynąć, weryfikuj sytuację. Tylko głupiec rozbija statek o latarnię morską, która ma mu wskazywać drogę. 


Idea jest jak latarnia morska, trzeba do niej dążyć, ale...

Nie dojść do celu, to nie jest tragedia

Cała armia speców od płytko rozumianego rozwoju osobistego, autorów poradników i innych złotoustych wmówiła nam, że cel, to jest świętość, z której nie można rezygnować nigdy, pod żadnym pozorem, bo poddają się tylko słabi. 

Pisałam już o tym (KLIK), że czasem odpuścić to jest dopiero prawdziwe zwycięstwo. 

Podejmujemy się w życiu różnych zobowiązań, ale nie wszystkie uda nam się zrealizować z sukcesem. Czasami po pewnym czasie dojdziemy do wniosku, że cel, który sobie wymyśliliśmy był wyidealizowany, nierealny, albo że nas rozczarował. 

Kiedyś, dawno temu, miałam marzenie o tym, żeby awansować, zdobyć tytuł managerski, pokazać innym i sobie jak wiele jestem warta i jak błyskotliwym i użytecznym pracownikiem potrafię być. Kiedy już tam dotarłam, osiągnęłam co zamierzałam w pierwszym i zasadniczym kroku, okazało się, że to była pomyłka. Ten osiągnięty cel wcale mnie nie uszczęśliwił i nie tak sobie to wyobrażałam. Brnięcie dalej w tym kierunku byłoby koszmarnym błędem. 

Czy aktem odwagi, rozsądku i psychicznego zdrowia nie jest w tej sytuacji dać sobie spokój? To nie jest porażka, przeciwnie. 


Cel kosztuje

Powiecie, że to truizm, ale ja myślę, że o tym nigdy dość. Podejmując się realizacji celu widzimy TYLKO zyski. I dobrze, bo one mobilizują, gdybyśmy skupiali się wyłącznie na kosztach, to nigdy nie ruszylibyśmy z miejsca. ALE! Koszty też są, zawsze. 

Obserwuję u siebie i u innych ludzi pewną infantylizację tego tematu i chociaż zawsze namawiam do optymizmu, to tu do głosu dochodzi we mnie także racjonalny rozum. 

Wszystko w życiu kosztuje, twój wyśniony, wspaniały cel też. Zapłacisz pieniędzmi, czasem, wysiłkiem, logistyczną gimnastyką, czasem także samotnością bo Ci co mieli Ci towarzyszyć wcale nie poszli, zostali daleko w tyle. 

Ludzie którzy myślą wyłącznie o zyskach, zwykle nie są gotowi na koszty. Kiedy dochodzą w jakimś obszarze życia do debetu mówią sobie:  "Ale halo! Przecież miało być tak pięknie!". 

Zbytnia idealizacja nie sprzyja dochodzeniu do celu. Po prostu roztrzaskamy się na pierwszym z brzegu problemie, a latarnia morska pozostanie daleko przed nami. 



Statek w porcie jest bezpieczny,
ale przecież nikt nie buduje statków po to by stały w porcie. 


Weryfikuj! 

Mija pierwszy miesiąc nowego roku -  zapewne dla wielu z nas także pierwsze tygodnie z nowym celem. 

Zweryfikuj go w obie strony: co się udało, co nie, jakie są koszty, jakie zyski? Czy droga wygląda tak jak sobie wymarzyłeś? Jeśli jest za trudno to co można z tym zrobić? A może już widać, że ten cel to niekoniecznie było to o co Ci chodzi? 

Im bardziej świadomi jesteśmy tym łatwiej jest nam wybierać i dążyć tam gdzie chcemy dojść. Nie zaszkodzi nam byle zefirek, ani nie podtopi nas wiatr, który mocno zawieje w plecy. 

Droga do celu to przygoda i często właśnie po drodze uczymy się i doświadczamy więcej niż na samym, mitycznym końcu. 

Ciesz się tym, bez względu na ostateczne efekty. Na szczycie spędza się zwykle tylko chwilę. Życie mija nam w drodze. 




Zobacz również

2 komentarze:

  1. świetny wpis, tak jak blog, dziękuję ... :)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)