Przyjemności późnej jesieni: oswój listopad!

/
15 Komentarzy

Nie wiem czy jest bardziej nielubiany miesiąc w roku niż listopad. Gwarantuje Wam jednak, że można go oswoić i wycisnąć jak cytrynę. I że dzięki małym przyjemnościom to może być naprawdę dobry czas. 


Styczeń jest jak świeża bułka, jeszcze chrupiący i pachnący nowością, luty w sumie też, zwłaszcza, że krótszy, marzec to już marzenia o wiośnie, w kwietniu czasem nam się poszczęści bo zieleń zaczyna buchać i szaleć, a potem przychodzą 4 miesiące prawdziwej rozkoszy kiedy w sumie tylko malkontenci narzekają na pogodę. We wrześniu bywa podobnie, a potem to już jest z górki.. aż do dołka, który kulminację swoją osiąga właśnie w okolicach listopada. Do świąt jeszcze trochę, jest szaro, buro, plucha, wiatr i smutek na twarzach. 

I tak co roku...

Fakty są  nam nieprzychylne, ale to wcale nie jest koniec świata. 

Jak nie zmarnować tych 30 dni na narzekaniu, że jest źle? Korzystając z magii małych przyjemności i wydłubując je z codzienności niczym rodzynki z ciasta. Dzisiaj o nich! Bierzcie i jedzcie! 


1. Ciepło! Więcej ciepła! 

Gdybym miała zrobić ranking najczęstszych rzeczy na jakie narzekamy o tej porze roku, to pewnie wygrałoby bezkonkurencyjnie zimno. Tak, jest zimno. Nie jest to przyjemny mróz, który mnie osobiście wprawia w lekką euforię (wcale nie z powodu nazwiska;), ale taka chłodna i przenikająca plucha, która osacza i oblepia. 

Skandynawowie, którzy o trudnej pogodzie wiedzą więcej niż my, mają takie powiedzenie, że nie ma złej aury, jest tylko nieodpowiednie ubranie. I ja się z nimi zgadzam. 

Problem w tym, że nie potrafimy się ubierać: nie mówię tutaj o modzie i o stylu, tylko o zapewnieniu sobie ciepła. 

Sama od niedawna doceniam puchową kurtkę i wełniany płaszcz. Naprawdę robią różnicę. Tak samo jak czapka, szalik i dobrze izolujące buty. Kiedy więc patrzę na biegające po mieście kobiety w cienkich rajtkach i płaszczykach odsłaniających okolice pod pępkiem, które kulą się w sobie i drżą, to myślę sobie, że dobrze by było je uświadomić, że można, naprawdę można ubrać się cieplej. I że wcale nie będzie od tego brzydziej, gorzej i mniej stylowo. Ale może do tego trzeba dorosnąć? Tak samo jak do porzucenia permanentnego narzekania? 


Ciesz się z małych rzeczy, bo inaczej dużych też nie docenisz! 

2. Światło, więcej światła! 

To co mnie obezwładnia zawsze kiedy zmienia się czas, to fakt, że noc przychodzi tak wcześnie. Efekt jest taki, że o 19:00 mam wrażenie, że jest już późno, zimno i trochę strasznie -  w końcu mrok trwa już ponad 3 godziny. Głęboka noc!

Jeśli do tego dodać brak słońca i niedostępną większości z nas opcję wyniesienia się stąd na dobre 2 miesiące w rejony gdzie ono częściej zagląda, listopad, grudzień i styczeń mogą się malować w iście czarnych barwach. 

Także tutaj możemy brać przykład ze Skandynawów, którzy o braku słonecznego światła wiedzą więcej niż my. 

Rozwiązań jest kilka, a znajdują się wśród nich np. świeczki. Ich miękkie, delikatne światło koi i duszę i ciało. 

Drugim źródłem światła jest po prostu oświetlenie. W większości domów, które odwiedzam jest po prostu ciemno! Nie wiem skąd bierze się to nasze umiłowanie do mroku, kiedy wszystko w nas woła o jasność? Być może dalej, tak jak nasi przodkowie "oszczędzamy prąd", który kiedyś był bardzo drogi, może to wewnętrzny przymus, z którego nie do końca zdajemy sobie sprawę? 

Mocna, jasna żarówka o przyjemnej, ciepłej barwie naprawdę robi różnicę i jest z pewnością tańsza i łatwiejsza w organizacji niż leczenie jesiennej chandry czy depresji. 

Masz w domu za ciemno? Zrób coś z tym! 


3. Literka "K"

Tu kryje się co najmniej kilka przyjemności, które wymieniały dziewczyny na FB . Książka, kawa, koc, kot, kakao, kadzidło, kino i pewnie jeszcze trochę więcej. 

Jeśli się je świadomie celebruje, zyskują inny wymiar. Dodajcie do tego kolor, a różnica z pewnością będzie zauważalna. 

Myślę, że potrzebujemy w roku takiego czasu, kiedy zaszywamy się w swoim domu, jesteśmy bardziej do środka niż na zewnątrz. Kiedy to zrobić, jeśli nie w listopadzie? 

To ten moment na nadrabianie zaległości: w czytaniu, oglądaniu, byciu. Jeśli się przez to przejdzie i przyjmie jako idealną okoliczność, może się okazać, że do takiego listopada będziemy jeszcze tęsknić gdy przyjdą inne, bardziej intensywne miesiące. 


Co powiesz na zmysłowy wieczór z Manufakturą?! :)
Znajdziesz ją tutaj. 


4. Przyjmowanie i dawanie

Zawsze na czasie, ale teraz może w trochę innym wymiarze? Jeśli jesień skłania nas do zaglądania do wnętrza, to może być okazją do tego, żeby się ze sobą spotkać i z miłością pogadać o brakach, stanach i potrzebach. 

Czego jest za dużo, czego za mało? Skąd można to wziąć, jak się pozbyć tego co uwiera? 

Często jest tak, że nie mamy czegoś nie dlatego, że życie, los czy ktoś kto obok nie umie nam tego dać, tylko dlatego że nie potrafimy brać. Jest w nas taka zamknięta brama, przez którą nic nie może się przedostać. Zobaczcie to oczami duszy: to przepychanie obfitości przez dziurkę od klucza. Nie jest to dziwne, że ciągle mamy za mało, prawda? 

Dobrze w tym czasie pomyśleć o tym czemu utrzymujemy te zamknięte drzwi i dlaczego boimy się je otworzyć. Czemu to nie idzie także w drugą stronę, albo idzie nadmiernie? 


5. Zmysłowość

Mieści się w niej właściwie wszystko o czym wcześniej, bo przecież świata i siebie doświadczamy głównie przez zmysły. Teraz jest na to idealny czas - zresztą zawsze jest dobry, chociaż nie zawsze dobrze to widzimy. 


Sprawiajmy sobie przyjemności zmysłowe, karmmy ciała i pielęgnujmy je, nasycajmy się smakami, dotykiem, muzyką - pisze na Moonset Story Maria. Zmysłowa kąpiel, masowanie swojego ciała samemu lub z parterem, cieszenie się własną seksualnością – to wszystko możemy sobie dać w dniu pełni jako przedsmak przyjemności i obfitości, która jest przed nami. Żeby brać od świata całymi garściami musimy otworzyć się na przyjmowanie, dlatego daj sobie w tym czasie to czego pragniesz, nawet jeżeli możesz to zrobić tylko symbolicznie. Pragniesz miłości? Daj sobie samej tyle miłości ile zdołasz! Pragniesz dobrobytu materialnego? Nakarm się tym co uważasz za najlepsze lub kup sobie piękny drobiazg ucieleśniający Twoją intencję. 

Mnie pozostaje się pod tym tylko podpisać. I dać sobie to samo. 

Kiedy mamy dostęp do zmysłowości, wiemy też więcej o sobie, o świecie, mamy lepsze relacje i możliwości aby sięgać po to, co wydawało nam się do tej pory niedostępne, a przecież jest i tylko na nas czeka. 


Listopad też może być dobry! Dorzućcie swoje sposoby i cieszmy się razem. W końcu kto, jeśli nie my?! Kiedy, jeśli nie TERAZ? 




Zobacz również

15 komentarzy:

  1. Super pełnia w Byku, powiadasz... zaraz sprawdzę, kiedy to :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach, Ci Skandynawowie to dopiero mają ciężko.. ;) Dla mnie najboleśniejszy jest mrok, który zapada tak szybko. Ale, dzięki temu więcej czasu spędzam w domu, z tymi, których kocham najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cała się uśmiecham po tym wpisie. I tak sobie myślę, ze ten listopad jest też trochę takim wytchnieniem dla nas, kiedy możemy sobie nieco odpuścić i porobić NIC, czyli według mnie to wszytko co opisałaś w tym wpisie. To ważne dla takich osób jak ja które zawsze coś muszą, nie bardzo potrafią leniuchować. Już powoli zakochuję się w tym naszym listopadzie, szczególnie, ze póki co nie mogę chodzić bo uszkodziłam sobie palec u nogi. Oddam się więc ze spokojem rozkoszowaniu się moim pięknym listopadem i włączę kolejny sezon serialu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak 🌸💖 Tego punktu widzenia nie brałam pod uwagęa też mega ważny :)

      Usuń
    2. Zgadzam się to ważny aspekt. I warto też tak potraktować ten miesiąc. Ja zawsze wyhamywuję trochę na końcówce roku, troszkę zapadam w sen zimowy. Tak mnie też moje ciało zwykle prowadzi.

      Usuń
  4. dodalabym jeszcze muzyke, jakies fado, nastrojowe nuty, odrobine pouzalania sie nad soba w bezpiecznym otoczeniu przy swietle tea light i herbatce imbirowej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Listopad zawsze darzyłam lekkim sentymentem, jest tyle rzeczy, które można w końcu ogarnąć po zmroku bez wyrzutów sumienia :)
    Zdecydowanie bardziej przygnębia mnie luty :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Urlop w listopadzie. Spacery, goście, wygodna kanapa, kocyk, napalenie w kominku. Listopad od zawsze jest spokojny, miły, domowy, ciepły.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurczę, a ja lubię listopad, podobnie jak wcześniejszy październik:). Grudzień też lubię. W sumie lubię każdy miesiąc, byle nie było upałów ( upałów nienawidzę! ). To już wolę listopad niż upalny lipiec czy sierpień:).

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)