Memento mori - czemu warto o tym pamiętać i dlaczego to robi dobrze... życiu?

/
8 Komentarzy



Śniło mi się, że mogłam żyć wiecznie. Przekraczać granice czasu, przeskakiwać nad epokami i tak bez końca. To był koszmarny sen. Memento mori, to nie przekleństwo, to w pewnym sensie zachęta do afirmacji życia, które szczęśliwie, nie trwa wiecznie. 

Jest taka opowieść o człowieku, który posiadł dar nieśmiertelności. Myślał, że uchroni go on przed cierpieniem i da szansę spróbować więcej i więcej. Ramy zwykłego życia wydawały mu się ciasne i smutne. I cieszył się tym darem, cieszył, aż okazało się, że tkwi w nim przekleństwo. 

Wszyscy wokół starzeli się, a on trwał w miejscu. Odchodzili Ci, których kochał, oddalały się światy, które znał. Codziennie musiał konfrontować się z nowym i żegnać z tym, co nie mogło istnieć tak długo. 

Zrozumiał, że odchodzenie ma sens. Że życie to zmiana i płynięcie, że początki nie mają sensu bez końców i odwrotnie. 

Że bez śmierci nie ma prawdziwego życia. 


Memento mori

Chrześcijańska (choć nie tylko!) medytacja "memento mori" to często idealna, wręcz uszyta na miarę droga do zrozumienia siebie i świata. Pomaga nam się przebudzić ze snu o wiecznym trwaniu, o nieskończonej ilości czasu, obedrzeć ze złudzeń, które wszyscy mamy, ocenić co jest istotne, a co nie. 

Kiedy widzimy, że nie da się żyć wiecznie, ani ocenić ile tak naprawdę czasu jeszcze mamy, nagle może się okazać, że nie mamy już w sobie miejsca na bylejakość, na miałkość, na pustą złość, frustrację, za którą nic nie idzie. 

To jest to miejsce, w którym może urodzić się odwaga. Bo nie ma innego wyjścia. 


Pamięć, że wkrótce umrę... S. Jobs


Wejdź do trumny

Dominikanin, Paweł Gużyński, wspomina o obecnym w wielu kulturach zwyczaju kładzenia się do trumny. 

Wchodziło się do niej kiedy miało się do podjęcia strategiczne, najistotniejsze życiowe decyzje i leżało w niej tak długo, aż wszystko się wyklarowało. 

Z perspektywy trumny życie z pewnością wygląda inaczej. Łatwiej rozstrzygnąć czy coś jest dobre dla nas czy nie. Widać też, że pewne rzeczy są nieodwracalne. 

I że nie ma tak naprawdę od tego ucieczki. 



To właśnie cali śmiertelnicy...- Terry Pratchett


Czemu boimy się śmierci? 

Mark Twain powiedział, że strach przed śmiercią pochodzi ze strachu przed życiem. I że ten kto żyje jego pełnią, jest gotów umrzeć w każdym momencie. 

Współcześnie uciekamy od myślenia o sprawach ostatecznych. Tak jakby zaprzeczanie miało sprawić, że śmierci nie będzie. 

To naprawdę bez znaczenia czy / w co wierzysz lub nie. W śmierć uwierzyć musisz, bo chociaż reszta będzie, albo nie, to od niej nie da się uciec. 

Czy bylibyśmy ludźmi bez narodzin i bez końca? Czy nie są to jedyne pewne składniki ludzkiego losu? Czy godząc się z tym faktem, nie łatwiej jest kochać życie, takim jakie ono jest? Nie wiem, przeczuwam, że tak. 

Strach nie uchroni nas przed tym co ostateczne, nie da nam też  możliwości kontaktu z tym co jest i szansy na prawdziwe przeżycie swojego życia. 

Terry Pratchett wspomniał, że nie ma sensu przed śmiercią uciekać, bo kiedyś i tak się okaże, że czeka na nas właśnie tam gdzie dopiero przybyliśmy. 

I tajemniczo się uśmiecha. 

Co wtedy? 




Zobacz również

8 komentarzy:

  1. "Kiedy widzimy, że nie da się żyć wiecznie, ani ocenić ile tak naprawdę czasu jeszcze mamy, nagle może się okazać, że nie mamy już w sobie miejsca na bylejakość, na miałkość, na pustą złość, frustrację, za którą nic nie idzie.
    To jest to miejsce, w którym może urodzić się odwaga. Bo nie ma innego wyjścia."
    Głównie to zabieram dla siebie.
    Chociaż cały post jest mi bardzo teraz potrzebny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja podobnie jak moja przedmówczyni... ostatnio zrobiło się u mnie bardzo "bylejako i miałko", powoli zaczyna być to nie do zniesienia. Pozdrawiam Małgosiu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za ten post...
    Chciałabym móc go przeczytać moim uczniom i koleżankom w pracy - w szkole, gdzie Halloween i "papugowanie" innych - zakrywa prawdę o Święcie,które przed nami..
    Refleksja o przemijaniu wydaje się być dzisiaj mało ważna wobec..kpiny i zabawy z tego co najważniejsze i nieuniknione..:(
    Dziękuję za mądrośc, którą nam Pani przekazuje..Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tez sobie nie wyobrazam zyc wiecznie... I wiedziec, ze nigdy nie umre. To straszne troche ;-). Ale czlowiek moglby zyc dluzej i zdrowo, nie powiem.
    Dlatego tak jak napisalas- trzeba pamietac, ze koniec nadejdzie, cieszyc sie zyciem, korzystac z cudownych chwil, kochac bliskich i doceniac fakt, ze ma sie zdrowie. Pozdrowka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię Twoje posty, wiele w nich dojrzałości. Smutno mi jednak,że nie chcesz żyć wiecznie. Ja bym chciała, wiecznie kochać, podróżować, być młoda i radosna. Żaden normalny i szczęśliwy człowiek nie wyznaczyłby sobie daty śmierci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście tego nikt z nas nie jest w stanie zrobić. Nie da się żyć wiecznie i dla mnie ta świadomość ulotności życia dodaje mu ważności. Reszta to chyba tylko mrzonki? Pozdrawiam Cię serdecznie :)

      Usuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)