Wewnętrzne dziecko - o co chodzi i czemu warto się temu przyjrzeć?

/
18 Komentarzy


Koncepcja wewnętrznego dziecka i dorosłego nie jest niczym nowym, ale wielu z nas pewnie nie spotkało się z tym terminem na gruncie osobistego doświadczenia. O co chodzi i czemu warto? 

Pojęcie wewnętrznego dziecka pochodzi między innymi z pracy Erica Berna, mówił o nim także Jung. Każdy z nas nosi je w sobie, bez znaczenia czy ma 12 czy 80 lat. Wewnętrzne dziecko uosabia to wszystko co związane z energią, witalnością, radością życia, spełnieniem i spontanicznością. Jeśli czujesz, że masz tu braki, ciągle coś Ci nie wychodzi, twój kurek z energią, kreatywnością, mocą i siłą jest zakręcony, to prawdopodobnie Twoje wewnętrzne dziecko siedzi w piwnicy i płacze. 

To od jego kondycji, od tego czy zdołamy się nim w sobie zaopiekować zależy poziom naszej satysfakcji z życia. 

Praca z wewnętrznym dzieckiem może być kluczem, brakującym ogniwem, które pomoże wreszcie ruszyć z miejsca. Wymaga to odwagi i hartu ducha. 

Wejście do piwnicy, której nikt nie otwierał od 20 czy 40 lat może być w pierwszym odruchu zadaniem ponad siły. Tłumaczy to czemu wielu z nas tego nigdy nie robi. 


Skąd się biorą problemy z wewnętrznym dzieckiem? 

"Zwykle przychodzimy na świat z wielkim apetytem i wielką ciekawością, pulsującą, żywiołową energią - pisze Tanna Jakubowicz-Mount. Jest to dar, którym przynosimy naszym rodzicom. Ale oni na ogół tego nie chcą albo nie potrafią przyjąć. Chcą mieć miłą córkę i dobrego syna, którzy pomogą im lepiej poczuć się na świecie."  

Tu zróbmy mały STOP i wytłumaczmy coś moim zdaniem bardzo istotnego, co często się pomija.  Nasi rodzice, a wcześniej ich rodzice też byli dziećmi. Często takimi, których ktoś nie dokochał, bo nie umiał, nie potrafił, albo nie dał rady bo okoliczności historyczne sprawiły, że poszedł na wojnę, zginął, umarł, albo doznał poważnych ran na ciele czy psychice. To smutne, ale ta pokoleniowa sztafeta idzie tak od wieków i jeśli nie masz czegoś w sobie (miłości, ciepła, dobroci, uwagi), to po prostu nie dasz tego innym. Z próżnego i Salomon nie naleje. Można się tu zatrzymać na pretensji, ale to nie bardzo ma sens. Musiałaby sięgać dziesiątki, setki lat do tyłu, a i tak NICZEGO by nie zmieniła. 

Dobra wiadomość jest jednak taka, że możemy tą pokoleniową sztafetę smutku i niespełnienia zatrzymać. Tu, właśnie teraz, tak jak stoimy. Jak? Zajmując się swoim wewnętrznym dzieckiem i docierając do tego co ma nam do powiedzenia. 

Jako maluchy jesteśmy otwarci na świat, spontaniczni, wyrażamy swoje uczucia: radość, miłość, smutek, żal, zazdrość, nienawiść, rozczarowanie i ekscytację.   

Bywa że spotyka nas za to kara. Nie wolno płakać, nie wolno krzyczeć, nie wolno się złościć. Rozczarowane? Nie przesadzaj! Zbite kolano? Mówiłam Ci, żebyś nie biegał, teraz mam z Tobą same kłopoty! Smutek? Nie ma się co smucić, trzeba się śmiać! Masz być dzielny! Grzeczny! Pomyśl najpierw o siostrze, a nie o sobie! Poświęcaj się! Nie ważne, że Ci niewygodnie, nie siedź tak! 

"W ten sposób uczymy się ukrywania swoich przeżyć. W obliczu cierpienia - jak pisze dalej Tanna Jakubowicz - Mount - wobec niemożności jego tolerancji, aby ochronić siebie i przeżyć, dziecko musi zaprzeczyć swoim wewnętrznym stanom.

W ten sposób budujemy swoją sferę Cienia (...). Do naszej „ciemnicy” strącone zostało dziecko, które zgodnie ze swoją naturą chciało zachowywać się swobodnie i spontanicznie - tzn. sięgać po miłość i bliskość, odpychać osoby krępujące ruchy i uwodzące, dokonywać odważnej ekspansji otoczenia, wyrażać złość, rozpacz i lęki, bawić się własnym ciałem (...). Nasze wewnętrzne dziecko często czuje się bardzo osamotnione, bezradne i zrozpaczone, a czasem też wściekłe, pełne nienawiści i buntu, zdławione przez lęk przed karą."

Siedzi w tej piwnicy i wrzeszczy póki ma siły. Czasem tylko cichutko drapie w okno i kiedy siedzisz w ciszy to właśnie to słyszysz. Czasem jest tak ciche i zmęczone, że już nie ma siły prosić o uwagę, czas i straciło nadzieję, że ktoś się nim zajmie. Wtedy najczęściej pojawia się depresja, albo inne równie poważne stany. Beznadzieja, czarna dziura, uczucie, że wszystko się już skończyło, a nawet jeśli nie, to nic nowego się na pewno nie zacznie. 


Praca z wewnętrznym dzieckiem bywa jednym z najbardziej odkrywczych
i transformujących doświadczeń. 


Dlaczego warto zająć się wewnętrznym dzieckiem?

Ponieważ póki się tego zadania nie podejmiemy, dopóty nie dorośniemy. Ile można mieć nieszczęśliwe dzieciństwo? Ile można płakać na zewnątrz i w środku? Nosić maskę tego dzielnego chłopca, rycerzyka mamusi, czy odważnej lwicy, której nic nie złamie?  Tak długo jak dziecko siedzi w piwnicy. 

Znam wielu 40, 50, ba! Nawet 70 latków, którzy wciąż trzymają w lochu swoje wewnętrzne dziecko. Nigdy nie dorośli, nie zdołali, nie rozprawili się z przeszłością. Wy też znacie, może teraz kiedy to czytacie czujecie jak bardzo potrzebuje waszej uwagi. To wszystko ma swoje poważne konsekwencje: w wychowaniu kolejnego pokolenia dzieci ( co im dasz, jeśli SAM, SAMA, nie masz?), w miłości, związkach, w pracy. 

Kiedy urodziłam moją córkę, zauważyłam jak trudno jest nam dorosłym znosić płacz, złość, czy rozczarowanie dziecka. Najpierw u siebie, ale potem także z mocą u innych. Pamiętam taką sytuację, w której pewien dorosły mężczyzna musiał, po prostu musiał wyjść, odejść od płaczu i frustracji mojej córki, bo nie był tego w stanie wytrzymać. To napięcie na jego twarzy, właściwie w każdym nerwie, te rozbiegane oczy... To był dla niego stres z gatunku ekstremalnych, a sytuacja wcale nie była nadzwyczajna. Dziecko się rozzłościło, zaczęło płakać, nie udało mu się czegoś wyjaśnić, było zmęczone, wybuchło, po kilkunastu minutach się uspokoiło, fala emocji się przetoczyła, wszystko wróciło do normy. 

Dla tego człowieka było to nie do zniesienia, bo on sam tak głęboko w sobie schował swój smutek, swoją złość, może rozpacz, a może rozczarowanie, że patrzenie na to, jak ktoś inny bez skrępowania to wyraża było zadaniem ponad siły. 

Dopóki nasze dziecko nie wyjdzie z ukrycia, dopóki nie damy mu troski i miłości, której zabrakło, nie ma mowy o autentycznym, pełnym dobrej energii życiu. 



Jak pracować z wewnętrznym dzieckiem? Z miłością!
Masz teraz szansę dać sobie to, czego jako dziecko nie dostałeś, nie dostałaś!

Jak pracować z wewnętrznym dzieckiem? 

Można to robić z terapeutą, można samemu. Ograniczenia  i trudności wynikają przede wszystkim z tego, że sami rzadko, prawie nigdy nie mamy odwagi zaglądać do tej piwnicy o której mowa. Praca z wewnętrznym dzieckiem, to dotykanie w pierwszej kolejności tego co boli i porusza. Jeśli pracujemy sami, bardzo często w tym miejscu robimy w tył zwrot. Uciekamy, oddalamy się od źródła bólu. To normalne, nasz mózg próbuje nas chronić przed konfrontacją. Bez niej jednak nie będzie procesu zdrowienia i świadomości. 

Trzeba ten moment wytrzymać, spojrzeć swojemu dziecku w oczy, ustać tam nawet na trzęsących się nogach. Jeśli nie dasz rady sam, sama, nie warto tego robić na siłę, dobrze poprosić o pomoc. Często to jedno, dwa spotkania, które wszystko zmieniają. Dziecko potrzebuje dorosłego. Bez niego nie urośnie. 

Jeśli pracujesz sam, sama, zatrzymaj się tam gdzie odczuwasz dyskomfort. Przyjrzyj się temu, dopytaj, zobacz, obejrzyj ze wszystkich stron. Ile lat ma Twoje dziecko? Jak wygląda, gdzie siedzi, co robi, jak się zachowuje? Co Ci przychodzi do głowy kiedy się z nim spotykasz? Co chciałabyś mu powiedzieć? 
Czy możesz je przytulić, czy chcesz? 

Kiedy Twoje wewnętrzne dziecko, w procesie wizualizacji, w pracy ze świadomością dostanie od Ciebie wsparcie, zrozumienie i uwagę, może wreszcie zacząć rosnąć i rozwijać się. 

To stan, którego trzeba doświadczyć, bo nie da się go opisać. 

Jedni mówią o uwolnieniu, o fizycznym uczuciu rozwiązania, o kamieniu, który spada z serca, większość doświadcza ogromnej ulgi. 

Co jest w tym procesie zaskakujące? Że dziecko rośnie!! Naprawdę. I dzięki temu, że ono może, Ty wreszcie też zaczynasz. 

To niezwykły i piękny proces. Bardzo Wam go życzę! 


Zobacz również

18 komentarzy:

  1. Dziękuję za ten tekst. Dzisiaj był mi bardzo bardzo potrzebny. Idę do piwnicy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj znać co, a raczej KOGO, tam znalazłaś :)

      Usuń
  2. Dziękuję za kolejny poruszający tekst :) Czytam bloga już od pewnego czasu i ogromnie mi sie podoba. Trafia prosto w moje serce :) Czy zaczerpnełaś pomysł na post z książki pod tytułem
    "Chcę być kochana tak jak ja chcę"? Ostatnio przeglądałam książki, które polecałaś i znalazłam tam właśnie ten tytuł. Zaintrygował mnie i zamierzam przeczytać. Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł nie, ale do książki ostatnio wróciłam także w związku z tematem :)
      Polecam ją bardzo :)

      Usuń
  3. Bardzo ważny temat! Bardzo fajnie, że o nim piszesz i czuję, że już stawiam następne kroki, moją piwniczkę otworzyłam już jakiś czas temu, teraz coraz częściej mam ochotę przytulać i być wyrozumiała dla tej małej fajnej dziewczynki w środku! Uściski Małgosiu

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały i poruszający tekst. Muszę wejść do piwnicy, ale boję się to zrobić sama - wydaje mi się, że nie potrafię. Muszę znaleźć kogoś, kto mnie tam zaprowadzi. dziękuję za wskazanie drogi .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukaj, bo warto. Służę namiarem w Olsztynie i w Warszawie.

      Usuń
    2. A ja w Krakowie, jeśli trzeba ;)

      Usuń
    3. Mogłabym prosić o namiar do kogoś z Krakowa? (izabelaa_k@o2pl)
      Zaczęłam pracować ze swoim wewnętrznym dzieckiem, ale nadmiar tych negatywnych emocji mnie przerósł...
      Dziękuję za ten wpis, jestem nową stałą czytelniczką :) pozdrawiam.

      Usuń
  5. Pracowałam nad tym z moim przyjacielem, który jest jasnowidzem i zajmuje się zawodowo tym tematem oraz miłością"do wewnętrznego Ja". On stosuje medytację i wizualizację. Kiedy już wejdziemy do tej piwnicy i nasze dziecko zostanie uwolnione to są tak niesamowite emocje i uczucia, że brak mi słów. Jakby ktoś całe głazy wywalił z barków. Aż chce się żyć, tworzyć, śpiewać i tańczyć, wszystko na raz. I to prawda, niektóre sprawy ciągną się przez całe pokolenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie to czuję, czułam. Serdeczności!

      Usuń
  6. a ja nawet nie wiem gdzie jest ta piwnica :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Temat bardzo mi bliski - kilka tygodni temu natrafiłam na książki Anety Łastik: "Wewnętrzne dziecko" i "Wewnętrzne dziecko w związku". Zwłaszcza tę drugą polecam. Dają do myślenia, wiele zachowań ze swoich i innych ludzi zrozumiałam. Nasze wewnętrzne dzieci potrzebują wiele uwagi i troski, zwłaszcza jeśli wieeele lat temu nie doświadczyły w pełni bezwarunkowej miłości.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję Małgosiu za ten tekst, tak bardzo mi potrzebny. Zbieram się jakiś czas do pracy nad wewnętrznym dzieckiem. W zeszłym roku były to spotkania z psychologiem. Pewnie gdyby mnie było stać na więcej, to dałyby dużo więcej, ale i tak było warto. Zdjęłam mały kamień z barków. Resztą chcę zająć się sama. Wiem, że to trudne zajęcie... Z resztą podczas wizyt u psychologa też nie było łatwo - co spotkanie to płacz, a potem "dochodzenie do siebie" przez resztę dnia. Było ciężko. I wiem, że teraz też może być, ale chcę się zająć tym tematem. Mam już odpowiednie lektury, odpowiednie metody (np. pisanie listów do rodziców) plus do tego jakieś pozytywne rzeczy typu medytacja czy "najlepsza wersja siebie" i myślę, że dam radę. Muszę tylko zacząć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Małgosiu! Przytulam :)

      Usuń
  9. A co to znaczy jak w ogole nie mozna sobie tego dziecka wyobrazić? Nie umiem sobie przypomniec jaka byłam jako dziecko ( a nie jestem taka stara). W sumie to chyba zawsze byłam dorosła- wewnetrznie.Umiem sie rozczulic nad swoimi rodzicami jako dziećmi ale nie sobą. To źle?

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)