Małe radości - przegląd przyjemności czerwca!

/
14 Komentarzy


Życie nie składa się z codziennych fajerwerków i emocji rodem z telenoweli. To co tak naprawdę się liczy to zwyczajne radości, małe przyjemności, to wszystko co złożone kawałek do kawałka sprawia, że budzimy się z radością i zasypiamy pełni życiowej sytości. 

Kiedy nieraz pytacie mnie o to, jak to jest, że jestem zadowolona, pełna energii i mimo zmęczenia, czy przeciążenia, które ostatnio mi się zdarza mój bilans jest zdecydowanie na plus, czasem nie wiem co powiedzieć. 

Myślę sobie wtedy, że oczekujecie tajemnej recepty, jakiegoś składnika, który cudem odmienia życie. Przyprawy, która dodana szczyptą do garnka może sprawić, że potrawa całkiem zmieni smak. Czegoś absolutnie nadzwyczajnego, efektu WOW. 

I co ja mam Wam wtedy powiedzieć? O miodzie? O tym, że lubię moje życie, bo nikt w nim na mnie nie krzyczy, bo kawa rano smakuje wybornie?  Że mimo bałaganu, którego nie ma kiedy brać w karby dobrze czuję się w swoim domu? Że lubię sobie robić maseczkę i kupować kwiaty i że to takie super uczucie usiąść z miską czereśni na balkonie i czuć jak słońce łaskocze w kolana? 

Nie ma magicznego składnika. To jest ta zła wiadomość. 

Ale są inne, które mogą sprawić dokładnie to samo. 

Jeśli naszej zwyczajność nie będziemy potrafili docenić, to całe lata przejdą nam na oczekiwaniu na coś co i tak nie przyjdzie. 

Bo w tym co zwykłe, ale zauważone i przeżyte ze świadomością jest właśnie magia. 


Co mnie zachwyciło w czerwcu? Oto moja złota siódemka małych radości i przyjemności. 


1. Kwiaty

Pisałam już o nich, więc nie będę się powtarzać. Zresztą kwiaty są od patrzenia i wąchania, a nie mówienia o nich. 

Lubię. Mam na balkonie, upycham w wazony. Gadam do nich tak jak moje dziecko, które przemawia czasem do doniczki tak jak ja mówię do niej. 

I to jest piękne, bo ten czuły głos, który słyszę jest przecież moim głosem, która ona słyszy i bierze sobie na życie. I wiem, że robię to dobrze. 


Kwiaty, truskawki i czereśnie. Taaaaak!



2. Miód gryczany

To nie żadna nowa miłość, ale ze względów zdrowotnych (nie służą mi cukry...) omijałam miód w mojej diecie od dobrych kilku miesięcy. Ostatnio spotkałam na targu pana Andrzeja, od którego miód kupuję od kilku lat i wzięłam jeden słoiczek gryczanego, który u nas w domu jem tylko ja. 

Miód gryczany ma specyficzny, lekko goryczkowaty smak i piękny, karmelowo -bursztynowy kolor. Wystarczy nałożyć go na czubek łyżeczki i posmakować. Dla mnie? Niebo! 


Miód gryczany


3. Pielęgnacja: Hydrolat różany

Z pielęgnacją mam tak, że zawsze chciałam, ale jakoś mi się nie chciało ;). To się na szczęście zmienia, głównie dzięki temu, że zaczęło sprawiać mi przyjemność. Dzięki Gosi ze Zdrowa Kuchnia Sowy, odkryłam naturalne składniki kosmetyków i produkty - półprodukty, które cudownie sprawdzają się w pielęgnacji. 

Tak trafiło do mojej łazienki błoto z Morza Martwego, którym się regularnie okładam, a ostatnio hydrolat różany, czyli różany tonik, którym przemywam twarz. Pachnie jak prawdziwe letnie róże rozgrzane na słońcu, a twarz po jego zastosowaniu jest miękka i aksamitna jak płatki kwiatów. Bardzo fajne zmysłowe doświadczenie! 

Minusy? Ponieważ to produkt naturalny i bez konserwantów trzeba przechowywać  go w lodówce i dość szybko zużyć. 



Hydrolat różany można używać jako samodzielny produkt,
można też komponować z nim różne kosmetyki.
Na zdjęciu także perfumy, które mam dopiero od wczoraj,
ale które fajnie pasują na lato. Pachną świeżymi malinami i kobiecością. 


4. Rower


To jest never ending story, miłość która trwa i rozkwita zawsze między marcem a październikiem. Zimą nie jeżdżę, bo nie sprawia mi to specjalnej przyjemności. 

Ale latem.. latem to jest inna bajka.


Mój rower. Jeździmy ciągle z A. stąd fotelik z tyłu. 

5. Kawa

O kawie już było wiele razy, więc tylko w paru słowach. Poranny rytuał parzenia, mielenia ziaren, spieniania odrobiny mleka, które jak poduszka przykryje czarną kawę to dla mnie ciągle i nieustannie wielka frajda i przyjemność. 

Kto zna ten zrozumie. To nie nałóg, to miłość. 



Kawa, kawusia, bardzo lubię :) 

6. Prasa


Mam słabość. Może to pozostałość z czasów kiedy to wszystko co kolorowe i piękne było słabo dostępne, drogie? Wspominam przyniesione przez kogoś archiwalne numery "Twojego Stylu", które przeglądałam z mieszaniną fascynacji i zachwytu. To mogło być w 1995 roku, może chwilę wcześniej? To był dla mnie taki mały skarb, jakkolwiek absurdalnie to dziś brzmi...

Do niedawna gazety zbierałam i tylko zdrowy rozsądek sprawia, że już tego nie robię. Ale czytam. Pasjami. Potem na warsztatach dziewczyny wydzierają z nich swoje kolaże, a ja wcześniej zbieram myśli i inspiracje. Tak to się wszystko łączy. Od niedawna piszę felietony do Sielskiego Życia. Jeśli nie czytaliście to polecam serdecznie. 


Prasówka na balkonie? Taaaaak! 


7. Praca z wewnętrznym dzieckiem

Bardzo poruszająca i działająca na niesamowicie głębokich obszarach. Świat po, nie jest już taki sam. 

Ale o tym napiszę Wam innym razem. Już jest TUTAJ. 


Dajcie znać, czy ten cykl się Wam podoba. Jeśli tak, będę go kontynuować w kolejnych miesiącach :) Jeśli nie... no cóż, mam o czym opowiadać. Zawsze też możecie mi napisać, o czym Wy chcielibyście przeczytać :). Serdeczności!





Zobacz również

14 komentarzy:

  1. O pracy z wewnętrznym dzieckiem poproszę jak najszybciej! :)
    cykl kontynuować bo małe radości, wielu osobom giną w ogromie spraw codziennych...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nic dodać, nic ująć odnośnie powyższego tekstu. Czekam niecierpliwie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Powyższego komentarza :), a tekst Małgosiu super...

    OdpowiedzUsuń
  4. Powyższego komentarza :), a tekst Małgosiu super...

    OdpowiedzUsuń
  5. Tez to lubie. A kawa. Dzisiaj rano szlam do biura i poczulam zapach kawy... I mysle- och, jak tesknie za kawa, jak mi sie chce! I nie moglam sie doczekac, kiedy zamocze w niej usta ( W pracy co prawda mam rozpuszczalna ;-)). Prasa- kocham. Gazety wlasnie typu: " Uroda Zycia" , "Zwierciadlo", " Wysokie obcasy" i dawniej " Przekroj". Jak bede w Polsce, siegne po " Sielskie Zycie". Mam na liscie zakupow :-). Pozdrawiam, Paulina FB.

    OdpowiedzUsuń
  6. No to mamy sporo wspólnego - kwiaty, kawa, prasa, rower - taak! A o pracy z wewnętrznym dzieckiem chętnie poczytam :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cała prawda - drobne przyjemności budują nasze życie :) Czekam na tekst o pracy z wewnętrznym dzieckiem - bardzo ważny temat. Dzięki Małgosiu!

    OdpowiedzUsuń
  8. Z jednej strony każdy wie, że te małe przyjemności budują nasze poczucie szczęścia i zadowolenie z życia, ale z drugiej strony mało kto potrafi sie przy nich zatrzymywać w pedzie życia... Trzeba chyba nad tym mocniej popracować:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ostatnio myślałem, że taką codzienną drobną przyjemnością jest dla mnie porcja czekolady po obiedzie. Aż poszedłem do dentysty i usłyszałem "Trzy do leczenia";)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kawa największa przyjemność :) mmm :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja również nie mogę się doczekać kolejnych tekstów. Tekst bardzo mi się podoba

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie też kawa (z Ukochanym najsmaczniejsza), rower i zapach górskiego lasu �� Super byłby tekst o wewnętrznym dziecku

    Pozdrawiam i czytam dalej
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)