Odejść znaczy zwyciężyć.. i uratować życie.

/
14 Komentarzy


Czy prawdziwa odwaga i hart ducha to naprawdę znaczy brnąć w to co nas niszczy i odbiera nam radość życia? Czy zwycięzcą jest ten kto się nie poddaje, nawet gdy cena za zwycięstwo wydaje się być bajońska? Czasem odejść, to oznacza właśnie NAPRAWDĘ zwyciężyć, a odpuścić, to nie porażka, ale prawdziwy dowód mocnego charakteru. 



Zwierzęta wielu gatunków, toczą ze sobą bitwy o przywództwo. Nic w tym dziwnego i nie powinno nas oburzać zwłaszcza w obliczu tego co robi człowiek. Takie walki źle kończą się przeważnie tylko wtedy gdy się wtrącamy. W niewoli, w sztucznych stworzonych przez ludzi terytoriach gdzie ten, który przegrywa nie ma się gdzie wycofać, nie ma możliwości odejścia, mogą doprowadzić do tragedii. 

Czemu o tym piszę? Bo żyjemy w podobnym świecie. W otoczeniu, w którym ciągle toczą się jakieś walki i my ze źle pojętej ambicji nie umiemy sobie odpuszczać. Znamy tylko "wygrać", albo "przegrać". 

Do tego blokują nas kraty, zasieki i klatki. Nie, wcale nie te materialne, rzeczywiste. Te, które budujemy we własnych głowach. 

Odpuszczać i żyć

Jedno z najbardziej szkodliwych moim zdaniem przekonań, które towarzyszy większości ludzi dotyczy odpuszczania, wycofywania się. Mówi się nam, że nie wolno. Sama wielokrotnie słyszałam, że jak się coś zaczęło to trzeba bezwzględnie kończyć. 

Oprócz tego, że pcha nas to w bagno coraz głębiej i głębiej, oprócz oczywistych szkód, które wywołuje czasem w naszym życiu, powoduje to dodatkowo problemy z podejmowaniem decyzji. 

Wiele osób boi się COKOLWIEK zaczynać, bo nie wie, czy będą mogli skończyć. Na starcie trudno to ocenić. Na starcie niewiele widać. Jeśli wierzę, że bez względu na to co za zakrętem muszę kończyć sprawy, które zaczęłam, odbieram sobie prawo do błędów. 

A to przecież błądząc i szukając, a nie brnąć coraz głębiej w jakieś totalne odmęty naprawdę się uczymy! 


Kim jest NAPRAWDĘ zwycięzca? 

Serio uważasz, że to ten, który nigdy nie odpuszcza, nie poddaje się, nie wycofuje, nie ponosi ŻADNEJ porażki, nie myli się? 

Tu znów wyłazi z nas martyrologiczne przekonanie o tym, że życie to galery. Trudności, kłopoty, krew i łzy. Ludzie naprawdę wierzą, że tak ma być. 

Wierzą także, że osoby, które się nigdy nie poddają to właśnie Ci niezłomni, absolutnie nadzwyczajni i że to dobrze być taką osobą. To bzdura, kosmiczna bzdura. 

Czy naprawdę walczyć kiedy walka z góry skazana jest na porażkę to jest takie wielkie bohaterstwo? Czy walczyć do ostatniej kropli krwi to naprawdę coś co zasługuje na ordery? 

Nie mówię tutaj o wojnie, ale o życiu.

Śmiejemy się z tych, o których mówimy, że uciekają z podkulonym ogonem, wycofują się, mówią: Ok, przegrałem, nie dam rady. 

Zobaczcie jednak jakiego bohaterstwa wymaga przyznanie się do tego. Jakiego hartu ducha. Naprawdę nie da się wszędzie, zawsze być zwycięzcą. 

Czasem cena za to zwycięstwo jest tak ogromna, że nie warto jej płacić, lepiej odejść i robić coś innego, gdzie indziej, z kim innym. Wilki tak robią. 

Dlaczego ludzie wierzą, że powinni inaczej? 



Czasami poddać się to jest prawdziwe zwycięstwo.
Inspiracja, motywacja, zwyciężać. 


Kiedy można odpuścić? 

Rozmawiałam kiedyś z psychologiem z katolickiej fundacji pomagającej małżonkom w kryzysie i usłyszałam, że dla nich zawsze na pierwszym miejscu jest małżeństwo. Ratowanie go, za wszelką cenę, wszelkimi sposobami zawsze musi być priorytetem. Szczerze? Przeraziło mnie to i sama znam wiele przykładów na to, jak bardzo takie przekonania mogą ludziom zniszczyć życie. Ratować tak, ale czy za wszelką cenę to nie jest często ZA DROGO?

Czasem odpuszczamy za łatwo, to prawda. Dominikanin, ojciec Paweł Gużyński mówi o tym, że wielu z nas (nie tylko katolików), ma coś w rodzaju mentalności antykoncepcyjnej. Zakładamy na siebie ogromny worek, który ma nas chronić przed niechcianymi, trudnymi elementami życia. Myślimy: " A nuż mi się uda jakoś przez to życie prześlizgnąć bez kłopotów, bez podejmowania trudnych decyzji". Takie osoby szybko wycofują się ze związków, ciągle coś im się nie udaje, ciągle powtarzają w życiu te same schematy. Jeśli pojawia się JAKIKOLWIEK kłopot, uciekają. -"To nie to", mówią. 

Życia nie da się przeżyć dobrze bez trudności, bez przeciwności losu. Nie da się osiągnąć czegoś wartościowego choćby nie brudząc rąk, nie wysilając się nad czymś. 

Jednak jest w życiu, w związkach, w pracy, biznesie czy w przyjaźniach mnóstwo takich momentów, w których mówiąc kolokwialnie ciągle dostajemy po łbie, ale i tak nie potrafimy się wycofać, powiedzieć, stop, przyznać przed samym sobą:"Kurde pomyliłem się, nie ma sensu w to dalej brnąć". 



Porażka i zwycięstwo są względne

Naprawdę względne. K., z którym kiedyś pracowałam, kilka lat temu z przyczyn zdrowotnych wycofał się z bardzo intensywnej i obiecującej kariery zawodowej. Bardzo się przed tym bronił, z wielu względów, ale życie niespecjalnie dało mu wybór.  

Przez kilka lat był "persona non grata" w całym swoim środowisku, nawet wśród sąsiadów, którzy prowadzili podobne życie i patrząc na jego wymuszoną bezczynność, na to jak się zamienia jak mówili " w domowego dziada", nie mogli wręcz tego znieść. Nawet rodzina (teściowa, brat) nie mogła udźwignąć tej jego słabości i traktowała jak mięczaka, który mazgai się, kiedy łzy trzeba otrzeć rękawem i ruszać do przodu. 

Miał moment, kiedy doświadczył może nie klinicznej depresji, ale ogromnego dołka, spadku wiary w siebie, poczucia totalnej porażki. 

Jednak z perspektywy czasu, dziś,  o tym momencie swojego życia mówi, że zdarzył się "na całe szczęście". Sąsiedzi się rozwiedli, w bardzo złym stylu, druzgocąc po drodze własne dzieci, które wplątali w rozwodowe rozgrywki. Wśród kolegów z korporacji kilku miało zawał, udar, jeden zginął w wypadku samochodowym wracając nocą z kolejnego wyjazdu. Kilku poszło jeszcze wyżej po drabinie sukcesu, ale kiedy się z nimi spotyka widzi pustkę w ich oczach. Ktoś powiedział mu nawet, że mu zazdrości, bo on się już nie umie z tego wycofać, mimo, że nie jest szczęśliwy ani spełniony. Co z tego, że sobie kupił nowe ferrari. 

K. mówi, że tamta porażka, to dla niego z perspektywy czasu naprawdę największe zwycięstwo jakie w życiu odniósł. Teraz pracuje dużo mniej, dużo spokojniej, zdrowie wyprowadził na prostą, zbudował więź z dziećmi i nawet z żoną nigdy nie było lepiej mimo, że małżeństwem są prawie 18 lat. 



Jeśli coś Cię niszczy.. nie daj się!

Szukaj rozwiązań, ale jeśli ich nie ma, po prostu daj sobie prawo do tego, aby odejść od tego co Cię niszczy, szukać innych dróg. 

Ludzie często tak jak w górach -  pchają się kamienistą darnią na szczyt, ryzykując zdrowiem i życiem, podczas gdy za zakrętem jest ścieżka, którą też można tam dojść. Wcale nie dłużej i nie gorzej - to się tak tylko wydaje. 

Życia nie można przeżyć nie podejmując czasem trudnych decyzji. Trzeba ważyć na szali co warto, a czego nie warto odpuszczać. 

Z okłamywania siebie jednak trudno zrobić sobie sztandar zwycięzcy. A nawet jeśli, to co komu naprawdę po takim sztandarze? 



Zobacz również

14 komentarzy:

  1. Brawo Pani Małgosiu! Dzięki za to!Właśnie stoję przed bardzo trudną decyzją źyciową.Czy kolejny raz próbować czy odpóścić sobie i poczuć smak porażki? Czy nie skrzywdzę drugiej strony? Wiem że z czasem poradzę sobie z samą sobą. A dzieci? Bardzo trudna decyzja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tkwienie w pustym zwiazku tez krzywdzi I partnerow i dzieci...jesli oboje nie chca zawalczyc to swoj zwiazek nie maja szansy na zmiane me lepsze...zycze z calych sil rozwiniecia swoich skrzydel!

      Usuń
  2. no własnie, niedawno doszłam do tego samego wniosku. i na co komu te sztandary?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nikt z nas nie chce czuć się mięczakiem. Nikt nie lubi porażek. No bo, co sobie ludzie pomyślą... A powinniśmy przede wszystkim wybierać siebie i swoje dobro. I tegedkiedyś nauczę swoje dzieci ;) ale najpierw przekonam o tym samą siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. <3
    - nie jestem w stanie podziękować Ci dziś inaczej za te słowa

    OdpowiedzUsuń
  5. ludzie czasami nie rozumieją że lepiej wycofać się z podniesioną głową, niż brnąć do przodu. ps. czy tylko ja sobie mówiłam w głowie kim jesteś? jesteś zwycięzcą. ach te hity internetu :P.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piekny wpis. Do podobnych wniosków doszłam w wielu sytuacjach i nie żałuje.
    Małgosia

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo motywuje , uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. ...trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonany...aż się ciśnie Perfect na usta. Odpuścić, odetchnąć i pójść w swoją drugą stronę,szkoda życia żeby zarzynać się dla zasady albo dla kogoś��

    OdpowiedzUsuń
  10. Naprawdę świetni wpis, gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się: jeśli zorientujesz się, że jesteś na bagnie, odwróć się i bez tupania wyjdź z niego. Póki masz siły...

    OdpowiedzUsuń
  12. Wspaniały wpis! Ja również rzuciłam pracę w korporacji, w życiu chodzi o wiele więcej niż tylko klepanie za biurkiem i zarabianie pieniędzy jak maszynka!

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)