Zostań Patronem - czyli Manufaktura na Patronite.pl

/
23 Komentarzy



Porozmawiajmy dziś o pieniądzach, czyli o tym co wszystkich nas kręci, ale co ciągle bywa tematem tabu. Chyba niepotrzebnie. Długo się wahałam czy ten temat poruszyć, ale sądzę, że dla dobra wszystkich, zawsze lepiej mówić wprost niż owijać w bawełnę. 

Myślałam nad tym od wczesnej jesieni, a to naprawdę rzadko mi się zdarza. Nie myślenie, nie. Tak długie podejmowanie decyzji. 

Temat jest w Polsce niepopularny, ale w innych miejscach na świecie jednak funkcjonuje, chociaż też pewnie budzi emocje. 

Pierwszy raz zetknęłam się z nim na blogu Brain Pickings, którego autorka stosuje formułę "DONATING = LOVING, ale dopiero rozwiązanie i sposób przedstawienia go przez Zwierza Popkulturalnego, czyli Kasię Czajkę przekonało mnie, że jednak warto spróbować. 

Czemu, po co i skąd brały się moje wątpliwości? Posłuchajcie!


W internecie jest wszystko za darmo...

I bardzo do tego przywykliśmy: więcej, gdy ktokolwiek próbuje wyciągać ręce po nasze złotówki, słyszy: wara! Ciągle jednak zapominamy, że za wszystkim stoją przecież ludzie i ich praca, którą nie zawsze szanujemy.  

Ostatnio u mojej ulubionej Dorotki, rozgorzała bardzo gorąca dyskusja o oczekiwaniach. Padło tam bardzo wiele ciężkich czytelnicznych słów i pretensji. Tyle, że wprost oniemiałam i wiele razy opadła mi szczęka. 

Pojawiło się też takie podsumowanie: "łaska internauty na pstrym koniu jeździ, a to, że ktoś Cię lubi, czyta, korzysta z Twojego wysiłku nie musi się przełożyć na żadną inną formę jego aktywności. Nie bo nie i koniec! Jak Ci się to nie podoba, to nie pisz, ciesz się raczej, że ktoś Cię czyta, jak w ogóle śmiesz mieć jakiekolwiek oczekiwania, chyba poprzewracało się w głowie!". 

Bardzo mnie to na chwilę przygnębiło, ale potem przyszła refleksja. 

Jeśli ja, mimo wszystko nie znajdę w sobie odwagi aby iść pod prąd, aby mówić o tym jak jest i czego potrzebuję, to kto ją znajdzie?  

Mam dużo odwagi i wiele razy w życiu szłam pod prąd. Jeden raz więcej nie robi mi wielkiej różnicy. Tu akurat, nie mam zupełnie nic do stracenia, no może poza paroma czytelnikami, którzy stwierdzą, że nam ze sobą nie po drodze. Nie obrażam się, szanuję to, przecież wiadomo, że nie wszyscy we wszystkim musimy się zgadzać. Nie jestem pomidorowa ani krem czekoladowy, żeby mnie wszyscy lubili :). 

Poza tym jednak ciągle głęboko wierzę, że ludzi dobrej woli jest więcej. Przynajmniej tutaj. 


Jak to jest z tymi pieniędzmi z bloga?

Wiele razy w różnych miejscach padało to pytanie. I ja zawsze odpowiadam tak samo: zarabiam głównie poza blogiem, choć to wszystko co się zadziało, to przede wszystkim jego zasługa. 

Piszę w wielu miejscach i prowadzę różne aktywności w internecie. To zawód, praca, którą stworzyłam sobie sama. Prowadzę również warsztaty i szkolenia, często dla osób, które mnie nie znają z bloga i z którymi rozmawiam o sprawach, które niekoniecznie tutaj poruszam, albo są marginalne. 

Tak zarabiam na życie i bardzo to kocham. Nie wróciłabym do mojego dawnego życia na etacie i chociaż ma to wszystko i dobre i złe strony zawsze biorę za ten swój wybór pełną odpowiedzialność. 

Kocham też pisać bloga i tworzyć Manufakturę. Robię to nieprzerwanie od prawie 7 lat! Nie było w tym czasie chyba ani jednego tygodnia bez wpisu, ani jednego miesiąca kiedy zawiesiłabym tą moją małą "działalność". Jest to praca głównie zupełnie charytatywna -  do której co jasne, często sama muszę dokładać z różnych źródeł. 



Na blogu się zarabia, przecież mogą być reklamy, współprace...

Mogą, oczywiście i czasem się tu gdzieś pojawiają. Na tyle jednak rzadko, że pewnie większość z Was nawet o tym nie pamięta. 

Jestem przeciwniczką reklamy displayowej. Wyskakujące okienka, migające banerki, to się sprawdza, ale nie na takim blogu jak ten. Przez chwilę rozważałam możliwość reklam Google, ale także porzuciłam ten pomysł.

Dlaczego? 

Wyobraźcie to sobie: czytacie ważny, poruszający temat. O cierpieniu, wybaczaniu, relacjach, miłości. A tu w środku tekstu miga reklama maszynki do golenia, kostiumów kąpielowych, albo nowych podpasek. 

Nie oceniam Boże Broń nikogo, kto takie rozwiązanie ma. Ono przynosi pieniądze i ja rozumiem blogerów i właścicieli stron, którzy je stosują. Ale ono mi nie pasuje. Niech będzie biedniej, ale na moich warunkach. 

Tu najważniejszy jest przekaz. Gdybym prowadziła bloga dla pieniędzy, dawno dałabym sobie spokój, albo założyła coś miłego, lekkiego, na czym być może łatwiej zarobić. 

A współprace? Prawda jest taka, że rzadko zdarzają się propozycje, które mogłabym z czystym sumieniem przyjąć. Po pierwsze dlatego, że hołduję zasadzie 3 razy WIN. Chciałabym aby wszyscy wygrali. I klient, który mi zapłaci i czytelnik, który dostanie coś ważnego, choćby przydatną i adekwatną do potrzeb informację i wreszcie ja. 

Takich ofert jest mało, bardzo mało. Nie robię rzeczy, w które nie wierzę, nie polecam produktów, których sama bym nie kupiła, nie wchodzę w akcje, które budzą mój sprzeciw, nie pracuję za darmo, dla marek, które gdzie indziej wydają grube pieniądze, a w internecie szukają okazji do prawie bezkosztowej promocji, nie jestem najtańsza, bo i właściwie czemu mam być? 

Twarz ma się tylko jedną i naprawdę nie sposób kupić nowej za żadne pieniądze. 


Czy reklamy są złe?

Chciałabym tu coś jeszcze wyjaśnić, żeby nie zostać źle zrozumianą. Podejście, które mówi, że reklamy są złe i wszelkie próby monetyzowania bloga oznaczają, że bloger "się sprzedał", uważam za totalne nieporozumienie. 

Mnie także zdarzało się słyszeć: "czy wszystko musi być na sprzedaż?" kiedy pokazałam gdzieś w tle markę, produkt czy nie zakryłam (sic!) logotypu mojego komputera. 

Bardzo szanuję moich kolegów i koleżanki, które prowadzą różne, ciekawe blogi. Nawet jeśli pojawiają się tam współprace to prawie zawsze widzę, że się starają, próbują coś dać czytelnikowi, a większość materiałów to posty, projekty tworzone po prostu z potrzeby serca, które wzruszają, bawią, pomagają. Czas wkładany za darmo. Bywa, że miesiącami, latami, zanim cokolwiek się z tego ma. 

Byłabym niepoważna, gdybym obrażała się na to, że za coś tam wzięli pieniądze. 

Reklamy są wszędzie. W telewizji, w prasie, na ulicy. Jeśli ktoś się na to obraża to dla mnie, osobiście jest osobą oderwaną od rzeczywistości. Fajna, mądra gazeta musiałaby kosztować 4-5 razy więcej, aby móc utrzymać się bez reklam. Czy ktoś byłby gotów tyle zapłacić? 50 zł za pismo? Wątpię. Sama bym tyle nie zapłaciła. 

Dzięki temu, że reklamy pojawiają się w telewizji możemy oglądać ją za darmo. Tak samo działa radio, kino, właściwie cały świat się kręci dzięki temu, że istnieje reklama. Blogi, strony internetowe nie działają inaczej. Można oczywiście funkcjonować za darmo, bez pieniędzy, ale ma to swoje oczywiste ograniczenia. 

Zawsze jest albo - albo. Nie wszyscy chcą być w "offie", sztukować, kombinować i fastrygować. Mnie też już to męczy i irytuje. 

Można iść w tą stronę i pogłębiać swoją frustrację, a można szukać rozwiązań. Ja decyduję się na to drugie. 


Na co mnie są potrzebne pieniądze? 

Manufaktura funkcjonuje od 7 lat i to wszystko co robiłam do tej pory starałam się robić albo sama, albo jak najniższym kosztem. Dlatego np. działam do dziś na darmowej platformie, którą jest Blogger. Mam domenę, ale nie przeniosłam się na nią do dzisiaj. 

Podobnie sprawa wygląda z szablonem: miałam już kilka, ale większość rozwiązań była albo darmowa / albo kupiona do przerobienia za niewielkie pieniądze. 

To trochę tak jak z sukienką z second handu: oczywiście może być super, można ją przerobić, dopasować, może wyglądać dobrze... ale to nigdy nie jest coś, co zostało uszyte na miarę i zawsze będzie miało swoje ograniczenia. 

Uważam, że Manufaktura zasługuje na taką szytą dla niej sukienkę. To nie musi być od razu "haute couture", Dior czy Chanel, bądźmy poważni. 

Byłoby  jednak cudownie, gdyby można zaprojektować coś co odpowiadałoby różnym potrzebom i wyglądało fajnie. A na to potrzeba funduszy: niemałych. Sama tego nie zrobię i znów byłabym hipokrytką, gdybym oczekiwała, że ktoś to dla mnie zrobi za darmo. Muszę za to zapłacić, muszę znaleźć na to czas, w którym nie będę zajęta zarabianiem. 

Druga kwestia to mój rozwój, materiały, książki, spotkania, doskonalenie się. Zauważyłam u siebie ostatnio niepokojącą prawidłowość. Z racji pewnych oczywistych ograniczeń oszczędzam głównie na sobie. A przecież tym wszystkim co mam, co umiem, co wiem i do czego mam przekonanie dzielę się tutaj z Wami. Aby dawać, trzeba też chociaż trochę brać bo inaczej źródełko wyschnie. Tak jest i nie chcę z tym dyskutować. 

A to wszystko też kosztuje. 


Ale przecież możesz sobie na to zarobić...

Pewnie padnie gdzieś taki argument o tym, że przecież pieniądze na to można zdobyć w inny sposób, zaoszczędzić, odłożyć, zarobić robiąc to co robię. 

Można. Ale doba ma tylko 24 godziny. Są takie tygodnie, kiedy pracuję 6 dni w tygodniu. Napisałabym nawet, że 6,5 ale to chyba byłoby źle widziane i trochę wstydzę się przyznać. Gdyby nie to, że kocham to co robię, jestem permanentnie wdzięczna za moją pracę nawet gdy robię rzeczy, które nie są dla mnie jakoś mocno fascynujące, to pewnie byłoby to nie do zniesienia. Nie narzekam, mam nadzieję, że fajnych zleceń, dobrych relacji będzie w moim zawodowym życiu jeszcze więcej... ale... zawsze jest ale. 

Policzyłam ostatnio, że Manufakturze daję średnio 30-40 godzin w tygodniu i mówię tu tylko o czasie, który poświęcam na pisanie i technikalia. Reszty nie liczę. Jeśli będę pracowała więcej, robiąc rzeczy stricte zarobkowe, nie znajdę czasu, aby tworzyć to miejsce. Oprócz pracy jest w końcu normalne życie. Dziecko, które mnie potrzebuje, pranie, które samo się nie zrobi, czas dla siebie, który także chcę znajdować, bo inaczej będę hipokrytką, która mówi co innego, a co innego robi. 

Do tego dochodzi wiele innych kwestii: opłata za hosting, domenę, koszty obsługi - nie będę Was zanudzać, to jasne, że to nie spada z nieba. Gdyby po tym wszystkim zostało mi coś jeszcze poza satysfakcją, to oczywiście również się nie obrażę. Wydam z głową i na przyjemności :). 

Trzeba to jakoś połączyć. Dlatego zdecydowałam się na Patronite. 



Tutaj można podejrzeć mój profil


Manufaktura na Patronite.pl

Myśląc o różnych opcjach zawsze natrafiałam na różne ograniczenia i wiem, że idealne rozwiązanie nie istnieje. Także to nie jest idealne, ale ma bardzo wiele zalet: jest bezpieczne, transparentne, zakłada regularność, umożliwia rozliczenie z fiskusem i daje możliwość jako takiego planowania. 

Patronite.pl to serwis, w którym możesz zostać Patronem projektu, autora. 

Patron, jak za dawnych czasów, to ktoś kto wspaniałomyślnie decyduje się wspomagać kogoś, kogo pracę uważa za ważną i potrzebną. 

Czy trzeba być bogaczem aby zostać Patronem? Nie. Najniższy próg, który ustaliłam to 5 zł miesięcznie. 

Zapewne dla większości z Was to kwota bardzo niewielka, bez większego znaczenia. Dwie kulki loda, pączek i woda mineralna. Pomyślcie jednak o efekcie skali: jeśli x osób złoży się po te symboliczne 5 czy 10 zł, może okazać się, że nazbiera się ładna, okrągła sumka. 

Jeśli to co robię jest dla Ciebie osobiście ważne, będę zaszczycona, jeśli zechcesz mnie wesprzeć. 


Czy to trudne? 

Tak jak ze wszystkim: Jeśli zechcesz znajdziesz sposób, jeśli nie, znajdziesz wymówkę. 

Trzeba się zarejestrować na Patronite.pl  - przez konto FB, albo mailem - zajmuje to minutę i jest banalnie proste. 

Trzeba mieć też konto PayPal albo skorzystać z tPay. Wielu z Was pewnie je ma, bo to wygodna forma płatności w internecie. Jeśli jednak nie macie, a zachcecie założyć, to to także zajmuje tylko chwilę i jest łatwe. Na swoje konto PayPal możecie przelać środki (w dowolny sposób, przelew, karta), które potem, jeśli są dostępne - będą automatycznie przekazywane w zadeklarowanej kwocie. 

Jeśli zadeklarujesz 5 zł to tyle PayPal przekaże dla mnie. Jeśli środków nie będzie, albo zdecydujesz się zrezygnować (w każdej chwili), to trudno - pieniądze nie będą przesłane. 

Druga opcja płatności to tPay. Patroni mogą wykupić subskrypcje na trzy lub więcej miesięcy z góry, korzystając ze zwykłego przelewu bankowego. Wpłata obejmuje kilka miesięcy naraz, bo tPay nie pozwala niestety zautomatyzować płatności, tak, by co miesiąc trafiała do Autora. Gdy zbliża się termin wygaszenia subskrypcji, Patron otrzyma maila z przypomnieniem – i zachętą do dalszego wspierania pasji! 

Jeśli mamy te dwie rzeczy, klikasz na moim profilu "Zostań Patronem" i wybierasz próg, który Cię interesuje. Każdy jest opisany i znajdziesz tam  nie tylko moje dowody wdzięczności, ale także informacje o tym co możesz zyskać jako Patron. 

Wybierasz formę płatności.. I ZROBIONE!


Można wybrać kwotę, którą mnie miesięcznie wesprzesz.
Z tej subskrypcji oczywiście można w każdym momencie zrezygnować. 

Czy to oznacza, że nie będzie tu żadnych reklam, współprac? 

Tak jak napisałam wyżej: nie odżegnuję się od współpracy, od reklamy. Bardzo staranie jednak ją wybieram. Jeśli coś nie pasuje, to nie. Nie planuję i trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której zdecydowałabym się na reklamy displayowe czy Google. 

Jestem otwarta na współprace które są zgodne z zasadą trzy razy WIN. Jeśli wygrasz Ty, Klient i Ja -  wspaniale. Jeśli to ma być działanie na siłę, na granicy mojego dobrego smaku, albo przekonań, to nie jestem gotowa na takie poświęcenia. 

Myślę, że większość z Was, którzy jesteście ze mną tu od dawna, bywa, że wiele lat, wie, że może mi  w tej kwestii zaufać i ja to bardzo cenię. Postaram się nie zawieść. 


To chyba wszystko

Wybaczcie ten przydługi wywód, ale czułam się w obowiązku aby to wszystko wyjaśnić. 

Wszystkim, którzy podejdą do tego ze zrozumieniem, empatią, a nawet zdecydują się mnie wesprzeć bardzo, bardzo dziękuję i zrobię to pewnie jeszcze po wielokroć. 

Uważam, że wdzięczność ma potężną moc, ale nie można nikogo do niej zmuszać. Dlatego nie planuję i pewnie nigdy nie wprowadzę płatnego dostępu do treści, nie będę dzieliła czytelników na lepszych i gorszych. 

Dla mnie Wasza, Twoja obecność tutaj jest zawsze cenna. Jeśli dla Ciebie moja obecność w sieci także ma znaczenie, to niech to będzie okazja do tego, aby wirtualnie powiedzieć mi: "Małgosiu, robisz dobrą robotę". Jeszcze raz LINK

Dziękuję!

Serdeczności! 


Zobacz również

23 komentarze:

  1. Małgosiu, trzymam kciuki :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia i również jestem jak najbardziej za pomysłem ! Toż to życie ;-) normalna sprawa .

    Serdecznie pozdrawiam,
    Bożena

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo wartość... kosztuje. Bez dwóch zdań.
    Gosiu, gratuluję odwagi podjęcia decyzji:) Brawo! Tak trzymaj!
    Inka <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Zobaczymy na co faktycznie się przełoży.

      Usuń
  5. Bardzo sobie cenię Twoją odwagę i prostolinijność, to cenne i coraz rzadsze atrybuty. Dobrze Cię rozumiem, bo choć radość pisania jest ogromna, to i niemały jest tez nakład pracy- tej niewidzialnej- od koncepcji, po przemyślenia, literaturę, ubieranie w słowa, korektę literówek i treści, o obrabianiu technicznym tekstu i zdjęć nie wspomnę. Prawdą jest niestety, że ludzie cenią bardziej rzeczy ,za które płacą ( wiem , coś o tym).Są tez oczywiście wyjątki - Ja cenię Cię bardzo bezwzględnie -Twoje teksty mają wielką wartość. Dlatego chociażby czytanie ich od deski do deski, regularnie czerpanie sobie z nich bodźców do przemyśleń bez klikania "lubię to" lub komentarza jakiegokolwiek uważam za pasożytnictwo społeczne.( Tu narażę się niektórym, ale co mi tam...) Zostanę patronem z przyjemnością. Serdeczności. Marzena z Wrocławia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenko,
      dziękuję!
      Badam ten temat na własny użytek od dawna. Myślę, że wielu z nas odkłada decyzje, a po drugie, tak jak w wielu innych kwestiach spycha odpowiedzialność: "Ja? A Czemu ja, niech on zrobi!"
      Zobaczymy co z tego wyniknie, po prostu. To dla mnie też trochę eksperyment i test dla społeczności. Narazie ten tekst przeczytało prawie 500 osób i 4 zdecydowały się wesprzeć pomysł. Skuteczność symboliczna - chyba , że jest jeszcze po prostu za wcześnie i te osoby w części wrócą.
      Myślę sobie jednak, że nie byłabym sobą gdybym nie spróbowała ;)
      Pozdrawiam!
      M.

      Usuń
  6. To co robisz jest świetne i super, że może stać się Twoim pasjobiznesem.
    Czytam Cię regularnie i dlaczego ma to być za darmo. Popieram i wesprę:) Beata

    OdpowiedzUsuń
  7. Też prowadzę (raczej prowadziłam) bloga i zaprzestałam, bo nie starcza mi czasu i motywacji.Zgadzam się, że kazdy, kto szuka cennej podpowiedzi, źródeł do nauki może chociaż powiedzieć dziękuje za tę pracę blogera. Myśle sobie czasem, że jedna hrywna to pawdziwy drobiazg, ale w przeliczeniu na wizyty to jakaś satysfakcja.Do tej pory los mi to wyrównuje w inny sposób - umiem dziękować za wszystko co dostaję. Ale od listopada nie ma nowych wpisów na blogu, one istnieja tylko w mojejej głowie i nie mają szans zaistnieć w sieci. Dzięki Ci, Małgosiu za tak cenną podpowiedź jak przewrócić życie memu blogu.Może spróbuję? Nie, nie tak. NAPEWNO spróbuję!

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmm....zalogowałam sie jako partner, ale nie mam pojęcia jak wpłacić pieniądze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kliknij tutaj:
      https://patronite.pl/profil/1390/malgorzata-dawid-mroz-manufaktura-radosci
      i Zostań patronem :)
      Dziękuję :)

      Usuń
  9. P.S. Przyjemnie czuć się mecenatem w przeliczeniu na taką "dużą" kwotę

    OdpowiedzUsuń
  10. Małgosiu, robisz dobrą robotę :) z przyjemnością zostałam Twoim patronem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu,
      dziękuję :)
      Pierwsze koty za płoty :)

      Usuń
  11. Trochę mieszasz dwa tematy. Pretensje dotyczyły nie wysłania konkursowego SMSa z głosem na bloga którego się czyta ZA DARMO i wg mnie są nieuzasadnione, ale nie chcę się o tym rozpisywać. Kasa za SMSa idzie do operatora. Ta notka jest o dofinansowaniu autora bloga, aby mógł się poświęcić pisaniu kolejnych postów. Czy to przez reklamy, czy to przez dotacje. Ja to widzę tak, że z popularnych blogów pączkują inne formy zarabiania - warsztaty, książki, webinarki i to jest OK. /dzierzba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We wspomnianym głosowaniu pieniądze szły w całości na cel charytatywny. Tak żeby pro forma wyjaśnić. Uważam, że temat łączy to samo pojęcie pewnej wdzięczności, albo jej braku. I doskonale Dorotę rozumiem.

      Usuń
  12. Czy patronem można zostać w każdej chwili, czy jest jakiś określony czas "naboru"? Bo ja bardzo chciałabym, ale chwilowo po prostu nie mogę. Miesiąc wcześniej, gdybyś miesiąc wcześniej napisała tego posta! W każdym razie życzę powodzenia i mam nadzieję, że spełni to w 100% Twoje oczekiwania, nie tylko w kwestii wdzięczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasz,
      można w każdej chwili i każdą kwotą od 5 zł w górę :)
      Uznałam, że mniej to szkoda waszego zachodu :) I zabawy ;)
      Buziaki!!!

      Usuń
  13. W końcu udało się przejść całą procedurę. Fajny pomysł i życzę powodzenia. Pozdrawiam - Gosia

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)