To co robisz w cieniu, stawia Cię w blasku

/
22 Komentarzy


O sukcesie powiedziano już bardzo dużo, ale jedno jest pewne. Widzimy zwykle tylko wierzchołek góry lodowej, a więc blaski, a nie cienie. I to chyba dlatego tak trudno nam wytrwać w drodze do tego co definiujemy jako sukces. 

Zwykle wydaje nam się, że inni czyli ci którzy sukcesy odnoszą, albo odnieśli, mają lepiej, łatwiej i bez problemów. A tylko my pod górę. 

Dziś o tym, że jest inaczej. Że wysilać muszą się wszyscy.  

I że tak jak nam powtarzano od dzieciństwa, naprawdę bez pracy nie ma kołaczy. 


Być jak mistrz


Michael Phelps – to jak czytamy w Wikipedii,  amerykański pływak, 18-krotny mistrz olimpijski, 26-krotny mistrz świata, wielokrotny rekordzista świata. 

Człowiek, który jest stworzony do pływania i jak podkreśla wielu fizjologów i lekarzy sportowych, dysponuje wyjątkowymi warunkami anatomicznymi do uprawiania tego sportu. 

Na pewno ma do tego talent i predyspozycje, ale w jego wypadku to z całą pewnością nie wszystko. 



Filmik Michael Phelps, całość TU


Pokazuje to choćby ten krótki filmik, który można traktować znacznie szerzej niż jako zmagania sportowca z ciałem. 

Dla mnie znamienny w tych 90 sekundach jest moment, w którym Phelps staje nad basenem i potem, gdy trzęsie się z zimna a w ciemności zaczynają być słyszalne brawa. I słowa: "To co robisz w cieniu, stawia Cię w blasku". 

Bo wysiłków, wytrwałości i pracy, którą trzeba włożyć w sukces, często nie widać. Wydaje nam się, że to spada z nieba, jest darem. A to wcale nie tak. 


Czy talent  nie wystarczy? 

Sam talent, wydaje się być tylko czekiem, który jeśli nie stanie za nim praca, wiara i wytrwałość stanie się tylko świstkiem papieru bez pokrycia. 

To tylko element układanki. Tak, trenerzy sportowi mówią wprost, że "warunki" się liczą. Z ratlerka nie zrobisz psa myśliwskiego, choćby nie wiem ile ćwiczył. 

Ale to "coś" to jeszcze nie jest gwarancja sukcesu i to nie tylko w sporcie, ale w każdej dziedzinie życia. 


Ale to do mnie??


Myślisz sobie może: Hmm, może to i ciekawe, ale chyba nie do mnie, nie dla mnie. Nie jestem sportowcem, nie planuję międzynarodowej kariery, mam gdzieś flesze i blaski, ja żyję zwyczajnym życiem

I właśnie chcę Ci powiedzieć, że to samo sprawdza się tutaj. We wszystkich zmaganiach, które dotyczą Twojej codzienności. 

To co robisz codziennie, w tych momentach, których może nie widać, które mało kto docenia, Twoja własna wytrwałość decyduje o Twoim sukcesie, jakkolwiek mały czy duży on by był. O więzi, którą zbudujesz ze swoim dzieckiem (albo nie, bo Cię nie będzie, nie starczy Ci uważności i czasu), o pasji, która stanie się Twoją pracą, o domu, który powstanie, związku, który się umocni, albo rozleci.

To nie jakieś nieprawdopodobne czyny i rzeczy niesamowite tworzą ten sukces. 

To codzienność. Ten pot, łzy, czasem radość, czasem zniechęcenie, ale przede wszystkim wytrwałość. Dużo wytrwałości. I znajomość kierunku, w którym się idzie. 

Jeśli idziesz tą drogą  - to chcę Ci tylko powiedzieć, że to jest dobra droga. I nawet jeśli idzie wolno, to dotrzesz gdzie trzeba. 

Nie przestawaj, rób swoje. Jak Phelps.



Zobacz również

22 komentarze:

  1. Idę. I nawet jeśli nie starczy mi czasu, bo zaczynam późno, to będzie to tylko moja droga, która gdzieś na pewno mnie zawiedzie. Poza tym cel chyba nie jest najważniejszy, kiedy podążanie w jego kierunku daję wystarczająca frajdę.
    Pozdrawiam. Wiola

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za ten wpis. Czasem trzeba usłyszeć/przeczytać, co w zasadzie wiemy, ale właśnie usłyszane/przeczytane dociera tak naprawdę. Lubię Cię czytać, wiesz? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. jasne.Dojdę aż do śmierci.T..."en pot, łzy, czasem radość, czasem zniechęcenie, ale przede wszystkim wytrwałość. Dużo wytrwałości. I znajomość kierunku, w którym się idzie" - zmierzamy do kresu.
    To nas nie ominie.
    Tylko że niektorzy tą drogę mają usłaną różami.I nie przekonuje mnei przykład sportowca któremu nigdy w życiu nie dorównam.Myślę sobie o tych którzy urodzili się już skazani na sukces w bardzo bogatych rodzinach.Co oni muszą ? Nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie ma drogi usłanej różami, co najwyżej tak nam się wydaje, to złudzenie. Nikt nie jest skazany na sukces: a Ci, którzy jak piszesz urodzili się w bogatych rodzinach i nic nie muszą.. no cóż, oni często muszą najwięcej, bo od kołyski stawia się im wielkie oczekiwania. Nie mogą zostać szczęśliwą krawcową na prowincji czy panią ze spożywczego. Mają być kimś przez wielkie K. I często tego nie unoszą. Takich historii na pęczki. W gruncie rzeczy wszyscy jakoś tam mamy przesrane, bo niczyje życie nie jest pasmem łaskawości. A jeszcze trzeba wziąć pod uwagę to,że niektórzy nie unoszą sukcesu, nawet takiego na który zapracowali, wpadają w nałogi, w pułapkę podobania się za wszelką cenę, depresję, ciągle nie takie związki itp. - ale to już inna historia.

      Usuń
    2. sportowcowi możesz nie dorównać, ale możesz prześcignąć samą siebie z wczoraj albo sprzed roku. To jest wystarczająca walka i tylko taka ma sens. A nie zaglądanie innym do ogródka i ocenianie, że oni nic nie muszą. Ty też nic nie musisz, ale dużo możesz.

      Usuń
  4. Boże, no poryczałam się jak głupia. Będę ten tekst czytała codziennie, bardzo dużo mi dał i chcę to czuć stale. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy rzeczywiście o to chodzi w życiu? Czy nie ważniejsze jest to, jacy jesteśmy, a nie to, co osiągnęliśmy? Sukces ma wiele twarzy, często za nasze sukcesy płacą inni, bardzo często cena, jaką sami za nie płacimy, jest zbyt wysoka, w sporcie mamy wiele tego, czasem wręcz patologicznych, przykładów. To dobrze, jeżeli sukces się zdarzy, źle, jeżeli jest celem. Dobrze jest wytrwale dążyć do celu, ale tylko wtedy, gdy nie tracimy z pola widzenia wszystkiego, co jest wokół i nie robimy tego tylko dlatego, by uzyskać poklask i owacje tłumów.
    Serdecznie pozdrawiam.
    Wojtek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Wojtku,
      ma Pan oczywiście rację i dlatego piszę o tych zwykłych sprawach: wychowanie dzieci, związek, rodzina, praca, która może być prosta ale się ją kocha. To też są sukcesy. I nikt pewnie za to nie będzie braw bił, ale przecież sami będziemy się czuli z tym jak ktoś kto dużo osiągnął.
      Dla poklasku wyłącznie nie warto, oczywiście. W końcu zawsze brawa cichną.

      Usuń
  6. Pani Małgorzato, zawsze z uwagą i przyjemnością czytam Pani bloga, jestem na liście Pani subskrybentów i bardzo cenię sobie to, co stara się Pani przekazać. Pani ostatni wpis skłonił mnie do wyrażenia powyższej opinii, ponieważ uważam, że powszechna afirmacja sukcesu, a wręcz nakaz dążenia do niego, często za wszelką cenę, przynosi więcej szkody niż pożytku, jest często jedyną i często nigdy niekończącą się próbą potwierdzenia własnej wartości w oczach innych. Zdaję sobie sprawę, że upraszczam, i być może w ten sposób spłycam problem, ale sądzę, że ważna jest raczej "treść" sukcesu, to,komu i czemu służy, a nie samo - jak w przypadku Herostratesa, wiem, nie jest to do końca usprawiedliwiony przykład, ale i o tego typu motywach nie można zapominać - jego odniesienie. Złoty medal jest cennym życiowym trofeum, ale co mówi nam o jego zdobywcy, poza tym, że ciężko pracował i prawdopodobnie miał talent, czyli cechy, których innym brakuje? Jeżeli próbujemy go naśladować, pójść w jego ślady, to nie dlatego, że był wspaniałym, mądrym człowiekiem, raczej dlatego, że też pragniemy złota.
    Dalaj Lama kiedyś powiedział:
    "Ludzie zostali stworzeni, by być kochanymi. Rzeczy zostały stworzone, by ich używać. Powodem, dla którego świat jest w chaosie jest to, że rzeczy są kochane a ludzie wykorzystywani"
    Serdecznie Pozdrawiam.
    Wojtek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja się bardzo z Panem zgadzam i z Dalajlamą też!! :)
      Sukces dla każdego znaczy co innego ( dla mnie to np. praca, którą kocham, a za którą raczej Nobla nie dostanę.. ;) , i niech tak będzie.
      Sukcesem może być po prostu dobre życie. Nie muszą być osiągnięcia i medale.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Artykuł bardzo smaczny. W komentarzach widać, że sukces można różnie odczytać. Dla mnie sukces, jako taki jest czymś wspaniałym. "Wszystko co żyje musi wzrastać".

    Bo sukces nigdy nie jest dla samego sukcesu. Nasze aspiracje i dążenia to kochanie życia takim jakim jest.

    Do sukcesu trzeba mieć szacunek. Bo ma swoją cenę. Nie tylko naszej wytrwałości, ale czasem jest to przegrana osób którzy z nami konkurowali :).

    Czasami jesteśmy na gorszej pozycji, np w związku np. z niepełnosprawnością. I co wtedy? Gdzie sięgają nasze ambicje?

    Moim pierwszym sukcesem, było nauczenie się czytać i pisać:) Dla dyslektyka to himalaje:) Zrozumiałem też że poprzeczkę w sukcesie podnieść nam może tylko serdeczność. To jest według mnie uniwersalny sposób na zdrowy sukces.
    (A wszystkich dyslektyków zapraszam na dyslektyczni.pl :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jacku, gratuluję!Trochę wiem, jak to jest zmagać się z własnymi ograniczeniami.Sukces w takiej sytuacji wymaga o wiele więcej wysiłku.świetnie to ująłeś: Wszystko co żyje musi wzrastać. Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Mieszkam bardzo daleko i mam podstawy by myśleć, że nigdy się nie spotkamy. I bardzo tego żałuję. Proszę Małgorzato o osobny post o tym, na czym Ty lecisz dziewczyno, czy to jakieś witaminy, czy co, też to chcę. Pozdrawiam bardzo. Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, roznawilas mnie do łez :)) 😘
      Gdzie mieszkasz?

      Usuń
  9. Masz otwarte zaproszenie do Brühl. Mieszkam na przeciw pałacu i bliziutko do Phantasialand, może Cię skuszę? Zapraszam z całego serca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :))
      To nie tak daleko :))
      Byłam w ubiegłym roku o godzinę jazdy stamtąd :) Z serca dziękuję:)

      Usuń
  10. Matylda, kiedyś znalazłam taki cytat "Celem nie jest bycie lepszym od kogoś innego, lecz bycie lepszym od tego,kim samemu było się wcześniej." Porównywanie siebie z kimkolwiek mija się z celem, bo wpędza w kompleksy, wiem to po sobie. Kiedyś nie lubiłam sportu i nie musiałam dbać aż tak o swoją sylwetkę, na wf prawie nigdy nie ćwiczyłam. Choruję na niedoczynność tarczycy co wcale nie ułatwia mi sprawy jeśli chodzi o powrót do szczupłej sylwetki, a znając swoje ograniczenia, już nie wspomnę o lenistwie i niektórych objawach tej paskudnej choroby, tym bardziej. Małymi krokami, byle do przodu, próbuję zmienić swój tryb życia, np. pokonać niechęć do biegania, zmienić nawyki żywieniowe. Także moim sukcesem będzie szczupła sylwetka i lepsze samopoczucie. Warto też znaleźć sobie jakieś hobby, pasja może stać się również pracą,przynajmniej dla ciebie.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)