Nie czekaj aż będzie za późno!

/
18 Komentarzy




Nie czekaj, aż będzie za późno, nie wypatruj chwili, w której już się nie da wytrzymać - mówię ludziom. A potem, niestety, widzę jak ustawiają siebie na samym końcu łańcucha pokarmowego. Za dziećmi, mężem, żoną, matką, ojcem, pracą, samochodem do przeglądu, a nawet czystą podłogą. 


W tej przestrzeni, w której już nic więcej nie muszą, albo zwyczajnie muszą, ale nie mogą, znajdują wreszcie czas, żeby się zająć sobą. 

Tylko że wtedy bywa już bardzo, bardzo późno. I trudno. Niezwykle trudno. 

Tych zaniedbań czynionych latami, nie da się naprawić w dwa tygodnie. 


Ratuj go!

Po internecie krąży taki satyryczny obrazek, na którym mama kaczka przybiega z małym kaczątkiem do lekarza krzycząc: ratuj go, on kichnął! Druga sekwencja odbywa się kilka lat później, gdy kaczątko przychodzi do mamy z własną nogą w ręce, a ta mówi: nic Ci nie będzie, obłóż to lodem. 

Ta historyjka pokazuje dwie skrajności których doświadczają rodzice, ale nie tylko. 

Zajmowanie się sobą jest trochę tak jak rodzicielstwo, trwa przez całe życie, wymaga dużej uważności i świadomości.

Od przewrażliwienia dochodzimy czasem do niewrażliwości i to takiej, która tak naprawdę nam zagraża. 

Nie umiemy się ze sobą spotkać tak po środku, do tej konfrontacji dochodzi dopiero kiedy metaforycznie odpada nam noga, głowa, czy zgubiliśmy siebie i kompletnie nie wiemy gdzie szukać. 

To naprawdę jest późno. Bardzo późno. 


Nie czekaj aż będzie za późno!

Nie chcę tu zdradzać prywatnych historii, które dostaję, rozmów które gdzieś odbywam, ale jeśli odnajdziesz w tym siebie, wiedz, że nie jesteś wyjątkiem, a to co poniżej to kompilacja wielu świadectw i zwierzeń.

 - Długo było tak sobie, ale do wytrzymania, wiadomo, zmęczenie, trudności, organizacja, codzienna ekwilibrystyka. Aż poczułam, z dnia na dzień, że już dłużej nie wytrzymam. Kiedy siedziałam w poczekalni u lekarza poczułam, że jestem strzępkiem nerwów. Kiedy odebrałam wyniki i lekarka popatrzyła na mnie spod tych długich rzęs, nie musiała nic mówić. Czasem myślę, że wiem dokładnie kiedy to się stało, kiedy poczułam że to już jest za dużo, a potem stwierdzam, że to się działo codziennie przez setki dni, kiedy doświadczałam totalnej niemocy, a potem mówiłam sobie " no daj spokój, wytrzymaj, weź się w garść"

 -  Czuję się przeziębiona psychicznie - jeśli wiesz o czym mówię. Jakbym miała katar, tam w głowie. Da się z tym żyć, ale czuję się od życia oddzielona grubą szybą. Niedługo mam wizytę u psychiatry. Mam nadzieję, że to pomoże.


Zepsuła się suknia cała...

Zaradź złemu zawczasu -  mówi dziecięcy wierszyk Stanisława Jachowicza. Dalej jest o dziurce, która była mała, maleńka, ale Zosia odwlekała, odkładała i do wieczora zrobiła się z niej  wielka dziura. I choć Zosia ją zaszyła,ta suknia nie nadawała się już do niczego... 

Działanie poniewczasie nie zawsze jest skuteczne. Nie wszystko to co się już stało, rozpruło, da się zaszyć, naprawić, a jeśli nawet zostanie ślad, duży ślad. 

Nie czekaj z dziurami w sobie zbyt długo. Czas żeby się nimi zająć jest teraz. 

Tak, to ten najwyższy, najwyższy czas. 



Ten tekst jak i wiele innych, znajdziesz w mojej nowej książce:
KUP TERAZ na wakacje! 




Zobacz również

18 komentarzy:

  1. Wszystko prawda. Jak się umie odmawiać samemu sobie, to nie umie się odmawiać innym. Wystarczyłoby zrobić odwrotnie.... Echhh... życie.

    OdpowiedzUsuń
  2. To święta prawda.Doskonale to znam,ale myślę że w moim przypadku nie jest jeszcze za późno. Pracuję nad tym,czasem jeszcze zastanawiam się czy warto?Walczyć O siebie czy Gać spokój?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renia,
      póki żyjemy to nie jest nigdy za późno.
      Chodzi o to, że jest zwykle znacznie później, niż nam się wydaje.

      Usuń
    2. Póki żyjemy...Mam nadzieję że jeszcze trochę życia przede mną.Chcę z niego co nieco jeszcze zgarnąć. Dużo roboty,ale dam radę. Bo jak nie ja to kto?

      Usuń
    3. Już chodzę prosto i z podniesioną głową, widzę że świat to nie tylko ja i moje problemy.Chyba się polubiłam 👍

      Usuń
  3. Ale często jest tak, że kiedy chcesz zadbać o siebie to otoczenie zaczyna Cię wpędzać w poczucie winy. I może troszkę walczysz, ale potem zaczynasz się sama gryźć że może faktycznie dbanie o siebie to egoizm i żerowanie na rodzinie. I tak podkulasz ogon i odstawiasz siebie do kąta. I jest Ci coraz bardziej smutno i czujesz się niekochana, ale sama nie wiesz jak masz się o siebie walczyć. Bo to trochę takie wyszarpywanie siebie i im więcej się uszarpiesz tym bardziej już nie masz sil na nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to nie otoczenia nas wpędza, tylko my sami się dajemy wpędzać.
      Jeśli wiesz, że jesteś wartościową osobą, lubisz się i szanujesz, to wiesz, że Twoje potrzeby ( np. odpoczynku, zadbania o własne zdrowie fizyczne czy psychiczne) nie są mniej ważne niż potrzeby innej osoby. Więcej! Jak nie zadbasz o siebie, to skąd weźmiesz potem siły, żeby dbać o kogokolwiek???

      Usuń
    2. Ja myślę że egoizm to nie jest dbanie o siebie. Egoizm to zmuszanie innych do życia według swojego widzimisię.

      Usuń
    3. Bardzo mi się podoba ta definicja, dziękuję :)

      Usuń
  4. Dzięki za zrozumienie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. no cóż nic dodać, nic ująć,
    nie można popadać w przesadę, nie można zawsze stawiać siebie z przodu i na końcu, tak jak w tej anegdocie o kaczce trzeba umieć przy kichaniu dziecka się nie przejąć i umieć zareagować gdy przychodzi z urwaną nogą

    OdpowiedzUsuń
  6. Małgosiu, po przeczytaniu tego tekstu automatycznie wyświetliła mi się w głowie, ta oto opowieść z tradycji berberyjskiej:

    "Pewien koczownik wędrujący po pustyni musiał się zatrzymać, gdyż męczyło go pragnienie. Przysiadł na piasku, a ponieważ słyszał gdzieś, że i przed śmiercią z pragnienia zaczyna się płakać - oczekiwał na łzy.
    Wtedy usłyszał dziwny szelest: to wąż sunął ku niemu. Człowiek przestraszył się tak bardzo, że skoczył na równe nogi i zapominając o dręczącym go pragnieniu, ruszył w dalszą drogę, aż doszedł do takiego miejsca, w którym była woda, a wraz z wodą - ratunek.
    Ten jeden krok, którego już nie chcesz zrobić, bracie, może Cię kosztować życie.
    Pamiętaj o tym, kiedy poddasz się łzom."

    Pięknego dnia:)
    Inka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepiękna historia Inko,
      bardzo dziękuję :) <3

      Usuń
  7. Mądrzy są ludzie, którzy słuchają siebie. Ja też tak miałam .... z dnia na dzień czułam się coraz gorzej w mojej pracy, każdy dzień odbierał mi cząstkę siebie. Straciłam w końcu jakąkolwiek radość, nie tylko w pracy, ale w życiu prywatnym. Jakie głupoty podpowiada głowa...., że skoro tak mnie ktoś traktuje to pewnie sobie zasłużyłam, tak trudno było znaleźć pracę więc kolejną będzie jeszcze trudniej... itd, itp, a potem świat już nie jest taki sam, a ty zaczynasz wierzyć, że Świat jest taki okropny.
    Dziękuje za ten wpis, mam nadzieję, że ten dobry głos w mojej głowie w końcu ujrzy światło dzienne.
    Grażyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem teraz w podobnej sytuacji. Nie potrafię zmienić pracy. Lubię moją pracę, nie sprawia mi ona trudności, wykonywanie czynności, obowiązki wszystko jest ok. Atmosfera jest bardzo toksyczna... ciągłe obgadywanie za plecami, zero motywacji. Powtarzam sobie, że to już koniec, dłużej tak nie wytrzymam i nic nie robię w tym kierunku. Mam bardzo niskie poczucie własnej wartości!!! Ale wcześniej tak nie było! Nie mogę wybrnąć z tego błędnego koła...
      Magdalena

      Usuń
  8. Czasami takie zapomnienie o sobie i własnych potrzebach wynika z tego, że nie zatrzymujemy się codziennie chociażby na 10 minut, żeby usiąść w ciszy i przemyśleć, co robiliśmy, a co chcemy zrobić itp. Takie "małe" 10 minut, a tak "duże".

    OdpowiedzUsuń
  9. Droga Małgosiu,
    dziś odkryłam Twój blog i czytam, i czytam, i czytam. Jestem naprawdę pod wrażeniem. Super:) dziękuję.
    M.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)